1

1

niedziela, 7 maja 2017

Wolność


Życie jest rutyną. Niektórzy przekonują się o tym już we wczesnych latach inni później. Powtarzamy ten sam motyw, te same przyzwyczajenia, tą samą rutynę. Coś jest nie tak. Dlaczego? Dlatego, że życie ludzkie jest sztuką. Dlaczego zamieniamy je w powtarzający się schemat? 
Naukowcy próbując określić miejsce elektronu w atomie natrafili na piętrzące się problemy. Każde doświadczenie musi być powtarzalne żeby nabrać znamion obiektywności. A tu albo miejsce można określić albo  czas pojawienia się tego ulotnego elementu ale nie obu na raz. Pozostaje chmura prawdopodobieństwa.  Co to znaczy? To, że atom może istnieć wtedy, gdy nie możemy dokładnie określić wszystkich jego parametrów. Życie istnieje dlatego, że nie możemy go w pełni zracjonalizować. W procesie twórczym nie może zabraknąć elementu irracjonalnego bądź intuicyjnego. Rutyna zabija człowieka artystę, człowieka żywe dzieło sztuki, człowieka Twórcę. Twórca wielki czy mały wie, że proces tworzenia musi mieć margines swobody, margines improwizacji, margines niedomówienia. Bez tego każde życie zamienia się w rutynę, która łączy się z depresją wynikającą z braku nadziei. Jeżeli coś jest tak nudne jak katolicka msza to znaczy, że jest martwe. Nie ogrzewa tego ani miłość ani nadzieja ani potęga twórcza.  Kościół mówi, że jest nieomylny, kościół wie gdzie jest elektron w atomie. Zastąpił chmurę niewiedzy w pewność i zamordował Boga. Gdyż to Twórca wszystkiego umieścił chmurę i przesłonił część obrazu tak, by życie i miłość były możliwe. 
Dlatego proszę, nie rezygnujcie ze swoich twórczych potrzeb. Rutyna to długa i beznadziejna agonia. Sięgajcie po niemożliwe. 
Budujmy nasz kraj na  miarę, której nikt nie będzie nam określał; ani Watykan ani kościół.  Wolność, wolność i tylko wolność nakłada na mnie dobrowolne zobowiązanie budowania wspólnoty ze wszystkimi za i przeciw.
Dosyć, powtarzam dosyć panoszenia się w naszym domu religijnych oszustów. We wszystkim co tworzę jest widoczny wpływ mojej duszy.  Nie potrzebuję kościoła, żeby być człowiekiem i twórcą. Nie potrzebuję jego opinii ani porady w żadnej sprawie. 


103 komentarze:

  1. W pełni się zgadzam.
    Ps. Nareszcie można swobodnie przeczytać, bo tekst opublikowany w powiększonej czcionce. Tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dr Misio - Pismo - YouTube
    https://www.youtube.com/watch?v=v0BBpVl34I0

    Z pozdrowieniami:
    Stanisław

    OdpowiedzUsuń
  3. J 15, 4-5 (słowa Pana Jezusa):
    Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić.

    http://jezus-zmartwychwstal.blogspot.com/2017/03/czwarta-piesn-sugi-panskiego-jego.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jestem dzieckiem Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Całym sercem jestem za to wdzięczny Panu Bogu, kapłanowi, który mnie ochrzcił, jak i rodzicom, bez których nie byłoby to możliwe..."
      Następny " nawiedzony " dał głos paszczą....

      Usuń
  4. W pełni się z Panem zgadzam. Nawet więcej ...
    Religia to blokada twórczej energi w jaką wyposażył nas nasz stwórca.
    Wystarczy popatrzeć na ludzi w kościele. Jedno wielkie zgromadzenie ludzi poruszających się i myślących tak samo, pozbawionych indywidualności a więc i ...
    INDYWIDUALNEJ TWÓRCZOŚCI.

    Pytanie :
    Kto tworzy za nich ich życie ?

    Nikt ...
    Już są martwi.
    "Niech umarli grzebią umarłych"


    OdpowiedzUsuń
  5. Religia jest uzależnieniem, nawykiem w którym brak miejsca na indywidualność i wolność. Hipoteza o instnieniu boga jedynego, męskiego władcy pilnującego "z góry" zawsze i każdego to koncepcja życia w więzieniu, bycia częścią bezwolnej masy, a nie bycie myśląca jednostką. Wolne myślenie w religii to herezja, która przez tysiące lat była tępiona jako odstępstwo od wiary, a tak naprawdę jako objaw nieprzewidywalnej niepodległości, jako bunt przeciwko sztywnym regułom narzucanym przez system monarchiczno-kastowy kleru. Jest jednak w każdym człowieku ten pierwiastek niepewności, czy nawet niezgody na zastany świat - swoistej przekory, dobrodusznego draństwa, głosu w głowie, który każe kwestionować opinie innych. Robimy to tym mocniej, im większy autorytet wydaje się mieć kwestionowane źródło "prawdy". Dobrze to widać na przykładzie Rydzyka - im więcej ma uwielbienia, tym większy również hejt. Daje to do myślenia - czyżby Watykan i Papież niewielu obchodziło w Polsce? Czy Polacy rzeczywiście wcale nie wielbią i nie czczą Kościoła, mają tą całą organizację w głębokim poważaniu? Wskazywałaby na to znikoma ilość hejtu obecnego w przestrzeni publicznej. Bo nie może już raczej chodzić o brak odwagi, stosy już wygasły, Watykan już oficjalnie odwiesił skrwawiony miecz na ścianę. Polacy nie interesują się Watykanem, nie obchodzi ich Kościół na świecie - skupiają się wyłącznie na polskich realiach, bo mają w sobie głód duchowości. Potrzeba czucia związku ze światem nadprzyrodzonym, z rzeczywistością równoległą, z mistyka pcha rodaków do Kościoła. Wydaje im się, że tam, w pustych słowach i pustych rytuałach odnajdą klucz do zagadki, do źródła głosu "Boga", który słyszą w sobie. Oj, biedni ci ludzie, bo nie słyszą, że to ich własny głos, że to ich własna siła twórcza przemawia, że w tu i teraz odzywają się przeszłe i przyszłe "ja" ich samych. Kościół od tysięcy lat wmawia ludziom, że to co w nich jest, jest czymś obcym, poza nimi - "w niebie". Obowiązkiem obudzonego jest budzić innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę inspirację Dawkinsem, oczywiście to nic złego...:)

      Usuń
  6. Koncepcja Boga osobowego, siedzącego na chmurze i grającego z diabłem w "szachy" ludźmi jest śmieszna i straszna. Śmieszna bo wciska ludzi w idiotyczne myślenie a straszna bo spokojnie ludzi można tym straszyć. Kościół opanował ten schemat do perfekcji w czasie tych 1700 lat.

    Inaczej widzę sens życia ludzi. Uważam, że ludzie mają możliwość wyrażania siebie. Jest to ich niezbywalna funkcja. Nieświadomi wyrażają, rozprzestrzeniają swoją nieświadomość a ludzie obudzeni rozprzestrzeniają swoją świadomość. Tak naprawdę nie można niczego więcej zrobić. Nikogo na siłę nie da się obudzić. Można tylko pomóc ludziom, którzy chcą się obudzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Janie !!...jedni chcą aborcji drudzy kościoła ....wolność polega na tym żeby nikomu nie odbierać tego co chce ...z tym ze zwolennicy aborcji odbierają życie innemu człowiekowi ....a ci z kościoła i tak nie są w kościele ......WOLNOŚĆ oznacza żyj i daj żyć innym ......tu ja forum potępiacie katolików przy pomocy POLITYKÓW !!...i to jest obłudne i obrzydliwe w całej krasie ...

      Usuń
    2. @Kaja Kija
      Rozumiem jak widzisz wolność. Ja ją widzę inaczej. Już to tłumaczyłem nie raz. Jeśli bardzo chcesz wytłumaczę Ci jak widzę wolność po raz kolejny. Jeśli jesteś tym zainteresowana to napisz.

      W więź między ludźmi wcisnęło sie spoleczeństwo. Dość mocno komplikując te więzi. Jednym z elementów tej komplikacji to polityka, organizacje, stowarzyszenia itp. Chcąc coś uczynić trzeba jakoś wpisać się w rzeczywistość.
      Ty pewnie potrafisz działać bez tego. Bez kompromisów ...

      Więc działaj :-)))

      Usuń
  7. Sens życia jest bardzo indywidualny - doznawać szczęścia. Można to osiągnąć zarówno poprzez siebie (realizacja swoich celów, pragnień czy potrzeb), jak i przez innych (będąc szczęśliwy szczęściem innych). Wyrażanie siebie rozumiem jako przekaz informacji, która może odbiorcy coś dawać - jakoś mu pomagać, inspirować, wyjaśniać czy uczyć - ale może i coś w odbiorcy niszczyć (zarówno pozytywnie - niszczyć wady, ułomności , jak i negatywnie - niszczyć miłość, optymizm czy altruizm). Informacja przekazywana jest wieloma kanałami - poziom werbalny to prymitywny, jakby najprostszy sposób, potem (albo wcześniej) jest mimika, gestykulacja, następnie symbole, elipsy czy hiperbole, na końcu jest przekaz "podprogowy" - subtelny, zmieniający podświadomość, zmieniający osobowość odbiorcy. Dochodzimy jednak do tego, że w tej koncepcji jest jakiś nadawca i jakiś odbiorca, fałszywie tworząc granice pomiędzy jednym i drugim, choć tak naprawdę są oni jednym, tak jak orzeł i reszka to dwie strony jednej monety. Nie ma więc mowy by coś robić na sile, bo siły tu nie trzeba. To co potrzebne, by połączyć te strony to po prostu zlikwidowanie bariery. I Krzysztof to robi - rozwala w pył to co stoi między katolikamia, wypowiada głośno kto ten mur stawia, dlaczego to robi i w jaki sposób można te granice znieść - swoiście "połączyć górę z dołem", wrócić do odwiecznego ying/yang, do prawdziwej natury nas wszystkich. Nie umiemy tego zrozumieć, nie widzimy rozwiązania, bo otrzymywać tylko trójwymiarowo, a czas traktujemy jako narzucony. Koncepcje kwantowe otwierają oczy na to, że wszystko jest energią, na jednolitość i przenikanie się wszystkiego ze wszystkim, na złudność naszego postrzegania, na ogrniczoność naszego myślenia. Bogami jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem takim madralą jak Ty i nie znam takich elaboratów o których wspominasz. Pewno poczytałeś i klepiesz jak nawiedzony - nic nie rozumiejąc. Szczęście swoje lub innych - co to ma być? Jakas kompletna głupota która trudno zrozumieć. Szczęście masz w sobie - to jest to jak odbierasz informacje od otoczenia. Szczęśliwym moze być głodujący pustelnik, a nieszczęśliwym miliarder mieszkajacy w pałacu. To wszystko zależy na pojmowaniu informacji odbieranych od świata. To jedna z podstaw jakie powinienes zrozumieć.

      Usuń
    2. @Bogdan56
      Mariusz widocznie jeszcze nie dotarł do tego, że on jest źródłem wszystkiego. Szczęścia i nieszczęścia. Krk skrzętnie pilnuje by nikt się nie zorientował, że słowa Jezusa powinny być przetłumaczone na :
      "Kochaj siebie a bliźniego swego jak siebie samego".
      Społeczeństwo pilnuje by istniało pojęcie egoizmu i żeby było odpowiednio zdyskredytowane. Mimo, że z pustego to i Salomon nie naleje. Trzeba mieć w SOBIE Miłość i szczęście by komukolwiek to dac bo jeśli nie mamy w sobie ... to skąd dac komuś innemu ?

      Indywidualny Rozwój Duchowy określony przez Pieczyńskiego, jest właśnie drogą napełniania się miłością i szczęściem :-)))

      Usuń
    3. Jasiu - ja moge mu to wszystko wytłumaczyć, ale ja jestem prosty gościu. Tak prosty ze wszystko dla mnie jest proste. Teraz jakoś wiecej łumaczę, ale miałem okres ze tłumaczyłem 3-4 słowami - wszystko tak umiałem tłumaczyć. Pozdrawiam

      Usuń
    4. Marcin..tak i ja pojmuje rzeczy-wistość i jestestwo-niewistość...nie potrzebny był mi pan Krzysztof z transparentem na marszach antypolskiego KODu maszerując z politykierami ,bankietami i ubekami .......odepchnął mnie od siebie i nie ufam temu co mówi podejrzewając MANIPULACJE UMYSŁEM ....co innego mówi co innego czyni !!....odbierając innym spokój i bezpieczeństwo w imię własnej WOLNOŚCI ...to jest nie tylko podle ale wręcz obrzydliwe .........idą czasy ze wszyscy sami zaczynaja szukać wiary ojców naszych ...WOLNYCH LUDZI .....nie należy atakować katolików i innych niż my sami jesteśmy ..TO JEST FORMA NIEWOLENIA ,PRZYMUSZANIA ....tak robią ci z NPŚ...strzeż się tego i samemu dochód do OSOBISTEJ WOLNOŚCI w zniewolonym świecie ...

      Usuń
  8. http://facet.onet.pl/krzysztof-charamsa-oszczedzam-kosciol-opowiadam-mu-tylko-doswiadczenie-cierpienia/y89rsv

    "Instytucji nieludzkiej, irracjonalnej, niezdolnej do poznania, sparaliżowanej strachem. Ja nie tylko mogę, ale mam też moralny obowiązek, żeby to wszystko powiedzieć – i to bez owijania w bawełnę – mówi Krzysztof Charamsa w rozmowie z Emilią Padoł o swojej książce „Kamień węgielny. Mój bunt przeciwko hipokryzji Kościoła”."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony wie co mówi, ale z drugiej strony jest niewiarygodny, bo przez lata wiernie służył umacnianiu tego gmachu pod nazwą KRK.

      Usuń
    2. Piotr:)
      " . "
      To jest najkrótszy wpis jaki udało mi się przeczytać w internecie:)))
      Z pozdrowieniami:
      Stanisław

      Usuń
  9. @Marcin
    Ja inaczej określam swój sens i cel życia. Sensem jest dla mnie żyć, przeżywać życie a celem jest rozwój duchowy (RD) w sensie zwiększania świadomości. Szczęście jest dla mnie efektem ubocznym lub wskaźnikiem dobrego kierunku RD. Wzrost ilosci szczęścia wskazuje na dobry kierunek RD.
    Wyrażanie siebie to dla mnie realizacja swojej osobowości swojej twórczej siły. Działanie zgodnie ze swoją naturą bez oglądania się na odbiorców. W skrócie :
    "Nie jesteśmy tu po to by spełniać czyjekolwiek oczekiwanie".
    Lub inaczej ...
    Na bezludnej wyspie też można siebie realizować :-)))
    W/g mnie jesteśmy jedną świadomością tyle, że każdy przysłania ją swoim indywidualnym ego. Dlatego każdy jest inny. Świadomość czuje samą siebie w innych. W pewnym sensie można to nazwać świadomością zbiorową lub w prostszej wersji instynktem stadnym. Świadomość przesyła do samej siebie sygnały (czuję siebie wzajemnie) poprzez swoje kanały komunikacyjne (czucie, trzecie oko, podprogowo itd.) Ego różnych ludzi porozumiewają się między sobą za pomocą słów i języka. Ja to nazywam komunikacją werbalną. Ludzie z mocno przysłoniętą świadomością przez ego, nazywani ludźmi egotycznymi walczą ze sobą, gdyż ich świat jest światem braków. Czyli ktoś ma, to drugiemu brakuje bo on tego nie ma. Inaczej świat ludzi egotycznych jest dualistyczny.
    Świat duchowy, świat świadomości jest światem monoteistyczny. Wszyscy są tą samą świadomością, więc nie ma o co walczyć.
    Umysły egotyczne nie wiedzą, że powinny nabierać świadomości by odzyskiwać swoją moc twórczą. K. Pieczyński pokazuje jak przejść drogę od umysłu egotycznego do świadomości. Nazywa to Indywidualnym Rozwojem Duchowym. Nie jest to nic nowego. To droga znana i zalecana przez tysiące lat. W/g mnie jedyna rozsądną i jedyna wartościowa droga rozwoju każdego człowieka.
    Droga ta prowadzi do jedności wszystkiego, do jedni i do Boga/Bogini którego jesteśmy synami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak to jest !!...wypowiada pan słowo WOLNOŚĆ jednocześnie zniewala się pan w jakiejś tam opcji ,ruchu , klubie które ograniczają wolność pana i innych na równi z kościołem albo gorzej !!!!...jest pan niewolnikiem !!..i nie odczuwa pan tego??....na świecie nie tylko kościół niewoli !!..niewola nas banksterzy ,politycy ,sędziowie ,komornicy ,agenci obcych wywiadów ,szpicle ,nieuczciwi pracownicy ....wyliczać można bez liku!.......śmieszy mnie pan ,panie Krzysztofie idąc w pochodzie razem z ciemiezycielami Polaków ,niosąc transparent ze swoją domeną tez jest pan z rodziny UBEKOW ..?....tjaaa..oni nam urządzali kulturalne ścieżki zdrowia ....."sama wolność " zwłaszcza gdy pomagali Polakom po okrutnych torturach przenieść się na tamten świat !.......głupcy po trzykroć głupcy ....niech was wasza wolność zaprowadzi do Brukseli !!...zostawcie nas Polaków w spokoju --DAJCIE NAM WOLNOŚĆ ..tyle lat pracowaliśmy na was, za miskę polewki !!...oddajcie nam WOLNOŚĆ i spokój ...a pan panie Krzysztofie z TAKIM pojmowaniem wolności ..niewoli pan innych ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Kala Kija

      Już pisałaś, że nie lubisz Pieczyńskiego ale tu wracasz ...

      Wiesz dlaczego ?

      Usuń
    2. @Jan Kowalski
      nie pisałam zże nie lubię p.Pieczyńskiego ..pisałam ze cenię jego wiedzę i dzielenie się tym z innymi...
      ...czytam min. informacjami również jego wpisy ,książki i wyklady , fizyka kwantowa jest również w moim kręgu zainteresowana .......natomiast posługiwanie się polityką by jednym zabierać prawo do wolności aby samemu się dobrze poczuć kłóci sie z moim wysublimowanym poczuciu WOLNOŚCI !!!!...dlatego nieraz tu coś napiszę z nadzeją ze przeczyta p.Pieczyński i zastanowi się nad tym!!....p.Janie ...nie rzuca sie pereł miedzy wieprze bo wdepczą w błoto i nikt nie będzie podziwiał perły!!

      Usuń
    3. Kaja..
      Zapewne uważasz, że Twoje wpisy są najwyższą formą przemyśleń, najwyższą formą filozofii praktycznej!
      NIC PODOBNEGO !
      Twoje wpisy są po prostu i trywialnie: idiotycznie głupie i bez sensu....
      Tak głupie, że nie zadam sobie trudu przeprowadzania dowodu na udowodnienie tego faktu!
      Stanisław

      Usuń
  11. Nic nie rozumiesz. Decyzja jednostki- samodzielna żeby coś zrobić lub czego nie zrobić, to nie samo-zniewolenie...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skorpion@ ...SAMOSTANOWIENIE JEDNOSTKI to WOLNOŚĆ ŚWIATA ...nie należy narzucać innym swojej wolności i pojmowania wolności !!...ponieważ , każdy człowiek inaczej pojmuje wolność !!...grunt żeby każdy czuł się wolnym ...wówczas świat będzie wolny

      Usuń
    2. Kaja...
      "...nie należy narzucać innym swojej wolności i pojmowania wolności !!"
      Musisz zatem przekonać tych łobuzów w koloratkach, oszalałych i całkowicie pozbawionych daru samodzielnego myślenia - owiec i baranów!
      Oraz tabun politycznych idiotów, który teraz sprawują władzą i chcą, żeby ich fobie obowiązywały wszystkich! Niech robią co chcą - tylko uprzejmie proszę odpierwiaskować się ode mnie!!!
      Stanisław

      Usuń
    3. Przyłączam się do apelu...:)

      Usuń
  12. No własnie, nie należy narzucać i pan Pieczyński nic nikomu nie narzuca w przeciwieństwie do innych...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he ...
      Ale czy @Kaja Kija zobaczy co SAMA robi ?

      Trzeba do tego masy świadomości :-)))

      Usuń
  13. "." Piotr
    Typowo buddyjska wypowiedź hehehe , czyżby kropka nad....czym?

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale przecież WOLNOŚCI nie ma.
    Człowiek może tylko wybierać swoją ZALEŻNOŚĆ.
    Strasznie dziwne te Wasze wpisy odnoszące się do WOLNOŚCI...
    Można sformułować przykazanie:
    Nie będziesz innym narzucał swoich zależności (Bogów).
    Zależność może być tylko oparta na wzajemnej korzyści.
    Jak ktoś widzi korzyść bycia w KRK to jego wybór, ale nie powinien oczekiwać, że ten jego wybór będzie finansowany z publicznych pieniędzy itd.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wolności mamy tyle ile sobie sami weźmiemy. Można też sformułować przykazanie, że nie będziesz narzucał innym, że ich poglądy są "strasznie dziwne"...:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wolności mamy tyle ile sobie sami weźmiemy...w ramach zależności w których egzystujemy:-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ad Wolność ...

    He he ...

    A według mnie ... wolność nie istnieje :-)))

    To taki sam wymysł ludzi jak niebo, państwo, kościół czy wszystko inne. W związku z tym mogę posłuchać jak ktoś inny wyobraża sobie wolność, jak ją definiuje, opisuje. Mogę też i ja opowiedzieć jaką dla siebie wolność wymyśliłem :-)))

    Ale czy ktoś chce słuchać ?
    :-)))

    OdpowiedzUsuń
  18. "A według mnie ... wolność nie istnieje :-)))
    To taki sam wymysł ludzi jak niebo, państwo, kościół czy wszystko inne".
    Chętnie posłucham jak na to wpadłeś - ba ja 20 lat do tego dochodziłem:-).
    Przeczytałem wtedy,"Sterników świadomości" Schillera i wiedziałem, że ma rację, ale trudno mi było się z tą racją pogodzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie przywiązywałem wagi do wolności. Interesowała mnie miłość. W bibli znalazłem prawdziwą miłość. Potwierdzili to Osho i inni. A wiec ludzie posługują się fałszywym, wymyślonym pojęciem, słowem - miłość. Potem był patriotyzm i państwo. To sztuczne pojęcia. No i już niedaleko do tego, że wszystko co 'wymyślił' człowiek to iluzja. Powiedzmy, że mówimy tu tylko o 'pojeciach' i słowach (dla ułatwienia zrozumienia między nami).
      To tak w skrócie. Mój RD trwa już 6 lat. Pradziwej miłości szukałem 40 lat :-)))
      Lub inaczej całe życie (50 lat. Mam 56)
      :-)))

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Sprawa jest banalnie prosta:
    - wymiana paciorków na złoto, odbywa się nie tylko w sferze materialnej ale i pojęciowej.
    Jeśli piszesz w biblii to masz na uwadze jakieś konkretne księgi?

    OdpowiedzUsuń
  21. @Michał Emigrant

    Sorry ...
    Podróżowałem. Przyjechałem do Krakowa na spotkanie Pieczyńskiego.

    Wracając do tematu.
    Ogólnie mówiąc religia żydowska w Starym testamencie była taka sobie.
    Natomiast nowy Testament to coś zupełnie innego. W skrócie mówiąc Jezus przyniósł miłość na ziemię.
    Lub inaczej ...
    Miłość i Świadomość była zawsze Ale on ją pokazał żydom.
    Fajna jej definicja jest w "Hymn do Miłości". To w/g mnie jedna z lepszych definicji.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wg. mojego rozeznania "Hymn do Miłości" to popularne ujęcie Miłości w diasporze helleńskiej.
    - Jezus rzucił się w gniazdo os ale niestety nie przeżył, żeby zrozumieć Jego naukę trzeba odwołać się do Jego nauczania w tradycji szyickiej, poczytać Rumiego...
    to pewnie wiesz, Nowy Testament został straszliwie okrojony.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Michał Emigrant

    Ja 'działam' trochę inaczej. Idąc ścieżką Indywidualnego Rozwoju Duchowego szukam słów, książek, idei, ludzi itd.którzy współgrają, rezonuja z moim wnętrzem. Dla mnie jest nieistotne co kto wpisał lub skreślił w bibli. Nie wiem czy zauważyłeś ale sam proces tłumaczenia jest KOMPLETNĄ ZMIANA słów i wyrażeń jednego języka w drugi.
    Jeżeli jest w jakiejś książce prawda (moja prawda) to ona i TAK BĘDZIE rezonowała we mnie. Czy ktoś napisze np. Szaweł czy Paweł, Bóg czy Jahwe. Słowa nie mają znaczenia ... prawda (jej istotą) TAK.

    Reasumując :
    Nie ma znaczenia czy ja będę czytał biblię w aramejskim, polskim czy angielskim języku ....
    Nie ma też znaczenia czy we mnie będzie rezonować prawda wyrażona słowami Jezusa, Buddy, Krishnamurtiego, Osho czy Pieczyńskiego.
    Prawda jest we mnie.
    Moim pragnieniem jest tylko oczyścić się, otworzyć tak, by coraz szerszym strumieniem przeplywała przeze mnie na zewnątrz.

    Lub inaczej ...
    Mógłbym sam sklecić jakąś definicję ...
    Tylko po co ?
    Skoro prawdziwa Miłość jest niedefiniowalna a "Hymn do Miłości" jest jej całkiem dobrym przybliżenie :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa mają jednak znaczenie. Przykład: rozmawiasz z kimś, a ten stwierdza publicznie, że jesteś zwyrodniałym pedofilem i do tego uprawiasz wyuzdany seks ze swoją matką- chyba nie powiesz, że Cię to nie ruszy i nie zareagujesz?

      Usuń
    2. @Skorpion 111

      Masz i nie masz racji :-)))

      Z jednej strony jako świadomość to wiele takich przypadków jak opisałeś, mnie nie rusza.
      Z innej strony mając jeszcze mnóstwo ego w sobie, nieraz się zapienię :-)))

      Tym niemniej już wiem, że to co mówią i robią inni ludzie jest w dużym stopniu bez znaczenia. Wiem, że ich słowa trafiają w moje schematy myślowe (pożądania, zaciemnienia, ego), które sobie przez całe życie wbudowywałem. Jak się tego wszystkiego pozbędę to żadne słowa mnie nie ruszą :-)))

      Hmm ...
      Może warto tu przytoczyć teorię słowa Osho czy Ruiza (Don Miguel).
      Twierdzą oni, że problem z ludźmi polega na tym, iż wymyśiliśmy język (W sensie zbioru słów). Dziecko chcąc się nauczyć tej komunikacji musi wytworzyć w sobie pamięć, myślenie, logikę itd. W czasie tworzenia tego wszystkiego ZAPOMINA o tym kim jest, a utożsamia się, myśli, że jest pamięcią, pragnieniami i schematami myślowymi. Ja nazywam to, że staje się swoim ego.
      Później w życiu część ludzi czuję, że jest czymś innym i poszukuję odpowiedzi na pytanie "kim naprawdę jestem ?" A większość pozostaje swoim ego do końca życia.

      Usuń
    3. Idealnie wręcz ten problem rozstrzyga Anthony de Mello w "przebudzeniu"...:)

      Usuń
    4. @Jan
      "Prawda jest we mnie".
      Czyli w Twoim Ego, bo właśnie z tym Twoim Ego rezonuje to co Tobie się podoba. I bardzo dobrze:-)
      Jakbyś się pozbył Ego to osiągniesz stan duchowej pustki i nie będzie już rezonansu, i zapanuje chaos.
      To dlatego ludzie popełniają samobójstwa (np. Stachura) jak im za bardzo namącą w głowach, że można się wyprzeć swojego Ja.

      Usuń
    5. @Michał Emigrant

      Muszę Cię rozczarować :-)))
      Prawda jest świadomością. No przynajmniej we mnie :-)))
      Prawda jest też miłością i źródłem harmoni i pokoju.
      I niestety nie jest to ego.
      I niestety Jezus miał rację - pozbądź się wszystkiego (ego też).
      I wszyscy inni.

      Gdy pozbedziesz się ego pozostanie świadomość - pozostaniesz Ty. Przekonasz się, że jesteś Miłością, że jesteś synem Boga :-)))

      Warto nauczyć się odróżniać serce (duszę, świadomość) od rozumu (ego). To właśnie niszczą w ludziach katoliccy słudzy szatana. Nigdy nie pokażą Ci czym jest serce. Za naukę serca zamordowali Jezusa. Tym im zagrażał. A teraz trzymają ludzi w ciemnocie i zacofanie i wpychaja ich coraz głębiej.

      No i najprostsze pytanie dla wierzącego.
      Gdzie jest swiątynia Boga ?


      P.S.
      Nie wiem czy tak samo definiujemy ego. Dla mnie to cały umysł. Czyli pamięć, myślenie Ale pragnienia i pożądania.
      Ale nie instynkty.
      Świadomość zaś to odpowiedź na pytanie "kim jestem ?"

      Usuń
    6. Ad Stachura

      Inaczej to widzę i jestem nawet gotów podjąć się udowodnienia swojego spojrzenia.

      A idzie to tak ...
      Są dwa światy. Świat normalny i świat do góry nogami w którym wszyscy żyjemy.
      Społeczeństwo, język, ego, kościół, wychowanie, rodzice wypchnęli nas z naszego świata w wirtualny świat rzeczy i wiedzy odwrócony do góry nogami.
      Powiedzmy, że wygląda to jak Ziemia i Księżyc. Stojąc na ziemi mamy głowę w stronę księżyca a stojąc na księżycu mamy głowę w stronę ziemi. By przedostać się z jednego świata do drugiego ZAWSZE następuje chwila DEZORIENTACJI gdzie głowa nie jest skierowana ani w stronę ziemi ani w stronę księżyca. Jest to niebezpieczny moment w którym ludzie się GUBIĄ. Reaguja różnie. Wracają do świata do góry nogami. Zostają alkoholikami lub inaczej odbierają sobie rozum a nawet życie jak Stachura, Nietsche i inni. Nieliczni przechodzą na drugą stronę.
      Po katolicku nazywa się to miejsce "czarny las". Przeczytaj "Modlitwa kontemplacyjna" Tomasza Mertona. Buddyści stworzyli pojecie guru by ten pilnował ucznia w tym momencie nie dając mu zginąć.

      Wyjaśnienie :
      pozbycie się ego nie jest zniszczeniem czegokolwiek bo ego jest wirtualne i nie istnieje. Po drugie Ty go nie niszczysz a tylko się ODUTOŻSAMIASZ. Po prostu znajdujesz PRAWDZIWĄ odpowiedź na pytanie kim jestem ?
      Z innej strony ...
      Ego jest zamknięciem się ... również na Boga.
      Odutożsamienie się od ego jest otwarciem .... również całkowitym otwarciem się na Boga :-)))

      Reasumując :
      W/g mnie gdy 'pozbedziesz' się ego odzyskasz siebie ... syna Boga :-)))

      Syn Boga z niczym nie rezonansuje bo ... ma wszystko. JEST miłością jak jego ojciec, wiec nic go nie rusza :-)))
      TO WŁAŚNIE OZNACZA na obraz i podobieństwo.
      (w/g mnie)

      Usuń
    7. @Skorpion 111

      Ad de Mello

      Owszem on jest świetny. Inni też ...
      Tym niemniej dla mnie jest trudnością poczuć to co przeczytałem.
      Poczucie tego, bycie tym to dla mnie jest właśnie proces nazywany Indywidualnym Rozwojem Duchowym :-)))

      Usuń
    8. @Jan
      "Prawda jest świadomością", - jest Twoją świadomością;)
      Ego nie jest rozumem - skąd taki pomysł?
      Ego to tylko Twój punkt odniesienia, owe "ja jestem".
      Względem tego punktu budujesz SWOJĄ relacje do Prawdy.
      A w zasadzie ją odbudowujesz, albo przypominasz bo
      jesteś z nią połączony jak "pępowiną".
      Tylko robisz to indywidualnie, bo nie jesteśmy klonami.
      Aby przejść przez "czarny las = labirynt" - potrzebujesz silnego Ego i tej pępowiny, (nici Ariadny) po której wyjdziesz z labiryntu.
      KRK odcina pępowinę(nić) - zaczyna się to na chrzcie.
      Buddyzm niszczy Ego.
      Następną religią, która na nas czeka jest chrześciano-buddyzm (Obecnie ekspansywnie rozwijający się w St.Zjednoczonych).
      Odnosząc Się do Stachury - próbował uciec od samego siebie:„gdziekolwiek by się pojechało, spotyka się tam, gdzie się dotarło, przede wszystkim to, co się ze sobą, to znaczy sobą, przywiozło” -od siebie uciec się nie da.
      Każdy w życiu ma jakiś SWÓJ problem do rozwiązania,
      - idąc za @Skorpionem: jest się wolnym, więc nie trzeba problemu rozwiązywać - tylko, że problem nie znika. Stachura był pod wpływem Krishnamutriego - jego bohater "Człowiek Nikt" - to oczekiwany produkt naszej cywilizacji.
      Nietzsche'go wykończyła choroba, być może popadł w drugą skrajność - budując ideę nadczłowieka zerwał całkiem łączność z ową "pępowiną".
      Reasumując: jesteśmy "Dziećmi Bożymi - lepiej to brzmi:
      Dziećmi Bogini Matki" - nie jesteśmy klonami - mamy wrodzone silne EGO, które cywilizacja niszczy bo człowiek pokorny jest łatwiejszy do sterowania.

      Usuń
  24. http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/05/apokalipsa-swiatowa-a-polska/

    Nie myśl, że Polska jest jakąś wyspą, że jest oddzielona jakimś polem siłowym od zawieruch tego świata.
    Nie myśl, że Polska ma dziś siły, by sama się przeciwstawić pazernym zakusom imperialistów, globalistów, banksterów, antychrystów.
    Nie myśl, że taki stan pozornej idylli z fajnymi wakacjami, pełnymi sklepami, spokojem na twojej ulicy, drogą furą na twoim podjeździe, dostatkiem i życiem „lekkim, łatwym i przyjemnym” długo się jeszcze utrzyma.
    Nie myśl, że to co ci mówią ze szklanego ekraniku to choć w jednej trzeciej prawda.
    Nie myśl, że nauka oficjalna to prawdziwa nauka, a nie swoista religia.
    Nie myśl, że „kościoły” i związki wyznaniowe to czysta wiara, miłość i zbawienie – bez żadnego drugiego dna.
    Nie myśl, że system szkolny jest po to, by rozwijać ludzi, ich kreatywność, zespołowość, kompetencje obywatelskie, duchowość i moralność – to system, który ma sformatować ludzi i ograniczyć i pole wyobraźni.
    Nie myśl, że kwit, który nazywasz pieniądzem, to coś więcej niż tylko świstek papieru, może z włóknem platynowym czy znakiem wodnym, świstek produkowany w ogromnych ilościach na potrzeby światowej oligarchii, w 98% bezwartościowy.
    Nie myśl, że wielkie korporacje międzynarodowe, które dają tobie lub twoim – wybranym – pobratymcom posady z „wielkimi” apanażami to dobroczyńcy, którzy przynoszą nam wyższą cywilizację i rozwój – to krwiożercze bezduszne machiny do drenażu mózgów, wyciskania ludzi jak cytryny, podboju „rynków” i państw.
    Nie myśl, że jesteśmy poczciwym społeczeństwem Ziemian, którzy pracują, rozwijają się, pomagają sobie nawzajem, miłują się – to system ukrytej masonooligarchii, dążący do panowania nad miliardami przez niewielką grupę żądnych włazy psychopatów.
    Nie myśl, że zawirowania nadchodzących lat ominą ciebie i Polskę, bo dotkną cały świat, i to mocno.
    Nie myśl, że unikniesz szoku, bólu, trudnych wyborów, ogromnego wysiłku, by zrozumieć, co się dzieje i będzie niedługo działo.
    Nie myśl, że będziesz miał możliwość odcięcia się, zamknięcia się w jakimś kokonie, uchronienie „świętego spokoju” bez odpowiedzialności za Polskę i świat.
    Nie myśl, że prześlizgniesz się bez wysiłku, bez pracy na rzecz wielkiego rozwoju duchowego i moralnego, bo w przyszłym świecie nie będzie miejsca dla tępych egoistów, cwaniaków i morderców.
    Nie myśl, że wielka apokalipsa, która się zbliża, nie będzie ciebie dotyczyć, bo się gdzieś schowasz – nie będzie się gdzie schować.
    Nie myśl, że to, co nadchodzi, będzie czymś, co znasz – to przekroczy twoje wszelkie wyobrażenie.
    Nie myśl, że bez przygotowania się do tego masz szansę pozostać przy zdrowych zmysłach lub przy życiu.

    Nie myśl, że cię straszę, bo to jest pisane ze szczerego serca, jako element przygotowania. Apokalipsa nadchodzi i nikt je nie zatrzyma. Jej nadejście odmieni oblicze tego świata. Otworzą się przed nami – tymi przygotowanymi – ogromne horyzonty i możliwości. Te społeczności i narody, które się przygotują, przetrwają, inne mogą zginąć.

    Możesz się dołączyć do tych, którzy czynią przygotowania: wystarczy, że zabierzesz się do pracy nad sobą i swoją świadomością, otworzysz umysł, sięgniesz po wartościowe i rozwijające lektury, zaczniesz się spotykać z innymi, zadawać pytania, dyskutować i wejrzysz pod powierzchnię, a w końcu zaczniesz działać.

    cdn

    OdpowiedzUsuń
  25. cd

    Na powierzchni bowiem jest cyrk, ściema, obłuda dla głupich, medialny teatrzyk i chocholi taniec, udawanie, kłamstwo i zaciskanie pętli na naszych szyjach – poprzez pranie mózgu, zadłużanie nas, robienie w balona pod hasłami wolności i demokracji. Już dawno rzeczywistość „przerosła” totalitarne wizje Orwella z jego książki „Rok 1984”.

    Ocknij się, stań na własnych nogach, stań twarzą w twarz z prawdą, jakakolwiek by ona nie była. Pokochaj życie i swoich rodaków, nie bój się. Strach karmi złe moce, a przecież ty chcesz być po dobrej stronie mocy. Zorganizuj siebie i innych, nie dawaj się łapać w pułapki globalnych oligarchów i banksterów, uwierz w siebie, w Polskę i Polaków. Nie na darmo tyle przepowiedni mówi, że nowy świat po apokalipsie będzie miał dużo wspólnego z Polską.

    Polacy mają kilkutysięczną historię, wspaniałą kulturę, zdrowy rozsądek, umiejętność improwizacji i inteligencję, są gościnni, przedsiębiorczy, odważni i pracowici. To inni nam wmawiają co innego, fałszując historię. Przejrzyj na oczy, podnieś zasłonę, dokonaj twojej własnej apokalipsy, zbuduj z nami nowy ustrój, który będzie zaczątkiem nowego, zdrowego moralnie i duchowo świata. Wiem, dużo od ciebie wymagam. Od każdego z nas. I wierzę, że to się uda. Póki my żyjemy.

    OdpowiedzUsuń
  26. Sorry za glupawy komentarz.

    Wszystko dobrze ...
    Tylko gdzie ta kometa co zabierze nas do innego Szczęśliwego Świata ?

    OdpowiedzUsuń
  27. @Jan
    Pytanie nie na miejscu, Ty jesteś tą "kometą" a świat dla ludzi jest tu gdzie jest.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Opty

    To było pytanie żartobliwe nawiązujące do sekty niebiańskiego spokoju czy jakoś tak :-)))

    Tak mi się skojarzyło z tym narodem wybranym. Każdy by chciał być ... większy od innych.

    Ja mam dużo prostrze spojrzenie. Wszyscy jesteśmy jednym. Polska, Niemcy itd. To tylko rzecz umowna. Taki wirtualny twór.

    I masz racje z tą kometą ...
    Pięknie ujął to śp Kaczmarski.
    "We mnie jest piekło - raj.
    I do obu szlaki"

    OdpowiedzUsuń
  30. Racja. Z chwilą, gdy ktoś pisze o mesjaństwie, posłannictwie, narodzie wybranym, to już wiadomo, że nie wie nic o świadomości i o dążeniu do prawdy. Aha, prawdy też nie da się poznać, można co najwyżej do niej się przybliżyć. No chyba, że wierzy się w oświecenie takie o jakim mówią np. Buddyści, ale czy to jest cała prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Skorpion 111

      Ja tak naprawde ... nie szukam prawdy. Bardziej zależy mi na jej towarzyszce - miłości.

      W sumie ustawiłem sobie cel i sens życia tak :
      - sensem mojego życia jest samo życie. Życie w sensie doświadczania, przeżywania, czucia.
      - celem życia zrobiłem Indywidualny Rozwój Duchowy (w/g określenie K.Pieczyńskiego).

      Reasumując :
      podobno całą prawdę poznamy po śmierci której powolutku jestem ciekawy :-)))
      (Mam 55 lat)

      Z innej strony ...
      Czytając biblię i "Kurs cudów" dowiedziałem się że już znam całą prawdę.
      Hmm ...
      Ale nie do końca sam w to wierzę :-)))

      Ta prawda brzmi tak :
      Bóg jest miłością a my jesteśmy jego synem.
      On nas stworzył a my tworzymy ten świat.

      I niewiele więcej.

      Nie do końca przyjąłem to za całkowitą prawdę ale napisałem to by pokazać, że wszystko może być szalenie proste :-)))

      Usuń
    2. @Jan
      Jeśli prawdą jest: "...zależy mi na jej towarzyszce - miłości", to chyba zdajesz sobie sprawę, że Miłość jest osobowa.
      Miłość bezosobowa jest miłością do niczego :)

      Usuń
  31. Chyba jesteś blisko, bo proste rozwiązania zawsze powodują sprzeciw, wszak wszyscy mówili, że ten sposób/rozwiązanie nie zadziała, a przyszedł ten co nie wiedział o tym, zrobił to i zadziałało...

    OdpowiedzUsuń
  32. @Skorpion 111

    Tak naprawdę to nieistotne jak ktoś jest daleko.
    Mistrzowie mówią, że KAŻDY jest oświecony z natury. To nasza naturalna właściwość. Tyle, że przesłonięta pragnieniami.
    Z innej strony ...
    Ja jestem wędrowcem :-)))
    Wedruję .... I będę wędrował nadal.
    Czy będę oświecony czy nie.

    Choć tak naprawde dotyczy to nas wszystkich (jesteśmy w końcu jednym :-)))

    OdpowiedzUsuń
  33. Niby jesteśmy jednym, ale "nieoświeceni" budują bariery między sobą z lęków, pragnień i przywiązania do zasad zaprogramowanych przez innych. Natomiast ci co mówią, że dostąpili oświecenia, to też tworzą barierę dla tych pierwszych, bo nie obchodzi ich szczególnie los ludzi, są ponadto, niby kochają wszystkich i wszystko, są przepełnieni miłością, ale tak szczególnie to nie kochają nikogo. Na tym etapie swojego osobistego rozwoju tak to odbieram i nie podoba mi się to...

    OdpowiedzUsuń
  34. Myślę, że WOLNOŚĆ jest stanem ducha, tak jak poczucie szczęścia. Można być otoczonym ścisłym kordonem ludzi o wybujałym EGO usiłującym siać strach... . Jedni się poddadzą, ogarnie ich lęk. Zapewne nie będą szczęśliwi. Inni będąc w tej samej sytuacji (po oczywistym zmaganiu się ze swoimi uczuciami) „rozpuszczą” w swojej Świadomości ów EGOkordon ludzi. Piotrek W. radził oddziaływać miłością. W tej szczególnej sytuacji i takich podobnych nie ma często na to czasu ani możliwości. Oddziaływanie miłością byłoby nieskuteczne. Trzeba uwzględnić swój zasób energii, który w tych sytuacjach jest najczęściej osłabiony. Zadziałałam wg Tollego (choć wówczas o tym zupełnie nie wiedziałam). Skupiłam się na pracy i odkryłam, że jest fascynująca tak bardzo, że... ci wszyscy wokoło zaczęli mi „zwisać i powiewać”. Poczułam w sobie uczucia WOLNOŚCI, satysfakcji, spełnienia i wreszcie szczęścia. W ogólnym rozrachunku zwyciężyłam. I to, co opisuje Tolle w swojej książce – otrzymałam ogromną dawkę energii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ewa
      Z tym skupieniem się na pracy masz absolutną rację, w ten sposób chronisz swoje miłujące Ego przed ich nienawiścią.

      Usuń
  35. I własnie takiego "oświecenia" się obawiam i chyba nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Skorpion 111

      Jest coś takiego jak wolny wybór, czyli WOLNOŚĆ. Proszę iść przez siebie wybraną ścieżką. Nikt nikogo nie zmusza tutaj do niczego. Nie wiem czego się Pan obawia.
      Zamiast teorii n.t. WOLNOŚCI przytaczam fakty z życia wzięte, które dają wymierne i pożądane efekty.

      Usuń
    2. I jeszcze jedno... . Jednym z mierników działania jest reakcja przyrody. Jeśli odpowiedziała mi przypływem energii i inspiracją m.in do MIŁOŚCI, czyli zrozumieniem..., to cóż trzeba więcej?

      Usuń
    3. "Skupiłam się na pracy i odkryłam, że jest fascynująca tak bardzo, że... ci wszyscy wokoło zaczęli mi „zwisać i powiewać”. Poczułam w sobie uczucia WOLNOŚCI, satysfakcji, spełnienia i wreszcie szczęścia. W ogólnym rozrachunku zwyciężyłam".

      Właśnie takiego pojmowania wolności i miłości się obawiam. To chyba nie jest dobre. Ja nie mógłbym być szczęśliwy wiedząc o nieszczęściu świata. Wydaje się, że gdybym tylko mógł, to wybrałbym pomoc dla świata niż tylko zadowolenie z faktu, że nic mnie to nie obchodzi.

      Usuń
  36. @Skorpion 111

    W/g mnie NIKT kogo znasz nie jest oświecony. Owszem, de Nakło, Osho i inni ... byłi.
    Ale można tylko czytać ich książki. Nie możesz się z nimi spotkać i porozmawiać szczerze i otwarcie.
    Pozostali ludzie są NIEŚWIADOMI. Nie różnią się prawie niczym. Ani K.Pieczyński ani ja, Ewa, Piotr Wróbel czy inni nie są oswieceni.
    Więc nie ma co brać z nas przykładu.
    Reasumując :
    wszyscy są tacy sami.

    To co nas wyróżnia to chęć przebudowania swojego umysłu i swojego świata.
    Albo odwrotnie :-)))

    Co do Miłości.
    Ja jestem tym facetem co szukał w życiu prawdziwej miłości.
    I znalazł :-)))

    Prosto mówiąc ... są dwie miłości. Miłość przeze mnie zwana normalną to ta którą przysiegają i o ktorej mówią ludzie na codzień.
    Druga to prawdziwa Miłość. Ja nazywam ją czasem Jezusowa bo w bibli jest fajna jej definicja a Jezus jest jej fajnym przykładem.

    Choć tak naprawde to ... miłość dla każdego jest CZYMŚ INNYM.
    Więc i Ty musisz odpowiedzieć sobie na pytanie :
    "Czym jest dla mnie prawdziwa Miłość ?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłość Jezusa idealnie wpisuje się w miłość Buddy czy innego "oświeconego". Czyli kocham wszystkich, ale nic dla was nie mogę zrobić, bo sami musicie odkryć to co mi było dane. Co ludzkości przyszło po tej miłości z perspektywy 2 tys. lat? Człowiek nadal jest bestią, jak i był przedtem, świat w dużej części nie zna przesłania Jezusa, a ci co uważają, że znają, to w ogóle się do tego nie stosują, a jedynie wykorzystują aby jeszcze bardziej zniewolić innych. Czy to tak ma wyglądać? Czy każdy ma z jednej strony porzucić swoje ego i dotrzeć do świadomości, a z drugiej strony w imię wolności ma się odwrócić od tych, z których wyszedł i się nimi nie przejmować?

      Usuń
  37. @Skorpion 111

    Moja miłość do świata a miłość do konkretnej osoby (kobiety).
    Miłość którą wszyscy ludzie wyznają jest dla mnie 'brakiem' miłości. Już samo wyrażanie się 'moja żona, mój mąż, moje dziecko' wskazuje na podobieństwa do 'mój samochód'. Wskazuje w/g mnie na POSIADANIE kogoś lub czegoś.
    Widać to w życiu codziennym.
    Tak jak samochód nie powinien się psuć tak żona nie powinna nas zdradzać a dziecko nie powinno być 'niegrzeczne'. Gdy mimo wszystko to się dzieje wpadamy w złość i WYMUSZAMY poprawne zachowanie się rzeczy czy ludzi.

    Całkiem inaczej wygląda to gdy mamy prawdziwą Miłość ...

    OdpowiedzUsuń
  38. de Mello też tak twierdził, ale to niczego nie rozwiązuje. Można uciec od świata, ale ten świat nadal będzie istnieć dla innych, a oświeceni muszą też istnieć ze świadomością, że świat piękny i jednocześnie okrutny dla nieoświeconych istnieje. Czy to tak ma wyglądać?

    OdpowiedzUsuń
  39. @Skorpion 111

    Z mojej strony wygląda to tak, że ludzie a nie świat - cierpią.
    Przyczyną cierpienia jest ... NIEŚWIADOMOŚĆ. Czyli w/g mnie jeśli czytasz, że kościół spalił milion kobiet na stosie to przyczyną jest nieświadomość inkwizytorów. Jeśli czytasz o terrorystach zabijajacych ludzi, to też robią to z nieświadomości.

    I świetnie ... ZNAMY PRZYCZYNE CIERPIENIA SWIATA.

    A gdzie jest haczyk ?
    Haczyk to wiedzą, że
    KAŻDY MUSI SIĘ OBUDZIĆ S A M !!!

    A Ty np nie chcesz się obudzić. Moja córka też nie i syn i synowa i teściowa syna i ksiądz proboszcz i Macierewicz i Kaczyński i Trump i ....
    I wszyscy inni ....

    I co teraz ?

    OdpowiedzUsuń
  40. To jeszcze inaczej. Samo "chciejstwo" przebudzenia nic nie daje. Jedni tego doświadczają inni nie, a jeszcze inni już się takimi rodzą- to jaka jest tych drugich "wina" ?

    OdpowiedzUsuń
  41. @Skorpion 111

    Nie ma tu niczyjej 'winy'.
    W ogóle nie ma mowy o winie.

    Ja to widzę tak ...
    Wszyscy rodzimy się oświeceni. W procesie wychowania budujemy sobie ego i UTOŻSAMIAMY się z nim. To powoduje cierpienie. Część z nas ludzi mówi, że nie mogą już żyć w cierpieniu i próbują odutożsamić się od ego. Kilku w danym pokoleniu się udaje. Oni piszą książki dla tych co chcą się odutożsamic od ego.
    I tyle ...

    OdpowiedzUsuń
  42. Fajnie, ale to nie załatwia "globalnie" cierpienia ludzi bez względu na to co jest jego przyczyną. Owszem można odciąć się od tego cierpienia, ale pozostają inni, którzy cierpią i świadomość tego nie daje mi spokoju. Chcę dość do tego jak człowiek ŚWIADOMY może spokojnie się tym nie przejmować? Wszak wie/widzi więcej więc pewnie i bardziej uświadamia sobie bezmiar cierpienia ludzi więc jak może być szczęśliwy, gdy inni nie są pomimo, że przecież posiada bezmiar miłości?

    OdpowiedzUsuń
  43. Krótko :

    Bo świadomość oznacza wiedzę, że cierpienie nie istnieje :-)))

    Odpowiedź dłuższa.

    Niektórzy ludzie widzą świat tak, że jest on zalany cierpieniem. Cierpienie jest wszędzie i trzeba świat zmienić tak by była tylko radość. Powinien się pojawić jakiś Mesjasz, który wynajdzie lekarstwo na cierpienie.
    I TAK SIĘ STAŁO !

    Mesjasz odkrył, że przyczyną cierpienia jest nieświadomość. Wystarczy by zniknęła nieświadomość i wszyscy przestaną cierpieć. Ale ponieważ to jest w umyśle to każdy musi zażyć to lekarstwo sam.
    Okazało się, że nikt nie chce być szczęśliwy :-)))

    To jest coś takiego jakby na ogromnej sali spało tysiące osób i każdemu śnił się koszmar. Nagle jeden z nich się budzi. Patrzy a tu zamiast koszmaru jest piękny, słoneczny dzień a wszyscy śpią i jęcząc przez sen. Czlowiek ten, śmiejąc się z radości, chodzi od jednego do drugiego i potrząsa go za ramię ...
    - Ty, przestań już jęczeć i obudź się.
    Ale wszyscy mówią mu - spierdalaj - i śpią dalej.

    Chcesz wiedzieć dlaczego przebudzeni nie przejmują się cierpieniem innych ?

    OBUDŹ SIĘ I ZOBACZ ...

    Chcesz uratować świat od cierpienia ?
    Obudź wszystkich pozostałych.

    Ale możesz też spać dalej ...
    I cierpieć od cierpienia świata.


    Twoja woła :-)))

    OdpowiedzUsuń
  44. Czyli wiedząc o tym, że inni cierpią, nic Cię to nie obchodzi, bo Tobie jest dobrze i wiesz, że tak na prawdę nie cierpią, a tylko im się śni/wydaje? I jeszcze inaczej, dlaczego ci co wiedzą nie obudzili wszystkich aby się dowiedzieli, że są szczęśliwi? Dlaczego oni (UŚPIENI) sami muszą do tego dojść, chociaż to dojście od nich nie zależy, a jest raczej wynikiem (nie wiem jak to nazwać) przypadku/wyboru kogoś lub czegoś, ale nie danej osoby vide Jezus, który niczego nie musiał wybierać i do niczego dążyć, a jednak był oświeconym/przebudzonym? Ba, Jezus pomimo niewątpliwego PRZEBUDZENIA, sam wybrał cierpienie za innych żeby podobno ich zbawić (PRZEBUDZIĆ). Czy tak się stało? nie jestem pewny. To nie jest dobre, skoro komuś jest dobrze, a inni cierpią, nawet jeżeli są to cierpienia urojone. Chociaż nie jestem tego pewny, zwłaszcza w obliczu powszechnego cierpienia nas samych ludzi, którzy nas otaczają. Coś tu jest nie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To proste ...
      Ty chcesz bym to JA obudził ludzi.
      A ja chcę byś to TY był Mesjaszem.

      Ale Ty nie chcesz ...
      Dlaczego nie chcesz ?
      Już wiesz CO trzeba zrobić :-)))

      Usuń
    2. To powiedz tak o cierpiącym i umierającym niemowlaku, też sobie uroił cierpienie? Ciekawe kiedy, przecież wszyscy rodzą się oświeceni...?

      I jeszcze jedno, nie jestem mesjaszem, bo mesjaszem trzeba się urodzić. Jestem człowiekiem jak miliardy innych i chciałby uzyskać odpowiedź na proste pytanie, dlaczego tzw. oświeceni mają gdzieś nieoświeconych? Bo oprócz zbioru przemądrzałych porad, z których sami nie korzystali będąc jeszcze zwykłymi ludźmi, to nie mają nic do zaoferowania. Nie ma recepty na przebudzenie, bo to jest dar- tak sądzę, czyli czyjaś łaska/kaprys, czyli nie można na nią zasłużyć. Jedni się rodzą z tym darem, inni go otrzymują później, inni go nie otrzymują nigdy pomimo, że są tacy sami jak ci co go otrzymali.

      Usuń
    3. @Skorpion 111
      "... dlaczego tzw. oświeceni mają gdzieś nieoświeconych? "

      Cały czas Ci odpowiadam na to pytanie. Ale prawdziwą odpowiedź uzyskasz gdy sam staniesz się przebudzony.
      Wydaje się to głupie ...
      Ale przebudzenie to świadomość. Brak przebudzenia to nieświadomość. Nie można zrozumieć świadomego samemu będąc nieświadomym. Taki myk w tym świecie :-)))

      Można to porównać do alkoholizmu. Stań nad pijanym alkoholikiem i spróbuj mu wytłumaczyć żeby nie pił bo cierpi.

      ----
      Z innej strony uważasz, że to ktoś inny powinien ratować świat. Jesteś młody, wiec pewnie nigdy nie zastanowiles się nad słowami Olgi Lipińskiej, którą już 20 lat temu napisała :
      "... jeśli nie teraz, to kiedy ?
      Jeśli nie TY, no to kto ?
      Wyciągnie Polskę z tej biedy
      Inaczej pójdzie na dni !"

      Prawie w każdej odpowiedzi daję Ci ...
      PRAWDZIWE LEKARSTWO dla świata.

      Mesjaszem NIE trzeba sie urodzic, masjaszem trzeba BYC

      A Ty nie chcesz i nie ratujesz swiata.
      Dlaczego nie chcesz ratować świata ?

      Usuń
    4. na dni = na dno

      Sorry ...

      Usuń
    5. Same błędne wnioski wyciągasz i do tego osądzasz. Jednak znowu się pomyliłem co do Ciebie, a myślałem że jesteś bliżej prawdy niż ja. Bez urazy, ale tak to widzę. Błądzisz z innymi, w tym nie wyłączając mnie...:)

      Usuń
    6. @Skorpion 111

      Masz racje ...
      Pomyliłeś się :-)))
      Ja nie jestem niczym innym niż Ty. Niczym lepszym ani gorszym. Troszkę inny ale ten sam :-)))

      Usuń
    7. No i chyba w końcu przybliżyliśmy się do wzajemnego zrozumienia...:)

      Usuń
  45. „Wiele naszych problemów ze sobą i z życiem bierze się stąd, że nasze ciała żyją w światach tworzonych przez nasze umysły. Gdy stwarzamy sobie piekło w umyśle, nasze ciało żyje w tym piekle naprawdę.” Wojciech Eichelberger

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he ...
      Gdybyś poszła z nami na buddyjski wykład, to byś wiedziała, że świat i nasze ciała ... to wszystko wymysł umysłu.
      Istnieje ... tylko umysł.
      A umysł jest tylko pustką :-)))

      Usuń
  46. "A umysł jest tylko pustką :-)))" Janek
    Tzn.,że "pustka" jest wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  47. O to właśnie zapomniałem zapytać.
    Wszystko jest pustką - to powiedział buddyjski nauczyciel.
    Nie powiedział, że pustka jest wszystkim ...

    Ale może to jeszcze spotkam, to zapytam :-)))

    Ja osobiście czuję, że jesteśmy jednym :-)))

    OdpowiedzUsuń
  48. @Michał Emigrant

    Fakt, że idziemy inną drogą :-)))

    Ja idę tą buddo-chrześcijańską :-)))

    Ja dość swobodnie mieszam i zmieniam pojęcia. Widzę człowieka jako ciało, ego i duszę. Ludzie nieświadomi widzą siebie jako ciało i ego. RD to 'zobaczenie' duszy i praca nad tym by odutożsamić się od ego a poczuć się duszą, czym naprawdę jesteśmy. Dla zaciemnienia obrazu duszę nazywam świadomością, prawdziwą miłością, pustką, prawdą lub jeszcze inaczej.

    Z mojego punktu widzenia droga do Boga, do prawdziwej miłości (Bóg jest miłością) jest pozbywanie się ziemskich przyzwyczajeń. Czyli pragnienie posiadania samochodu, domu i partnera.

    Dla mnie świadomość (dusza) jest centrum wszystkiego. To właśnie punkt "jam jest". To punkt prawdy, harmonii, światła i miłości.
    Dodatkowo budujemy sobie ego - ciemność, pragnienie, pożądania, podziały i inne.
    Świadomość JEST Prawdą i Prawdziwą Miłością.

    Przypominamy sobie o tym oczyszczajac się z ego czyli pragnień i pożądań. Otwierając się na Boga.

    Inaczej mówiąc ...
    Bóg jest miłością.
    Stworzył syna, który też jest miłością.

    Ta miłość to właśnie świadomość. Dlatego jesteśmy częścią Boga. Jesteśmy synem a więc nie całym Bogiem.

    Dlatego ja nie jestem ego i miłość nie jest osobowa. Miłość, świadomość, światłość jest jedna. Ta sama z której składa się Bóg.

    Można powiedzieć, że składam się z diamentu oblepionego błotem. Diament to świadomość a błoto to ego (pragnienia i pożądania i schematy myślowe i inne).
    Nawet będąc nieświadomym, czyli całkiem w ego, przebijają do mnie promienie miłości, światłości. One są prowadzącymi promieniami przez "czarny las" (pępowina). Przejscie przez czarny las to przejscie od swiata ego do świata miłości czyli od bycia ego do bycia miłością.
    Jezus był miłością a ludzie sa ego. Miał miłość do wszystkich, chciał pomóc wszystkim.
    Nietzsche odrzucił ego jako błoto. To spowodowało utratę miłości a wiec promieni prowadzących na drugą stronę. Podobnie ze Stachura.
    Z tym, że Stachura nie wiedział, że po drugiej stronie jest szczęście i miłość. Nie szedł za promieniami miłości i dlatego zgubił drogą.

    Każdy kto chce przejść, musi sam przejść tą drogę dlatego, że utożsamia się z ciałem i z ego. Odutożsamianie się od ego to otwieranie się ...
    Dlatego jest stwierdzenie. Nie możesz znaleźć Boga na zewnątrz. Otwórz się a on przyjdzie.
    Przyjdzie oznacza JUŻ jesteś osadzony w Bogu. Nie widzisz tego bo patrzysz przez ego :-)))

    Krk odbiera nam świadomość siebie by nami rządzić. Stąd gdy Pieczyński poczuł świadomość, zaczął walczyć z krk. A ponieważ moja świadomość poczuła jego świadomość ... to co popieram :-)))


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jan
      Piszesz: "To właśnie punkt "jam jest"", a to właśnie jest Ego:)
      pragnienie, pożądania, - to nic złego
      cierpienie, które jest związane z pożądaniem to tzw. lgnięcie,
      czyli brak umiejętności rezygnacji, gdy pożądanie nie daje szczęścia.
      Bóg pragnie naszego szczęścia, więc fałszywe pożądania się nie spełniają i to wszystko:-)
      Dlatego Budda uznał, że koncepcja Boga jest nie istotna,
      wystarczy odrzucić tak zwaną lepkość umysłową czyli
      fałszywe ego, Sufi nazywali to nafs, w pierwotnej myśli zachodniej to negatywny intelekt (inter legere)= ten który dokonuje złych wyborów.
      Ale odrzucenie pożądania samego w sobie jest nadinterpretacją Buddy
      - to tak jakbyś rezygnował z napędu, albo wylewał paliwo
      z łodzi, która ma Cię przewieźć na drugą stronę.
      Nauka Buddy została tak samo zniszczona jak Jezusa:(,
      dlaczego myślisz, że siły które niszczyły pierwotne Chrześcijaństwo nie niszczyły pierwotnego Buddyzmu?

      Usuń
  49. @Michał Emigrant

    Hmm ...
    Wygląda, że myślimy podobnie Ale słowa mają inne znaczenie.
    Moja świadomość to Twoje ego.
    Moje ego to Twoje fałszywe ego.
    Itd.
    Troszeczkę bardziej Cię zrozumiałem. Owszem, pożądania to nic złego ale bez lgnięcia do tego pożądania ani jego wyników. W moim języku byłoby to życie zgodnie z nurtem życia.

    " Bóg pragnie naszego szczęścia, więc fałszywe pożądania się nie spełniają i to wszystko:-)"
    To widzę trochę inaczej. Powiedzmy, że zgodnie z "kursem cudów" a mianowicie, Bóg STWORZYŁ nas szczęśliwymi. Jesteśmy szczęśliwi. Nie widzimy tego bo wymyśliliśmy lgnięcie. Gdy pozbędziemy się lgnięcia to bedziemy szczęśliwi jak nas Bóg stworzył.

    W/g mnie pustka buddyjska jest Bogiem chrześcijan. To to samo i ma tą samą cechę - miłość (jest miłością).

    Odrzucam natomiast koncepcję Boga osobowego w postaci faceta grającego ludźmi w szachy ... bez sensu.
    Tak samo odrzucam dogmaty i zasady buddyjskie.

    Prawdziwie natomiast brzmi Twoje spojrzenie na pożądania choć ja łączę je bardziej z życiem.
    Jestem wędrowcem podziwiajacym świat.

    Wychodzi mi tak :

    Bóg jest miłością.
    Bóg z miłości stworzył syna.
    Syn wymyślił sen.

    A wiec ciało, świat i cierpienie ... jest tylko snem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jan
      napisałeś: "Bóg STWORZYŁ nas szczęśliwymi".
      Moje obserwacje tego nie potwierdzają. Rodzimy się obciążeni karmicznie, jedni mniej drudzy więcej.
      Aby być szczęśliwym, trzeba odnaleźć swój problem i go rozwiązywać...
      Dlatego Twoja świadomość, a moje Ego są indywidualne bo każdy ma SWOJĄ drogę.
      Lgnięcie wynika między innymi z chęci drogi na skróty,
      ze schematyzmu (nie szukamy własnej drogi tylko naśladujemy innych), z braku wytrwałości (zadowalamy się chwilowym szczęściem i wierzymy bzdurnej piosence, że w życiu piękne są tylko chwile...), z oszustwa KRK, który stworzył ideologię zbawienia przez cierpienie, więc szereg ludzi akceptuje cierpienie i nie zmienia swojego życia.

      Natomiast pustka buddyjska jako Miłość, jest kolejnym oszustwem.
      Miłość jest osobowa. Świadomość pustki jest bardzo silnym bodźcem dla Miłości osobowej. To my zapełniamy tę pustkę, a Bóg żywi się naszym szczęściem, więc nam pomaga w naszej drodze ku szczęściu, i my możemy tym naszym szczęściem się z Nim podzielić, bo On jest empatyczny:-)
      Lub inaczej to my wypełniamy pustkę naszą miłością, a Bóg jej potrzebuje, bo spełnia się w naszej osobowej miłości.

      Natomiast są twory duchowe, które żywią się nieszczęściem i one tworzą przeszkody.
      Tak naprawdę to takie chochliki, są bardzo słabe, tylko KRK nadaje im rangę potężnego Szatana, aby straszyć ludzi.

      Ostatnia kwestia snu - jest bez znaczenia.
      Najlepszy cytat z HP:
      Czy to dzieje się naprawdę, czy tylko w mojej głowie? (…)
      – Ależ oczywiście to dzieje się w twojej głowie, Harry, tylko skąd, u licha, wniosek, że wobec tego nie dzieje się to naprawdę?

      Usuń
    2. @Michał Emigrant
      "... obciążeni karmicznie ..."
      To pojęcie buddyjskie. Korzystasz z jednej i drugiej religii ?
      (buddyści by się oburzyli na słowo religia).

      Ja się nie przekonałem do pojęcia karma i reinkarnacja.

      Moja świadomość jest zbiorowa. A dokładniej jedna i to tożsama z boską :-)))
      Ty chyba określiłeś To pępowina do Boga a ja tożsamość świadomości.
      To coś takiego jak człowiek śpi i śni mu się tłum ludzi. A każdy myśli i mówi coś innego :-)))
      Czyli świadomość jest jedna. Indywidualne jest ciało i ego ( po Twojemu lgnięcie).

      To akurat jest inne i w buddyzmie i w chrześcijaństwie.

      Dla mnie lgnięcie wynika z wychowania które w skrócie polega na narzuceniu myśli, pragnień i zachowań zgodnych z normą społeczną. Inaczej mówiąc "nie możesz być sobą (świadomością) musisz być ego (lgnieciami) zgodnym z wymogami spoleczeństwa".
      To akurat zgadza się z moimi doświadczeniami. W pracy z ego, lgnieciami one bezpowrotnie znikają. A wiec były iluzją. W miejsce lgniec pojawia się świadomość.
      RD jest dla mnie oczyszczaniem świadomości z błota ego :-)))
      To doświadczam i tak widzę innych, budzących się ludzi :-)))

      Dobrze opisujesz lgnięcie. Przy czym Ty uzasadniasz to lenistwem, schematyzmem itd.
      Ja przyczynę określam jedną ... nieświadomość. Po prostu dziecięca świadomość jest niedojrzala. Zanim się obudzi w 13-15 roku życia JUŻ jest zawalona lgnięciami. Po 15-tym roku życia albo żyje dalej pod stosem lgnięć i jeszcze sobie dodaje albo zaczyna się oczyszczać.
      Wiek podaję dla przykładu.

      Ech ... osobowa.
      Co to dla Ciebie znaczy ... Bóg osobowy ?
      Osoba to dla mnie człowiek. No od biedy może być kosmita z nogami i rękami Ale jak będzie podobny do osmiornicy to już nie.

      No i drugie ... miłość osobowa.
      Czyli miłość do drugiego człowieka ?

      Krk zamazuje słowa Jezusa z biblii "z nas dwóch jeden tylko istnieje".
      Dla mnie oznacza to "współistotny ojcu" Ale nie oznacza, że syn i ojciec to to samo. Ojciec jest coś więcej.
      Krk natomiast buduje dogmat, że Bóg to inne osobą a oni sa KONIECZNYM pisrednikiem miedzy jedna a druga osoba. No bo jak by mogli pośredniczyć gdybyś był współistniejący w Bogu ?

      Z moich doświadczeń.
      W RD, dzięki otwarciu się, w pewnej chwili poczułem co to jest Jezusowa miłość zwana przeze mnie prawdziwą miłością. Po prostu zrozumiałem "Hymn do miłości".
      Dla mnie tam jest miłość we mnie.
      Ale niektórzy i tak mówię że tam jest miłość do kobiety, Boga osoby itd.

      Mój Bóg jest wszystkim i nadawanie mu ludzkich cech jest pomyłka ... potrzebuję, karmi się, jest empatą, dzielimy się z Bogiem itd.
      Biblia wyjaśnia to prosto ...
      Nie możesz dać NICZEGO BOGU czego byś od niego nie otrzymał.

      Jeśli masz coś co nie otrzymałeś od Boga (więc ma on wszystko w nadmiarze) to napisz CO a ja odtąd do końca życia będę kleczal przed Twoim osobowym Bogiem :-)))

      Cóż ...
      Prosto mówiąc mój Bóg jest miłością.
      TO krk ukrywa chcąc nas ochronić przed mściwym ojcem i brać za to kasę :-)))

      No i prosto mówiąc ... buddyjska pustka to to samo :-)))
      A droga Jezusowa to to samo co pozbywania się zaciemnień :-)))
      Efekt końcowy ten sam. Czysta świadomość bez ego (po Twojemu czyste Ego bez lgnięć).

      Porównaj jak Pieczyński opisuje Boga. A to niedługo facet :-)))

      Rozumiem, że stanowczo jesteś za Bogiem osobowym. Nie ma sprawy. Umrzemy to zobaczymy kto miał rację :-)))

      Usuń
    3. Ad HP
      Buddyści określają to tak ...
      Wszystko dzieje się w umyśle. Wychodzi z niego i do niego powraca. Istnieje tylko umysł ... reszta jest snem :-)))

      Usuń
    4. @ Jan
      skąd się biorą w moim odbiorze te "ludzkie" cechy Boga?
      Jeśli zgadzamy się, że jest On Miłością to podstawową relacją w Miłości jest WZAJEMNOŚĆ.
      Zawsze to przeżywam - tę chęć podzielenia się, współodczuwania i współdziałania.
      Gdy człowiek jest zamknięty w sobie na innego człowieka, w tym również na Boga, to odcina możliwość wzajemności.
      Nawet Bóg nie może wejść z takim człowiekiem w relację bo byłaby to przemoc.
      Wzajemność zawsze daje obopólne korzyści, więc Bóg też musi "coś z tego mieć":)

      Usuń
    5. @Michał Emigrant

      Tak
      Tu jest różnica. Dla mnie MIŁOŚĆ to dawanie.
      Miłość wzajemna ... Ty mnie drapiesz po plecach bo chcesz bym potem drapal Ciebie. Lub ... będę Cię kochał pod warunkiem, że mnie nie zdradziła.
      Nie jest miłością lub inaczej nazywając miłością ludzką, normalną, codzienna lub warunkowa.
      Przykład :
      Dajesz bezdomnemu 5 zl z miłości ... to po prostu dajesz, dzielisz się.
      Możesz też dac 5 zl pod warunkiem, że nie na piwo. Wtedy nie ma miłości. Robisz z siebie dobroczyńce dla własnego dobrego samopoczucia :-)))
      koszt dobrego samopoczucia - 5 zl.


      Piszesz ... "Bóg nie może". Dla mnie nie ma czegoś takiego. Dla mnie jest "już otrzymaliście zanim poprosiliście".
      Lub inaczej ...
      Jak myslisz ...
      Czego może zabraknąć synowi Boga ?

      Usuń
    6. @Jan
      To prawda Miłość jest warunkowa.
      Najważniejszy warunek to poznanie, nie możesz kogoś kochać jeśli go nie znasz.
      Miłość to nie jest akt jałmużny.
      Nie chciałbym abym i ja był traktowany jak żebrak.
      Mogę dać 5 zł nieznajomemu w potrzebie, ale nie na piwo.
      Wg. mnie ten pomysł bezosobowej miłości powstał z obserwacji Słońca, które równo świeci dla wszystkich.
      Ten, który na prawdę kocha Słońce, zna jego naturę i stawia mu warunek mając pod ręką parasol. Jeśli nie będzie miał ochrony przed Słońcem, jeśli nie będzie miał ochrony przed Słońcem jego miłość będzie bezwarunkowa czyli ślepa.

      Usuń
    7. @Michał Emigrant

      Ja jestem za miłością bezwarunkową. Zresztą zgadza mi się to z droga jezusową. Starał się on powiedzieć "porzuć wszystko", wszystkie rzeczy, warunki i zależności. Zresztą każdy może to sobie interpretować jak chce :-)))

      Usuń
  50. „Naszym wrogiem jest Bóg. Nienawiść do Boga jest początkiem wszelkiej mądrości.”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Optymalion
      Słowa Bóg można nie używać wcale:)
      Zamiast Bóg mogę pisać Kosmos, Natura itp.
      tylko gdy to piszę z dużej litery nadaję tym pojęciom osobowy charakter.
      Odbieram prawa kosmiczne jako dobre i ludzkie stąd ten osobowy charakter, odczuwam tu też wzajemność być może moje pozytywna nastawienie jakoś wraca...
      Coś w tym jest, że możemy wpływać swoją myślą na wodę (Water Experiment- Masaru Emoto), z kolei nie jest dla nas obojętne jak ta woda się zachowa...

      Usuń