1

1

wtorek, 26 lipca 2016

Krzycz, nie filozofuj...


Nie mamy pojęcia kim lub czym jest Bóg, jak działa, jak można się z nim kontaktować a mimo to w momentach bezsilnego bólu i rozpaczy wylewa się z nas skarga adresowana do instancji wyższej, gdy nie znajdujemy  w tym świecie pocieszenia: Bóg wszystko widzi,
Bóg wyrówna nasze krzywdy. To pomaga nam w   chwilach gdy życie zmienia się w horror. Ale ani Bóg ani bogowie nas nie słyszą. Dlatego z horrorem, który tworzymy musimy poradzić sobie sami. Udawanie, że nie dostrzegamy bezprawia na każdym poziomie życia prowadzi do tego, że świat jest coraz gorszy. Od nikogo nie wymagamy tego, by poświęcił życie dla ideałów ale możemy oczekiwać minimum. Proszę mnie nie przekonywać, że bezczynność coś zmieni. Medytacja jest dobra dla samorozwoju, ale medytacja robiona za kogoś nie zamieni łajdaka w przyzwoitego człowieka. Trzeba reagować na przejawy cwaniactwa na najniższym poziomie i na każdym kroku. Jeśli widzisz, że ktoś wkłada rękę do kieszeni cudzego płaszcza - reaguj. Jeśli widzisz, że ktoś wcina się w kolejkę - reaguj. Jeśli ktoś jest wandalem, ktoś kogoś bije - reaguj.  Gdy widzisz rowerzystę na ścieżce rowerowej, który z zawrotną prędkością mija o włos małe dzieci bo ścieżka jest jego krzycz, nie filozofuj aż cham zrozumie, że jest egoistą.
Nie bój się, strach jest dowodem tego, że staliśmy się  niewolnikami, że nas zmanipulowano. Reaguj kiedy tylko masz siłę, bo wówczas cwaniacy zrozumieją, że ich czas się skończył. W każdej grupie przypadkowo zebranych ludzi jest prawy człowiek, któremu w danej chwili nie jest wszystko jedno. Reaguj, wytykaj cwaniactwo. Nie milcz dlatego, że wszyscy milczą bo są zmęczeni i nie chcą się wychylać. To kk nauczył nas milczeć i nieść w pokorze swój krzyż. Przede wszystkim dlatego, żeby nie osądzić jego zbrodni w imieniu Boga. „Cóż człowiek może?”, to postawa człowieka wobec beznadziei.  Reagujmy w małych sprawach, zwalczajmy  tak jak potrafimy cwaniactwo i chamstwo.  Jeśli się kiedyś pomylę w ocenie sytuacji to przeproszę. Nie wstyd się mylić i nie wstyd przepraszać. Cwaniacy nigdy nie przepraszają. Złodziej oskarży ciebie o kradzież albo nazwie donosicielem kiedy złapiesz go za rękę.  Przestań nieść krzyż, bo to brzemię włożone na twoje ramiona przez cwaniaków i złodziei. Zrzuć ten symbol niewoli a otworzysz sobie drogę do nowego życia. Wolny człowiek się nie boi. Uwolnijmy się od religii gdyż ona tworzy męczenników a nie świat, który jest szczęśliwy. Człowiek, który realizuje swoje marzenia wie tysiąc razy więcej o Bogu, bo jest twórczy, w przeciwieństwie do celibatów i wierzących.  Przemilczamy małe sprawy, potem przemilczamy indoktrynację dzieci i pranie naszych mózgów w kościele, zwyrodniały konkordat, który odbiera narodowi prawo decydowania o sobie a kończymy na poniżeniu Akowców, których dużą grupę poznałem i pokochałem grając w 1984 roku Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w filmie „Dzień czwarty”. Chrześcijaństwo nigdy nie wzniosło się ponad poziom egocentryzmu stając się własnym zaprzeczeniem już w czwartym wieku. Nigdy z tego egocentryzmu nie wyrosło. To pozwala im kraść i mordować w imię Boga. Dosyć płacenia haraczu niedojrzałym duchowo dzieciakom, którzy popadli w zachwyt nad sobą. To oni decydują od stuleci o chrześcijańskich korzeniach Europy. Nic podobnego!!! Chrześcijaństwo nie istnieje. Istnieje watykańska mafia, która w Polsce uczy nas humanizmu i patriotyzmu. Kto????
Kiedyś nabiorę takiego dystansu i poziomu poczucia humoru, że wyśmieję łajdaków w sutannach razem z ich fałszywymi świętymi. A dzisiaj chcę, żeby wynieśli się z Polski i żeby Watykan się rozpuścił w deszczu naszej rosnącej  świadomości. Potem rozwiążemy korporacje, Wall Street i uwolnimy ludzkość od płacenia za życie, bo teraz płacimy nawet za oddychanie. Chyba, że wcześniej ziemia pęknie na pół bo nie wytrzyma tego świętobliwego chamstwa. 




163 komentarze:

  1. Matka Ziemia już trzeszczy w posadach i zaczyna pękać.Już niedługo otrzęsie się z tego robactwa pasożytniczego,jakim są tzw duchowni w czarnych sukienkach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co pan Krzysztof myśli o islamie buddyzmie i innych religiach?

      Usuń
    2. A co pan Krzysztof myśli o islamie buddyzmie i innych religiach?

      Usuń
  2. "Kiedyś nabiorę takiego dystansu i poziomu poczucia humoru, że wyśmieję łajdaków w sutannach razem z ich fałszywymi świętymi. A dzisiaj chcę, żeby wynieśli się z Polski i żeby Watykan się rozpuścił w deszczu naszej rosnącej świadomości. Potem rozwiążemy korporacje, Wall Street i uwolnimy ludzkość od płacenia za życie, bo teraz płacimy nawet za oddychanie." K.Pieczyński
    Chciałoby się zawołać "wodzu prowadź!",tylko kogo?
    Jak przebudować bezboleśnie(dla nas), bo ich będzie bolało strasznie ,świadomość tylu miliardów zwiedzonych?
    Jest już zanana jedna taka metoda ,która leczy schorowane siedlisko świadomości ale mało kto się tym interesuje.
    Ludzie generalnie boją się jakichkolwiek zmian ,nawet na lesze ale tylko dlatego ,że "siedlisko świadomości",które jest chore im na to nie pozwala, skutecznie zniekształcając tę świadomość w jej zaprzeczenie.
    To już chyba prędzej "ziemia pęknie na pół bo nie wytrzyma tego świętobliwego chamstwa."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Opty :
      " Jest już zanana jedna taka metoda ,która leczy schorowane siedlisko świadomości ale mało kto się tym interesuje "

      Ja i Piotr W się tym interesujemy. Biorac pod uwage, że stale piszących jest tu 10 osób to optymalnie żywi się 30%.

      Usuń
    2. zwróciłbym uwagę na pięciogwiazdkowe myśli zwłaszcza przy przemyśleniach.

      Usuń
    3. Nie rozumiem o czym piszesz. Rozwiń proszę

      Usuń
  3. Drogi Krzysiu

    Filozof krzyczy kiedy trzeba, głupi krzyczy kiedy popadnie.Tylko filozof ( ten który jest na dobrej drodze) ma złość. Ma i potrafi jej używać wedle własnej woli. Stosować jak narzędzia. O reszcie trzeba niestety powiedzieć, że to złość ich ma. Filozofowie z tego forum, tu i naokoło siebie uczą ludzi by jasno widzieli relacje KK za społeczeństwami świata. By nie sądzili iż problem polega wyłącznie na pedofilii i obłudzie finansowej. By wiedzieli że odebrano im znacznie więcej, znacznie wcześniej i na najgłębszym poziomie. Największym problemem wszystkich ludzi jest strach. KK daje podobno na to lekarstwo. Lekarstwo które ma uleczyć i spowodować harmonię wiekuistą. Tymczasem to tylko narkotyk. Zasłania na krótko objawy i zwielokrotnia przyczyny.KK stał się jedynym dystrybutorem tego  narkotycznego lekarstwa . Ty Krzysiu chcesz zlikwidować dystrybutora razem z dystrybucją. Ludzi chcesz zostawić z niczym. Co najwyżej w miejsce narkotyku proponujesz zdrowe warzywa z Pernambuco. Tu potrzebny jest Metadon, jeśli wiesz o czym mówie. Okres przejściowy. Dopiero potem zdrowe życie. ZASTANÓW SIĘ NAD TYM. TRWANIE W USTALONYM BŁĘDZIE TO BŁĄD NAD BŁĘDAMI.   Ludzie powinni mieć dostęp do nauk, które pokazują jasno, że świat to proces, strumień dobrej energii. Powinni wiedzieć że tylko generując dobre energie będą nieco naprawiać swoje relacje ze światem. Zmniejszać zaburzenia i wiry w harmonicznym strumieniu energii. To bedzie poprawiało świat dla nich i dla innych. To suma naszych zdawało by się niewinnych złych energii robi świat złym. Za wojny odpowiedzialny jest taksamo każdy kto bezwzględnie pnie się po szczeblach kariery zawodowej, jak i ten co bezpośrednio naciska cyngiel karabinu. By nieco poprawiać nasz ludzki świat, bo nie ma co liczyć na jakieś generalne zmiany trzeba generoawć dobre energie czynem, mową. Uczyć tego innych. Nie będzie teraz rewolucji obalającej KK. Ty nie będziesz jej przywódcą. Pogódz się z tym i zobacz co mógłbyś dobrego zrobić, na tym polu, inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Walka" u podstaw ze złem, czyli wybujałym EGO skazała mnie na samotność i opinię osoby dziwacznej o toksycznym usposobieniu. Uznała tak m.in. osoba, która wiele wie, i jak twierdzi jest na drodze rozwoju duchowego. Ta opinia mnie nie obchodzi, w ogóle ludzkie gadanie mam w "głębokim poważaniu". Jest takie powiedzenie: "największym zwycięstwem zła jest bierność ludzi dobrych".

    OdpowiedzUsuń
  5. Niebardzo wiem o czym mówisz. Może przybliż. Moje doświadczenia z procesu rozpuszczania ego, który widzę nieco u siebie i obserwuje u niektórych, pokazują zjawisko wprost odwrotne. Takich ludzi lubią wszystcy. Kto może być dla ludzi dogodniejszy, od tego, który na ich reakcje nie reaguje kontr reakcją. Którzy nie muszą w ich towarzystwie stale pokazywać się w jak najkorzystniejszym świetle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pro po czego ? Wybujałe EGO, to takie zachowanie człowieka, w otoczeniu którego każdy czuje się źle, bo czuje się gorszy. Od takiego osobnika np. słyszę: „Ty masz tylko przebłyski inteligencji”, „żebyś ty choć 1/10 % wiedziała z tego co wie mój syn”. Moje starania i ciężka praca aby stworzyć warunki dla innych aby się twórczo rozwijali było podsumowane stwierdzeniem „ona się tylko lansuje”. Zabroniono mi fotografować pod pewnym hasłem, ponieważ akurat pewna artystka uzurpuje sobie prawo wymyślenia całego nurtu w sztuce właśnie o takiej nazwie (nazwa geograficzna) itp. W ten sposób tworzone są maleńkie zła, które okrutnie w danym momencie bolą. Jest to zło, którego nie widać, tym bardziej wg mnie jest niebezpieczne. Jak go spacyfikować ?

      Usuń
    2. Sorry za powyższą prywatę. Chciałam tylko ukazać rodzaj zła, które wciąż czai się i pełza niewidzialne i prezentuje osoby bardzo religijne. W tej chwili ono mnie już nie dotyka. Raczej wolałabym się skupić ta tym, o czym pisze Krzysztof Pieczyński.

      Usuń
    3. Ewo
      Nie ma niczego takiego jak prywata. Problem dotyczy nie tylko ciebie, ale nas wszystkich. Relacje jakie mamy, my ludzie, pomiędzy sobą budują i wpływają na rytm świata.
      Buddyzm widzi świat jako proces energetyczny.  I tylko z tego się składa. Przy czym skłowo składa się nie jest odpowiednie, co piszę dla lepszego zrozumienia jego istoty. Bliżej tej istoty było by powiedzieć, że na tym świat polega. My będąc częścią tego świata przyjmujemy oraz generujemy energie. Skala tych energii nie jest wprost proporcjonalna do naszej fizycznej wielkości, w stosunku do świata jaki ogarniamy swoją wyobraźnią. Buddyzm przyjmuje koncepcje reinkarnacji, gdzie my jako zespół cech energetycznych przechodzimy po śmierci naszych starych ciał w nowe matrialne ( dla uproszczenia cielesne) postacie.  Śladem tej koncepcji w chrześcijaństwie, jest nieśmiertelna dusza. Dla każdego z nas, który myśli o sobie jako o zlepku własnych doświadczeń i koncepcji na swój temat, zaoparzonych we własne ciało, które też jest nami, chrześcijańska złudna obietnica jest bardziej nenconca, bo obiecuje po śmierci zachowanie tego egotycznego wyobrażenia.Wracając  do energii to te nasze energie, jakie by one nie były, często zaplątane są ze sobą. Mają taką siłę, dobrą lub złą, miłości czy nienawiści, że odradzają się koło siebie w kolejnych żywotach. Odradzają się w różnych konfiguracjach osobowych, ale energie pozostają takie same. To widać realnie w naszym tu życiu. Są osoby które pasują do siebie jak dwie połówki całości. Są to partnerzy, albo przyjaciele. Bywają  też przygodnymi spotkanymi, w jakiejś jednej tylko sytuacji ludzmi, którzy zachowali się wobec siebie tak pozytywnie jak by łączyło ich wiele dobrego. I bywa też odwrotnie. Są związki które łączy, łączy niezwykle trwale, zła energia.  Widać nie raz jak partner uporczywie maltretuje partnera, ale rozstać się nie mogą. Spotykamy też ludzi którzy widziani po raz pierwszy, pałają do nas niewytłumaczalną odrazą

      Usuń
  6. Te związki energetyczne pozytywne, to wielkie szczęście. Na poziomie jednostek i w wymiarze globalnym przyczyniają się do harmonii świata. Te związki złe należy rozpoznać i zakończyć. Zakończyć to nie zawsze oznacza fizycznie  rozstać się z drugą osobą, choć i taki wariant i strategie można przyjąć. Często fizyczne rozstanie nie wystarcza, lub nie jest potrzebne. Ważne by rozplątać zaplątane ze sobą złe energie. Takie zaplątanie odbierać nam będzie szczęście w tym żywocie i w następnych. To tak jak dwie poły płaszcza. Jedna ma guziki, druga dziurki do guzików. Zobacz, nie ważne jak mocno przyszyte będą guziki i jakie duże. Dopuki z drugiej strony nie ma pasujących dziurek, płaszcza nie da się zapiąć. W toksycznych związkach wystarczy, że jedna ze stron zaszyje dziurki. Taką dziurką jest ego każdego z nas. Miłość do wyobrażenia o sobie. Do własnej koncepcji siebie. W większości sytuacji, gdzie nie ma przemocy fizycznej w związku, brak oporu ( szczery, wynikający nie z koncepcji, ale pracy nad rozpuszczeniem własnego ego) powoduje że z czasem zła energia partnera wysycha. Jeżeli w związku jest bardzo źle to trzeba odejść, ale bez złości z rozsądku. Odizolować się jak lekarz izoluje się kratą od umysłowo chorego gwałtownika. Lekarz nie jest zły na wariata, a krata to nie represja. W miłości, w pozornie dobrych związkach silne ego powoduje złe energie. Nie ma gorszych słów na świecie od ja i moje. Słowo mam w związkach, np mam żonę, mam męża wbrew wyobrażeniu  świadomym, naszym o tym traktyjemy dosłownie. Często traktujemy drugą osobę instumentalnie jak nasz kochany przemiot. Kiedy jednak ten przedmiot nie odpowiada naszym na jego temat wyobrażeniom czujemy się zawiedzeni, czemu wyraz dajemy generując do niego złe energie. Pracujmy nad własnym ego. Czytajmy nauki wybitnych nauczycieli. Urodziło się ich paru. Dziś mamy łatwy dostęp do ich nauk. Zastanówmy się nad tym, że odlegli od siebie o tysiąclecia i dziesiątki tysięcy kilometrów, pochodzący z różnych kultur, zawsze mówią to samo. Niech nasza myśl i intelekt doprowadzi nas do tego, że istnieją praktyki ponad myślami, które bezpośrednio łączą nas tu z eneretycznym nurtem. Naprawiajmy świat poprzez naprawianie siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://ponerologia7.wordpress.com/2015/08/02/niech-moc-bedzie-z-toba-naukowcy-znalezli-dowody-na-pole-bioenergii-otaczajace-kazdego-z-nas/#more-42
      Biochemik, dr John Norman Hansen, z Uniwersytetu Maryland znalazł dowody na – o czym jest przekonany – obecność pola bioenergii otaczającego ludzi. Od tysięcy lat snuto o nim rozważania i wspominano w tradycjach duchowych, ale dopiero teraz badania naukowe wykazują, że takie pole istnieje.

      Usuń
    2. Kurcze. Nie wiedziałem dlaczego do lat waha się lampa nad moim łóżkiem. Ledwo się pod nią kładę. Teraz już wiem

      Usuń
    3. Nigdy nie jest za pozno wiedziec wiecej :-)

      Usuń
    4. Neuroteologia
      Tak, Świat Nauki jest na tyle bogaty i rozległy, że
      istnieje nawet dyscyplina naukowa specjalizująca się w badaniachnad religijną duchowością.Jej metodologia polega na używaniu neurologicznych metod obrazowania pracy mózgu takich jak np. EEG, FMRI lub Pozytonowa Emisyjna Tomografia Komputerowa do ustalania związków pomiędzy aktywnością mózgu,a indywidualnym doświadczeniem duchowym.
      William James(1842-1910),amerykański filozof i
      psycholog,pionier psychologii religii, był przekonany iż tajemnicy religii szukać należy w mózgu.
      I tak w ludzkim mózgu jak wykazują wyniki wielu badań
      naukowych, istnieje zmysł zwany Modułem Religijnym.
      Stan religijnej euforii z powodzeniem uzyskano w warunkach laboratoryjnych.
      Już w latach 50-tych odkryto, że elektryczne drażnienie
      określonych miejsc w mózgu sprawiało ludziom ogromną
      przyjemność — odczuwali dobre samopoczucie, zadowolenie,
      uniesienie, lekkość, poczucie siły i szczęścia.
      Dr Austin pisał w 1998 r.: „Wierzenia i przeżycia religijne są zwykle uznawane za wykraczające poza sferę naukową, a tymczasem neurolodzy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego zlokalizowali pole w płacie skroniowym mózgu, którego stymulacja wyzwala — jak się wydaje — intensywne doznania duchowe, skojarzone z poczuciem pewnej mistycznej obecności.
      Kanadyjskiemu neurofizjologowi Michaelowi
      Persingerowi z Uniwersytetu Laurencjusza udało się nawet
      na drodze stymulacji tego pola wzbudzić takie odczucia u
      ludzi niewierzących. Typowe jest poczucie czyjejś obecności.
      W jednym przypadku światło stroboskopowe wywołało wizję
      Chrystusa w promieniach tego światła (…), inna osoba
      odczuła obecność Boga, który do niej przybył. Kiedy potem poddaliśmy analizie EEG tej kobiety, stwierdziliśmy nad płatem skroniowym klasyczny napad z iglicami i wolnymi rytmami,odpowiadający w czasie temu widzeniu — inne okolice mózgu zachowywały się normalnie”.
      Dr Persinger mówił o tym: „religia jest właściwością mózgu i tylko mózgu. Nie ma nic wspólnego z jakimiś zewnętrznymi zjawiskami czy bytami. (...) Ostatnią iluzją jest to, że stanowimy wyjątkowe istoty, nad którymi czuwa ktoś w rodzaju starszego krewnego. Można to zweryfikować wyłącznie metodami naukowymi, a moje badania wykazują, że przeżycia te, to wytwór naszego mózgu (...)”.
      Jednak analizując „po chłopsku” zaistniałe fakty,niejako w podtekście pojawia się wyjaśnienie, dlaczego Religie i
      Wyznania, pomimo mocno zróżnicowanych teorii, filozofii a nawet dogmatów zawsze potrafią pozyskać wielu wyznawców!
      Wystarczy odpowiednia stymulacja mózgu i po zabawie...
      Czy to aby nie potwierdza wszystkiego tego o czym napisał DJK w swoich książkach? Stymulacja nieodpowiednimi substratami żywieniowymi powoduje stany "około-religino-wyznaniowe".

      Usuń
  7. @K.Pieczyński (wszystkie cytaty):
    " Nie mamy pojęcia kim lub czym jest Bóg "

    Hmm ...
    To trochę dziwne słowa jak na człowieka, który stworzył pojęcie 'religia wewnętrzna', który podejmował się rozpoznać w każdym biskupie obcowanie z Bogiem.
    Zostańmy przy określeniu -Bóg jest Miłością-.

    " Udawanie, że nie dostrzegamy bezprawia na każdym poziomie życia prowadzi do tego, że świat jest coraz gorszy."

    Nie jestem przekonany, że To jest właśnie przyczyną. Moim zdaniem nic nie pomoże zwracanie uwagi innym. Coś takiego jest w szariacie. Modny ostatnio temat. Tam podobno jest policja pilnujaca prawa.
    Czy świat jest przez to lepszy ?

    "... krzycz, nie filozofuj aż cham zrozumie, że jest egoistą."

    Złodziei zamykają w więzieniach. Czy on lub świat staje się przez to lepszy ?

    Natomiast zgadzam się z :
    " Dlatego z horrorem, który tworzymy musimy poradzić sobie sami...
    Proszę mnie nie przekonywać, że bezczynność coś zmieni. "

    Nie mnie oceniać świat ...
    Ale dla mnie przyczyną pogarszania świata są LUDZIE.
    A bliżej brak prawdziwej Miłości w nich.
    Określmy skrótowo, że Miłość to "kochaj bliźniego jak siebie".

    Nie namawiam do bezczynności ale w zgodzie z powyższym do zwiększania Miłości w sobie i w innych. Zamiast piętnowania - próby przekazania zlodziejowi Miłości.
    Właśnie Miłość może nas uwolnić od krzyża. Miłość jest prawdą a wiec potrafi też wyzwalać. Zamiast nienawiści do kleru Miłość do wiernych - naszych braci, Polaków.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś nabiorę takiego dystansu i poziomu poczucia humoru, że wyśmieję łajdaków w sutannach razem z ich fałszywymi świętymi. ...na ile sie orietuje to juz to robisz, chcesz robic to z humorem to posluchaj krotkiego wywiadu okolo 10 min.na you tube : OSHO: World is just A Playground, szczegolnie moment gdzie OSHO nazywa po imieniu najwiekszych KRYMINLISTOW naszego Swiata odpowiedzialnych za obecny STAN swiadomosci ludzkosci.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozumie frustracje przedostatniego zdania i w pelni sie z toba zgadzam co do rozwiazania korporacji, Wall street, Watykanu itp.Ale jezeli chodzi o placenie za zycie to wszyscy i wszystko zyje na pozyczonej ENERGI. GDY wszyscy kolektywnie beda tego swiadomi,istnienie instytucji powyzszych nie bedzie mialo sensu. Ziemia nie rozpadnie sie na pol.Ona jest na to za madra������

    OdpowiedzUsuń
  10. Polecam pana Piotra Listkiewcza : https://www.youtube.com/watch?v=Ver5_DDkozA&index=26&list=PLF87CD941D30F00EE

    OdpowiedzUsuń
  11. Wobec faktu, jaką destrukcję i demontaż państwa prawa - przeprowadza pis-lam wraz z kościołem... należałoby postawić kosy na sztorc, aby w nieprzewidywalnej przyszłości - pomyśleć REALNIE, o państwie laickim, świeckim !
    Stanisław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakuju tu tylko zawołania- jesteśmy tak bardzo tolerancyjni, że postanowiliśmy zastrzelić wszystkich nietolerancyjnych

      Usuń
    2. " Krzycz, nie filozofuj "... to tytuł wpisu Krzysztofa Pieczyńskiego.
      Jeśli rządząca ekipa popierana przez kościół łamie podstawy państwa prawnego, a Konstytucję traktuje jak rolkę papieru toaletowego, to ja wolę już " zastrzelić wszystkich nietolerancyjnych " - niż prowadzić z nimi bezowocny " dialog "!
      Bo do czego taki " dialog " ma zaprowadzić? Że będą łamać prawo, tylko troszkę mniej?
      Jeśli rządząca hołota plugawi pamięć i cześć powstańców warszawskich, a kościelne zbuki milczą, to ja osobiście jestem mocno nietolerancyjny wobec tych sukinsynów. Choćby z osobistych pobudek.
      Wielu aktualnych spraw, które tak dotkliwie dotykają Polski, nie rozwiążą: puste i oderwane od rzeczywistości... monologi religijno-filozoficzne, choćby nawet dotyczyły buddyzmu.
      Stanisław

      Usuń
    3. Popieram w pełni dążenia Krzysztofa Pieczyńskiego, nie popieram całkowitej abstrakcji, jaką są, w tej chwili, Jego dążenia i wywody ( Stanisław). Ja uważam podobnie i piszę na.dodatek dlaczego. A na marginesie powyższego nie zastanowiłeś sie Stanisławie że twoja w pewnym zakresie słuszna złość nie poprawi sytuacji ani o milimetr. No to może odpuść trochę emocji. Zobacz że pomimo Pisu i K K ptaki nadal pięknie śpiewają

      Usuń

    4. Panie, daj mi cierpliwość, abym umiał znieść to, czego zmienić nie mogę; daj mi odwagę, abym umiał konsekwentnie i wytrwale dążyć do zmiany tego, co zmienić mogę; i daj mi mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego

      Marek Aureliusz

      Z moją dla Ciebie dedykacją Stanisławie

      Usuń
    5. Teoretycznie masz rację, Piotrze. Co przyznaję, po wzięciu paru uspokajających oddechów:) Jednak NIC na to nie poradzę, że płynie, a wręcz gotuje się we mnie krew...
      Stanisław

      Usuń
    6. Teoretycznie masz rację, Piotrze. Co przyznaję, po wzięciu paru uspokajających oddechów:) Jednak NIC na to nie poradzę, że płynie, a wręcz gotuje się we mnie krew...
      Stanisław

      Usuń
  12. Popieram w pełni dążenia Krzysztofa Pieczyńskiego, nie popieram całkowitej abstrakcji, jaką są, w tej chwili, Jego dążenia i wywody!
    Krzysztofie... bądż realistą!
    Bo dziś: mamy już państwo wyznaniowe, bez cudzysłowów, a rosnąca ilość zniewolonych - praktycznie przeczy jakim kolwiek próbom zmiany tej paranoi!
    Trzeba zacząć od podstaw! Póki kościoły nie będą puste - póty jakakolwiek , racjonalna zmiana - nie będzie niemożliwa!
    " Budowanie " - poprzez pseudofilozoficzne wywody dotyczące kościoła - jest kontr produktywne i oderwane od przaśnej rzeczywistości.
    Czy TE wywody, mają jakiekolwiek uzasadnienie i podłoże naukowe, gdy polemizują z kłamstwem, brednią i narzuconą - przez kościół - doktryną?
    Stanisław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba zacząć od podstaw! 
      JAK ??????????

      Usuń
    2. Czy TE wywody, mają jakiekolwiek uzasadnienie i podłoże naukowe, gdy polemizują z kłamstwem, brednią i narzuconą - przez kościół - doktryną? Pisze Stanisław.
      One nie polemizują z tą doktryną. One wykazują jej fałsz. Przynajmniej tyle da się dziś zrobić bo jutro i to może być niemożliwe

      Usuń
    3. "Przynajmniej tyle da się dziś zrobić bo jutro i to może być niemożliwe."-Piotr
      Sugerujesz nastanie czasów nowej inkwizycji w naszym kraju?

      Usuń
    4. Z pewnością przesłuchiwanym nie będa zakładac butów hiszpańskich.bo za drogie

      Usuń
    5. Zacząć od podstaw trzeba, ponieważ innej metody walki z barbarzyństwem po prostu nie ma.Jak?Kawałek po kawałku, czyli można zaczynać od przygotowania.Nie same tylko hasła ,krzyki, czy filozofia, ale konkret:SZKOŁA WYZWOLENIA od PLAG.Ten konkret ma już na elementarz 10 tomów Karlheinza Deschnera ii.Zorganizujmy się i uczmy razem, bo wróg naszej wolności i świadomości od IV wieku "pracuje" nad tym jak nas zniewolić i pozbawić nas naturalnych człowiekowi przymiotów.Od podstaw trzeba RAZEM< bo osobno to raczej możemy sobie uzupełniać wiedzę...Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. To właśnie robimy. Gadamy tu na forum czekając na rejestrację stowarzyszenia Polska Laicka.
      Na razie brak innych, konkretnych, spójnych propozycji działań.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. Nie będzie nowej Inkwizycji ta instytucja zmienia się,
    pod wpływem pustych Kościołów we Francji, Austrii itd.
    Bowiem najlepszy argument dla dalszej reformy KK to pusty Kościół, nie wolno stosować żadnej dyskusji.
    Pomóżmy Franciszkowi!
    Ułożyłem taki apel po ŚDM:
    Franciszek do młodzieży: dlaczego jesteście smutni i depresyjni?
    Młodzież do Franciszka: bo jesteśmy w Kościele.
    Franciszek odpowiada: Dlaczego jesteście w Kościele? Przecież tyle razy Wam mówiłem strzeżcie się wilka w owczej skórze,
    strzeżcie się sprzedawców iluzji...

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie ciesz się nie ciesz z pustych kościołów. To wpradzie nie po mysli Kk ale jest dowodem najcięższrgo stadium choroby która tenże kościół ludzkość zaraził. Puste kościoły to nie dowód na zrozumienie czegokolwiek i droge ku lepszemu. To stadium w którym co nawyżej pasożyt ginie razem zżywicielem. Choć o pasożyta bym się nie martwił gdyż jak widać wciąż znajduje nową żywą tkankę. To ostanie stadium we Fran i Austr to dowód iż ludzie pozostali z niczym i zaczeli konsekwentnie wg tego do czego prowadziły nauki KK promyjące ego czcić wyłącznie mamonę. Nigdy na świecie nie istniał jeszcze taki poziom tępego samolubstwa i braku wglądu na innych jak w dzisiejszych czasach. Popatrz tylko naokoło siebie a zobaczysz to wszędzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Franciszek odpowiada: Dlaczego jesteście w Kościele? Przecież tyle razy Wam mówiłem strzeżcie się wilka w owczej skórze,
      strzeżcie się sprzedawców iluzji...
      Pisze Michał
      a niby czemu miał by to mówic. Toż on też działa tylko w interesie swojej organizacji prastarej. Kiedy część swiata jest już w wyeksloatowana to to co im pozostało w tym Polska zostanie zakuta w kajdany wiary

      Usuń
    2. Nie zgadzam się z Tobą Piotrze.
      Po pierwsze puste Kościoły oznaczają, że ludzie ciut są mądrzejsi.
      Nie wierzą w głupoty. To pocieszające !
      Owszem, w pierwszym rzędzie pójdą zaspokajać swoje pragnienia i pożądania Ale doskonale wiesz, że się nie zaspokoją. Wtedy zaczną szukać czegoś innego. Będą szukać Boga w bibli. Trafią też do ośrodków buddyjskich.
      Świat Nie Jest Gorszy. Jest po prostu inny. Europa jest Unikalną okazją sprawdzenia współdziałania Europejczyków. Ma trochę problemów z uchodźcami, brytyjczykami itd. Ale dla mnie była piękną okazją zjednoczenia.

      Ludzi rozwijających się duchowo też jest coraz więcej. Też przekażą innym dobre wzorce.

      Owszem, być może kk zaciśnie mocniej pętlę Ale ludzie tym bardziej będą się uwalniać. Im większy terror tym szybsza chwila wyzwolenia.

      Tak, że naprawdę nie mi co sie martwić upadkiem KK.

      Tutaj K.Pieczyński ma rację. Możemy zagubionym ludziom pomóc otwierając się. Niekoniecznie aż do krzyku Ale otwartość, śmiałe mówienie o co w tym życiu chodzi jest jak najbardziej wskazane.

      Usuń
    3. Tak, Janie i Piotrze od pustki się zaczyna, później jest ssaniie w poszukiwaniu prawdy, kto raz odrzucił iluzję już drugi raz nie da się wciągnąć w matnię. Zresztą komu ja to tłumaczę...

      Usuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Piotrze w nawiązaniu do poprzedniego wątku. Nie obrażam się i czasem będę pisał, bo, hm mmm, bo lubię, bo jest to pouczające, bo się nie boję i w strachu jak pisze K. Pieczyński nie stoję, ale jak sam zauważyłeś, STANISŁAW jest w gniewie kąpany i dopóki się nie uspokaja kąsa bez zastanowienia, więc to pierwszy powód tego, że zamilkłem. Drugi, to żagle i wakacje :)

    Ty swoją obecnością tutaj uwydatniłeś również tendencyjność wypisów Ewy Bielańskiej, której przeszkadzało moje rozciągłe pisanie (będę się starał skracać ;)). Uwydatniłeś, bo nie mniej rozciągły w swej retoryce jesteś, ale ni z KK, więc to już jej nie przeszkadza :) hahahah

    Nie mogę się obrażać, bo założyłem, że głową w mur będę walił, więc głupi bym był, gdybym liczył na bezbolesność.

    Ale stanowczo uważam, że są tu ciekawi ludzie, obok (wracam z Kaszub :) hihihi - GBURÓW. I uważam, że moja obecność czasem, to również zysk nawet dla STANISŁAWA, bo ma gdzie dać spersonifikowany upust dla swojego gniewu :) Choć czasem mógłby czysto po ludzku stonować!

    Ten wątek co rozpoczął K Pieczyński, jest dla mnie ciekawy. Zastanawiam się, czy nie miałem udziału swoim pisaniem w takim postawieniu sprawy, bo gdy K Pieczyński zaczyna, „Nie mamy pojęcia kim lub czym jest Bóg”, to jakby ustawiał się w kontrze do tego, co ja myślę. A myślę, że coś nieco wiemy!

    Myślę, że słowo Bóg przynależy jako pojęcie do natury ludzkiej i jest próbą opisania tej nieznanej części być może rzeczywistości. I inicjatywa wychodzi od człowieka właśnie w wytworzeniu pojęcia BÓG. Coś nieco jednak wiemy. Wiemy np. kim Bóg na pewno nie jest! Czyż nie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Drugie, co ciekawe, wyczytałem z wpisu K Pieczyńskiego, to jakby w tle przebijająca się teza, że bez Boga, Bogów świat z automatu stanie się lepszy.

    Wątpliwe dlatego, że dalej sam (I TU JESTEŚMY ZGODNI - JA i K PIECZYŃSKI) zauważa zło korporacyjnego świata!!!

    Może zawężanie gniewu za zło świata w pierwszej kolejności do KK to jednak błąd taktyczny?!

    W mojej opinii to KORPOŚWIAT determinuje najsilniej zło na świecie, bo przecież KK to nie wpływ na cały świat, a na część - tam gdzie są wierzący. Kryzys w KK raczej nie ma istotnego wpływu na Buddyzm.

    Inaczej w KORPOŚWIECIE!!!

    KORPOŚWIAT jest globalny - krach na WALL STREET ma konsekwencje nawet dla Buddystów w CHINACH!!!

    Czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  19. Inaczej bym postawił też tytuł wpisu.

    Krzycz owszem, ale filozofuj, bo φιλοσοφία to UMIŁOWANIE MĄDROŚCI!!!!

    Nie sądzę by nawet K Pieczyński chciał, by tylko głupich krzyk był słyszany, więc owszem krzycz, ale kochaj mądrość - czyli FILOZOFUJ!!! ;)

    OdpowiedzUsuń


  20. Drogi Jarku
    Ja osobiscie zadowolony jestem że piszesz . Jest to dla mnie ciekawe. Ma też z mojego punktu widzenia  zalety o których piasłem. Mam też poczucie że zastanawianie sie nad światem i odkrywanie co w nim istotne a co nie, jest łatwiejsze kiedy ma sie inteligentnego adwersarza.  Tak cie chciałbym tu traktować. Mamy zasadniczo dwie płaszczyzny do dyskusji splatające sie ze sobą na pewnym poziomie. Pierwsza w co wierzyc jak wierzyc i czy wierzyc w ogóle. Czy wiara jest jedyna formą dotarcia do Wszechrzeczy, przy zrobieniu założenia że aby  wierzyć, to trzeba zrobic to myśląc. Czy może wiara uniemożliwia to dotarcie. Wreszcie czym, kim jest ta Wszechrzecz ( wszechrzecz). A może należało by ją pojmować nie używając do tego niczego z arsenału zwykłych pojęć. Może jest tak że próbując ją pojmować a co gorsza precyzować oddalamy się od niej. Ja osobiście powiem co myśle o Bogu (twoja nazwa). Nic o nim nie myślę.  Za to go ( go z braku słów na ten temat) czuje. I kiedy to uczucie pozostawia mi ślad, który w myśli sie obleka, to brzmi mi gdzieś w uchu słowo prawo i słowo siła. Zdaje sobie sprawy na poziomie myśli z odzczucia że prawem generalnym jest miłość.  Wszelkie więc dyskusje czy Bóg istnieje, przy użyciu dowodów z arsenału logiki, potrzebne są tylko KK. I tu dochodzimy do tematu nr dwa naszej dyskusji i sporu. Do pytania czy instytucja KK jest dobroczyńcą czy szkodnikiem odwiecznym. Ja twierdzę że szkodnikiem. Zarzut swój dzisiaj potrafię zwięźlej sprecyzować niż przed kilku miesiącami. Bardziej go sobie uzmysłowiłem. Jestem dziś pewien iż największym okropieństwem ludzkiej populacji jest ego tkwiące w każdym z nas. To poczucie siebie samego. Osoby składającej się z naszego ciała i naszych  myśli. Ten priorytet nad priorytetami, oddziela nas od świata. Próbuje postawić świat w pozycji służebnej. Myślimy i zaraz potem czujemy - ja to moje myśli doświadczenia i sądy zamknięte w moim ciele. Kończonce się na granicy mojej skóry. I nie ja poza tą granicą. Świat z którym moje ja musi prowadzić cały czas grę i walkę. Chrześcijaństwo w jego obecnym wydaniu, a dokładniej KK ( o nnych kościołach mało co wiem) hoduje  pieczołowicie w nas nasze ego. Taką ma strategię. Niezła to strategia bo towarzysząca największej ludzkiej słabości. Największemu powszechnemu zaciemnieniu.  Kiedy żyjemy tu na ziemi cały czas chcemy by nasze ego górowało nad ego wszystkich innych. Takie przynajmniej mamy życzenia. Kiedy myślimy o śmierci chcemy by nie zakończyła ona istnienia naszego ego. KK dla własnej korzyści rozbudowuje w nas ego za życia. Manipuluje nim, bo to łatwe i intratne. Obiecuje nam  zachowanie ego po śmierci. To doskonały chwyt w konkurencji w stosunku do innych koncepcji świata. To jak kiełbasa wyborcza. My teraz obiecamy. Uzyskamy zwolenników. Zbierzemy z tego, tu zyski. A później to walcie się. Później nas nie dotyczy. Religie  dalekiego wschodu a właściwie filozofie będące ich jądrem płyną zgodnie z naturalną energią świata. Nauki tych religii próbują rozpuścić ludzkie ego. Religia katolicka wykorzystuje powszechne ludzkie zaciemnienie.  Zapytasz mnie pewno Jarku czemu w takim razie religie wchodnie nie produkują  samych ludzi oświeconych . Czemu ich świat nie jest dużo lepszy od naszego. Odpowiedz jest prosta.  Zaciemnienia umysłu i tendencja do ego dotyczy wszystkich ludzi na ziemi. Nawet dobre metody pozwalają na sukces tylko u niewielu. Reszta to ci którym się nie udało. Którzy pomimo nauk nie byli w stanie ich do siebie zastosować. Ci tworzą religie. Religie buddystyczną, religie hinduistyczną, religie buddyzmu zen. Zgubili istotę jądra nauk. Zachowali tylko obrzędy . Są na kształt naszych katolickich wiernych, którzy praktykują bo tak robią wszystcy. Praktykują w najlepszym wypadku by zabić swój strach. Ich to nie zmienia na lepsze nie zmienia świata.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsumcjonizm, korpoświat z niego wynikający i cały wachlarz toważyszących temu gówien do rezultat rozrostu ego. Ja które posiada wyjątkowe rzecze jest lepszym i bardziej przodującym od innych mniej posiadających ja. Ja które ma władzę na wprost nad innymi ja czuje z tego powodu euforię. Ponieważ ta euforia ulatuje po osiągnięciu wyznaczonego celu. Ja poszukuje natychmiast w strachu utraty euforii następnego celu następnych rzeczy. Rzeczy u niektórych na miarę zwykłą codzienną, a uniekturych na skalę gigantyczną. Na przykład posiadania całego globu. Tak było zawsze w dziejach człowieka, ale KK skrupulatnie, umiejętnie i z rozmysłem hoduje w nas nasze ego. To tak jak byś poszedł do lekarza z początkiem nowotwora, a on podawał by ci z rozmysłem leki na jego rozrost, bo liczyłby, że twoja narastająca choroba przyniesie mu fortunę. Lekarz powinien być przynajmiej jak filozofie wschodu. Powien rozpoznać i leczyć ile się da. Jarku mylisz się mówiąc że katolicyzm dotyczy tylko terenów katolickich. On dotyczy całego świata gdzie dotarł rezultat podlewania ego. Konsumcjonizm i wytory ludzkiego ego dotarły już wszędzie.
      I myli się też Jan mówiąc że świat nie jest gorszy niż był kiedyś. Świat relatywny (Jan już wie o czym tu mówie), jest gorszy niż był sto lat temu. Jest gorszy bo nie ma regionów, rezerwatów ludzkiej poczciwości. Winą konsumcjonizmu jest glogalizacja i szybkość roznoszenia się trendów. Dziś świat to nie są już ogniska zakażenia. To sepsa ogólna.  Inną sprawą i tylko na marginesie naszej dyskusji, że nikt rozsądny nie zapewniał że nasze tu ziemskie życie to ma być coś niezwykle szczęśliwego. Pewno jest to amplituda od lepiej do gorzej i jeszcze i jeszcze raz. Bez końca. Ale nasze tu życie obecne, może przypadać na kawałek krzywej zchyłkowej.

      Usuń
    2. @Piotr napisał;
      "Zaciemnienia umysłu i tendencja do ego dotyczy wszystkich ludzi na ziemi."
      A niby o czym jest napisane jak przysłowiowy wół w twórczości DJK? - o czym skromnie zaświadczam na tym forum. Buddyzm nie jest w stanie podać i uzasadnić rzeczowo skąd się to wzięło ,zresztą nie tylko rzeczony system filozofii Dalekiego Wschodu ale wszystkie pozostałe systemy tak filozoficzne jak i religijne o ideologiach już nie wspomnę. Nie doczytałem nigdzie tak ,jak jest to u DJK ,skąd się ta cała degeneracja wzięła."Dopóki ludzie będą się leczyć będzie źle" - czy ktokolwiek zastanowił się nad tym stwierdzeniem człowieka wiedzącego? Jeden człowiek nie może zmienić świata ale jeden człowiek może przekazać wiadomość-wiedzę, która może zmienić świat. Dobrze pasuje tu sentencja twórcy "Encyklopedii Inteligencji i Mądrości" Josha Billingsa
      "Problem z ludźmi nie polega na tym ,że nie mają wiedzy, ale na tym ,że w większości ich wiedza mija się z prawdą." i kontynuując tę myśl przyłączę do tego K. Marksa "Niezgodne z prawdą myślenie ,rodzi niezgodne z prawdą fakty, a wiec wypaczenia." Co powoduje niezgodne z prawdą myślenie?
      Wszystkie systemy tu wspomniane są zgodne co do tego ,że nie jest tak ,jak być powinno ,cokolwiek dla każdego z nich to co "powinno być" znaczy.
      Bertrand Russell również nie wiedział skąd, ale jak trafnie stwierdził " Historia świata jest sumą tego, czego można było uniknąć." A dlaczego nie uniknięto? ,on tego nie napisał bo zwyczajnie nie wiedział. Podobnie jak J.G.Seume powiedział "Historia jest hańbą rodzaju ludzkiego".Nie bezpodstawnie tak twierdził jedynie nie rozpoznał skąd się to wzięło. Tak więc ludzie wiedzą doskonale ,że nie jest na tym świecie tak jak być powinno, ale niestety nie wiedzą dlaczego tak jest. Co jeszcze trzeba zrobić aby przekonać ludzi o słuszności tego ,że zdrowie jest kluczem do "raju" czyli tego co być powinno.
      Dla przypomnienia:
      Dr Persinger mówił o tym: „religia jest właściwością mózgu i tylko mózgu. Nie ma nic wspólnego z jakimiś zewnętrznymi zjawiskami czy bytami. (...) Ostatnią iluzją jest to, że stanowimy wyjątkowe istoty, nad którymi czuwa ktoś w rodzaju starszego krewnego. Można to zweryfikować wyłącznie metodami naukowymi, a moje badania wykazują, że przeżycia te, to wytwór naszego mózgu (...)”.
      I tak długo jak długo mózgi będą chore tak długo ich(mózgów) wyobraźnia-myślenie będzie schorowane. Na prawdziwą duchowość przyjdzie czas wtedy, kiedy usunięta zostanie podstawowa i zasadnicza przyczyna degeneracji i patologii myślenia a później takiego myślenia skutków. Filozofia to jedna z najgłupszych czynności jakimi zajmują się ludzie od tysięcy lat, ponieważ tworzy większe problemy niż cokolwiek rozwiązuje ,potrafiąc jedynie czystym przypadkiem czasami powiedzieć coś, co jest jedynie przebłyskiem utraconej świadomości. Takimi są tu zaprezentowane przez mnie cytaty ,niepełną charakteryzacją zdarzeń i zjawisk występujących na świecie ,opis skutku bez podania właściwej dla danego zjawiska przyczyny. Z wierzącym w sensie religijnym nie ma o czym dyskutować bo przedmiot dyskusji jest nieosiągalny i wszystko co z tego wynika (wiary-religii)jest patologią w sensie człowieczeństwa rozumianego jako zgodność z naturą rzeczy.Bardzo prawdziwie w tej materii wyraził się M.Twain "Wiara jest to uznawanie czegoś ,o czym się wie ,że nie jest prawdą."
      Jakie pole manewru na takie swego rodzaju dictum ma jakikolwiek wierzący?

      Usuń
  21. Do Jarosława...którego imię bardzo żle mi się kojarzy:)
    Filozofia, filozofowanie - jako czynność mózgu, wymaga skupienia, wyciszenia, wglądu w siebie i wokół siebie. To z kolei wymaga odpowiedniego klimatu - wokół...
    A tego właśnie, w Polsce, brak. Nie czas na nią. Czy sobie wyobrażasz " filozofowanie ", w kontekście powracającego faszyzmu, nacjonalizmu, ksenofobii i powszechnie pleniącego się skretynienia?
    Prymitywizm rządzących ich tandetna krzykliwość skłania do zawieszenia " filozofowania " - na rzecz realnych i zdecydowanych działań. Tak uważam. Każdy dzień tego syfu, który oni nazywają " dobrą zmianą " - jest tragiczny dla Polski, ich świadomych obywateli, bo: oddala nas od cywilizowanego świata, a bierność i uciekanie do strefy " filozofowania " - jest dla nich bardzo wygodne, wręcz wskazane. Bo:
    Oni nie boję się filozofii i domorosłych filozofów. Oni bać się będą dopiero wtedy, gdy realna siła, siła prawdy - wsparta prawem, pokaże im kierunek, do którego zmierzają! To, co łotry wyprawiają, musi się skończyć sprawiedliwą KARĄ! Kościół jest tu współwinnym, jego polityczne zaangażowanie, w imię swoich podłych i małych interesików - aż nadto widoczne! Nie ma tam też żadnego boga! Jest chciwość, buta, skurwysyństwo.
    Jest czas na filozofowanie, jest czas na " balety " , rozrywkę, na kulturę wysoko-pojętą. Ale to nie jest TEN czas!
    Kościół jako współwinny - powinien mieć świadomość, że poniesie kiedyś za to swoje wyrachowanie i tandetną propagandę, bazującą na duchowości ludzi, przykładną karę!
    Oczywiście wymaga to obudzenia świadomości ludzi, wierz mi, że tylko zbiorowym działaniem można zmienić ich drańską postawę!
    I nie czepiaj się mnie, Jarosławie! Jesteś tu, tylko po to, żeby mącić, mieszać, a Twoją rolę określił/zlecił ten, któremu dobro Polski jest obce!
    Nie masz nic konkretnego do powiedzenia, to tylko bełkot na zlecenie... Nasz tyle wspólnego z filozofią, co ja z katolicyzmem. Czyli - NIC.
    Stanisław

    OdpowiedzUsuń
  22. " Medytacja jest dobra dla samorozwoju, ale medytacja robiona za kogoś nie zamieni łajdaka w przyzwoitego człowieka. Trzeba reagować na przejawy cwaniactwa na najniższym poziomie i na każdym kroku."... pisz Krzysztof Pieczyński.
    Moja postawa i moje - ułomne siłą rzeczy - internetowe uwagi, odnoszą się do tych słów Autora.
    Łajdakami obecna Polska stoi. Kaczor, jego niszczenie Polski, kościół i jego pazerność i zakłamanie - pod boskim parawanem...Jedno wielkie gówno.
    Boskość domniemaną - to ja mam w sobie i nie zamierzam jej zubażać słuchaniem prymitywnych dogmatów, głoszonych przez jeszcze bardziej prymitywnych " nauczycieli ", w koszmarnych sukienkach...
    Stanisław

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Medytacja jest dobra dla samorozwoju, ale medytacja robiona za kogoś nie zamieni łajdaka w przyzwoitego człowieka. napisał KP. To prawda, ale jest szansa że zmieni medytującego. Ponieważ wszystcy łajdacy są bezwiednymi łajdakami, nawet ci kościelni, co piszę by przypodobać się Stanisławowi, to jeden porządny i świadomy powodu swojej porządności na sto tysięcy łajdaków może stanowić zaczyn dający nadzieję.
    Kaczyński, KK zawsze może być gorzej. Powiem inaczej. Jeszcze nie jest tak źle by zamiast filozofować zacząć spierdalać na poważnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawałek testu z linku Ewy. Ten fragment nie dotyczy meritum, ale w pewnym zakresie nic dodać nic ująć
      " Powyższy artykuł napisałem specjalnie w sposób wulgarny, a momentami wręcz karykaturalny, aby wyostrzyć Twoje zmysły i wywołać odpowiednie lub nieodpowiednie emocje, dzięki czemu jest większa szansa wytworzenia punktu zapalnego, zwiększającego prawdopodobieństwo powstania bodźca potrzebnego do zmiany. Poza tym używając specyficznego języka ulicy, chciałem dotrzeć do innej grupy odbiorców niż typowi czytelnicy Mateusza Grzesiaka i innych znanych trenerów rozwoju osobistego w Polsce, a w szczególności do tych, którzy uważają, że rozwój osobisty to stek bzdur, truizmów i banałów. Jeśli kogokolwiek uraziłem to przepraszam, nie taki był cel tego tekstu."

      Usuń
  25. Dla tych, którzy "lubią filozofować"... . Rewelacyjny tekst. Mocne tony, a może tak trzeba?

    http://ucieczkadoraju.pl/skoncz-pierdolic-i-wez-sie-kurwa-ogarnij/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Pozwolę sobie jednak odpowiedzieć na tekst, który podesłałaś ;)

      Już dość wcześnie u dzieci, badając genetycznie, da się stwierdzić czy w przewadze podczas wysiłku są procesy beztlenowe, czy tlenowe. One determinują sprinterów i maratończyków i trudno genetycznemu sprinterowi przebiec będzie 40 km, choćby i przeszedł milion pogadanek motywacyjnych.

      Lub czy widziałaś 120 kg dżokeja, który choćby przeszedł tysiąc najwulgarniejszych seansów motywacyjnych, będzie mistrzem na wyścigach konnych?

      A co z niepełnosprawnością vs wyobrażenie by nie rzecz wulgarnie, że wszystko zależy od Ciebie?

      Ps.

      Staram się kondensować i uwierz nie działam w niczyim imieniu jak w swoim i swojego światopoglądu. :) POZDRAWIAM

      Usuń
  26. Piotrze, jak dobrze zrozumiałem ;) nie chodzi o to by rozumieć, ale o to by kochać? (PRAWO GENERALNE !) Nasze EGO to utrudnia, bo oddziela nas od świata ustawiając naszą perspektywę służebnie?

    Ale czym, że jest miłość, jak nie pragnieniem oddania się całym sercem, ale i umysłem obiektowi miłości. Czy nie jest to wyzbywanie się własnego EGO i ustawianie się w postawie jednak raczej służebnej?

    Jak rozumiesz miłość? Czy w ogóle ma sens jej rozumienie?

    Język jest realnym narzędziem opisu świata, więc zbyt szybkie rezygnowanie z niego w kontekście mistycyzmu to też według mnie błąd. Zwłaszcza gdy z miłości do siebie i świata chce nam się, by nasze cudowne doświadczenia były udziałem wszystkich, bo tak świat stałby się lepszy. Tylko jak pokazać świat mistyki komuś, kto go nie zna, czy nie właśnie używając słów, myśli, metafor i emocji ukrytej miedzy słowami?

    Chyba nie ma innej TU drogi jak właśnie pokazywanie swoich światów poprzez słowa!

    ...Bo klawiatura i ekran ;) hihihi skutecznie tłumią oddziaływanie feromonów i czuć coś trudno przed komputerem. A słowa są medium również emocjonalnym i dającym czucie – ODPOWIEDNIO DOBRANE SŁOWA!

    Czyż nie?

    Jak opisał byś Twoje czucie osobie, która tak jak ty nie czuje, ale szuka? Czy miłość to nie jednak samoofiara, czy inaczej rozumiesz miłość? To jest ciekawe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli pytasz czy dobrze zrozumiałeś, to odpowiem, że nie wiem, czy rozumiem o co pytasz. Jeśli możesz to jeszcze raz zformułuj, ale z założeniem iż nie jestem zbyt lotny i trzeba ze mną kawa na ławę

      Usuń
    2. Napisałeś:

      Zdaje sobie sprawy na poziomie myśli z odczucia, że prawem generalnym jest miłość.

      Więc na tej myśli pytam jak rozumiesz miłość? Czy nie ma w niej charakterystyki służebnej i jest to OK? Służebnej przez pragnienie oddania się obiektowi miłości.

      Rozumiem, że nie podoba ci się ustawiania świata w pozycji służebnej wobec człowieka, ale czy dla człowieka, pomijając wszelakie wiary, powinno być coś większego niż drugi człowiek? Jeśli zasadą generalną jest miłość! Czy niedlatego świat jest służebny wobec człowieka, że człowiek stał się tak silny, by go uczynić służebnym, ale w perspektywie miłości - nie destruktywnie, a konstruktywnie?

      Jak rozumiesz tę generalną zasadę miłości? Człowiek służy światu, czy świat człowiekowi? Czy miłość to nie postawa służebna? A jak tak to, wobec kogo lub czego - świata czy ludzi?

      Napisz coś o miłości poprostu :)

      Usuń
    3. Jarku@, jednak spróbuję Ci odpowiedzieć, a propos rozumienia miłości:
      Najpierw usłysz: Nawracanie na miłość.
      Nawracanie na dobro.
      Jak to brzmi?
      Przecież miłość i dobro są zawarte w Naturze i nie ma w tym temacie żadnego nawracania - jeśli nie rozumiesz, to przeczytaj 10 x przypowieść o synu marnotrawnym,
      Ojciec nie wysyła do syna kaznodziei, nie przekonuje, żeby wrócił. Dopiero jak ten który zbłądził, poczuje zło, cierpienie - fizycznie to poczuje - to zacznie odczuwać czym jest Miłość i Dobro. Jeśli ktoś kogoś "Ewangelizuje" to znaczy, że nie czuje czym jest Miłość i lepiej takiego kogoś omijać z daleka. Jest tylko jeden rodzaj "nauczania" - nauczanie bez nauczania = dobry przykład i opowiadanie bajek (przypowieści), ale bez wykładania morału, bo to już jest przemoc. Cóż wyłożyłem jeden morał, pewnie mnie spotka za to kara, ale może było warto? Chrystus wyłożył za dużo morałów to go ukrzyżowali, ku przestrodze, zginął tak jak wielu innych, którzy za dużo mówili.

      Usuń
    4. Oj to i mnie to czeka, bo dużo mówię ;)

      Ale ja teraz pytałem o rozumienie miłości - bez nawracania. Więc pytałem właśnie o naturę miłosci. O to czy da się ją językiem opisać. Pytałem, bo według mnie da się! W mojej opinii można coś sensownego powiedzieć a nie pozostawiać wszystkiego czujowi ;)

      To fakt - jestem ostrożny, gdy za dużo, względem tego, co się wie, się czuje! Miłość ma swoje szczególne cechy i to bez czucia da się opisać. Np. jest raczej służebna niż potrzebująca sług. I to jest jej fajna strona - czyż nie?

      Usuń
    5. @Jarek M.:

      Miłość ...
      Dla mnie da się o niej mówić Ale jeśli ktoś jej nie ma w środku ... nie da się jej nauczyć. To coś takiego jak orgazm. Nie dasz rady komuś wytłumaczyć jeśli nie miał orgazmu. Jak będzie miał to będzie wiedział co to jest bez wyjaśniania.

      Prawdziwa Miłość jest darem Boga. Wszyscy ją otrzymali Ale też wszyscy zasłonili ją ego. By ją zobaczyć/poczuć trzeba usunąć ego (zaciemnienia - jak mówi Piotrek W).

      Właściwości ...
      Prawdziwa Miłość jest wszystkim. W tym sensie, że jeśli pozbedziesz się ego to BĘDZIESZ Miłością. I w tym sensie służebność jest bez sensu. Prawdziwą Miłością jesteś, prawdziwą Miłość masz i jedynie co możesz z nią robić to dzielić. Dzielić się nią z braćmi i całym światem. Wtedy poznasz właściwość Miłość. Zwiększy się gdy się nią dzielisz. Dlatego jesteś wdzięczny lub tylko możesz być wdzięczny temu, kto ją od Ciebie przyjmuje.

      Świat nie ma tu specjalnie znaczenia, a tym bardziej jego służebność lub nadrzędność. Podobnie Bóg. Bóg jest tu Bogiem-Ojcem, czyli kimś kto daje. Owszem, możesz padać na kolana Ale jeżeli czujesz prawdziwą Miłość - wiesz co czuje Bóg i dlaczego jest Ojcem a nie sędzia.

      Usuń
    6. @Michał E.:
      " Chrystus wyłożył za dużo morałów ..."

      Kiedyś Osho napisał o Jezusie z pozycji zen.
      Jezus po prostu był żydem i mówił do żydów. To specyficzny naród. Dlatego powiedział "Nie sądź a nie będziesz sądzony". W zen wystarczy "Nie sądź" i już. Ale Żydzi muszą mieć 'coś za cos', wiec Jezus dodał "... a nie będziesz sądzony".
      To samo z "kochaj bliźniego swego ...". W zen wystarczy "kochaj".

      Usuń
    7. Kilkakrotnie napisałeś PRAWDZIWA MIŁOŚĆ.

      i jeszcze

      Jak będzie miał to będzie wiedział, co to jest bez wyjaśniania.

      A jak nie będzie ktoś miał? To może wtedy potrzebny jest mu jakiś drogowskaz, jakiś opis, by miał zaczym podążać!

      No chyba, że miłość jest przereklamowana;)

      Ten, co nie ma w sobie miłości jest skazany na łaskę i niełaskę losu, bo może miłość się w nim objawi, a może nie. Nie wie na co czekać, czego szukać itd...

      Opis jest potrzebny, to nie tylko czuj, ale czuj, który objawia się zewnętrznie np. w postawach np. w służebnych, trosce, zainteresowaniu, pracy na rzecz obiektu miłości.

      To, co ty opisujesz, że tak czujesz, jako prawdziwa miłość i przyrównujesz do orgazmu, to jakiś stan euforyczny, bardziej zauroczenie, zakochanie, a być może i HAJ, jakiś specyficzny odjazd, ale to za mało by uznać to za miłość.

      Miłość nie musi być euforyczna i orgazmiczna, by była miłością. A nawet częściej jest zwyczajną walką i trudem w kierunku i dla obiektu miłości. Jest pragnieniem bycia DLA, nawet, gdy jest to niemiłosiernie duży trud i ból.


      Być może łatwiej jest opisać fałszywą miłość, którą trudno rozpoznać na czuja, zanim nie zostaniesz oszukany! A potem na zasadzie negacji wyprowadzić jakiś sensowny wzorzec miłości.

      Na pewno to nie jest sam czuj LIKE ORGASM ;)

      Usuń
    8. @Jarosław M.:

      Słowo miłość ma normalnie znaczenie kochania kogos (partnera, dziecka, Boga, wolność itd.). Dlatego ja wyróżniam 'coś' albo dodając 'prawdziwa' albo pisząc z dużej litery.
      Ty wydajesz się używać takiej definicji. Stąd masz pytania co do 'obiektu' miłości.

      Ja uznaję, że Jezus przyniósł na ziemię 'inną Miłość'. Dość zgrabnie opisaną w "Hymn do Miłości". Tam nie ma 'do kogo' ta Miłość. Tą miłość nazywam prawdziwą.

      Cóż ...
      Biblia daje żydom 10 przykazań. Kto potrafi iść za Jezusem i go zrozumieć ...
      "Jedno przykazanie daję Wam ...".
      Powinieneś znać ten cytat.
      Lub inny ...
      Najważniejsze przykazanie to żadnych bogów przede mną i
      "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego".

      Cóż ...
      Ludzie znają głównie normalną miłość. Widzisz jak wygląda świat. Tak właśnie ludzie pojmują miłość.

      Teraz pytanie ...
      Po co Jezus przyszedł na świat ?
      Przecież byli 'znawcy pisma'.
      Moja odpowiedź : nie znali Boga, co im Jezus udowodnił.
      A księża katoliccy są tym samym. Nie znają Miłości Jezusowej.
      2 tyś. Lat nic ich nie zmieniło.
      Dlatego należy kk rozwiązać.

      A co z ludźmi ?
      Tak jak Żydzi ... mają 10 przykazań.
      A kogo Bóg natchnie to pójdzie drogą Jezusa (dla mnie drogą Miłości).

      Jesteś produktem kk dlatego wydaje Ci się, że Miłość jest cierpieniem. Wydaje Ci się że Bóg miał zatwardzenie i cierpiał gdy nas tworzył z Miłości.
      A Miłość jest ekstaza przy której orgazm jest niczym :-))))


      P.S.
      Ja poczułem tylko 'krople' Miłości. Nie jestem poza tym niczym innym niż ktokolwiek inny.

      Usuń
    9. Ależ Hymn o miłości Św. Pawła jest pełen podmiotów i relacji:

      Miłość cierpliwa jest,
      łaskawa jest (możliwe tylko między osobami!).
      Miłość nie zazdrości (tu też),
      nie szuka poklasku, (i tu),
      nie unosi się pychą; (i tu),
      nie dopuszcza się bezwstydu, (i tu),
      nie szuka swego, (i tu),
      nie unosi się gniewem, (i tu, bo, na kogo się nie gniewać jak nie na osoby),
      nie pamięta złego; (podobnie)
      nie cieszy się z niesprawiedliwości, (znowu)
      lecz współweseli się z prawdą. (o relacjach również)
      Wszystko znosi, (ucisk i trud również, co piszę, że tak właśnie z miłością jest, nie euforyczna, nie tylko uniesiona, ale naprawdę WSZYSTKO)
      wszystkiemu wierzy, (wiarę mają tylko osoby, a wszystkiemu to opis relacji miedzy podmiotami)
      we wszystkim pokłada nadzieję, (tu podobnie)
      wszystko przetrzyma. ( i tu)

      To opis relacji między podmiotami, który tylko wzmacnia to, co piszę w tym wątku. Nic dziwnego, bo piszę właśnie, po nauce odebranej od Św. Pawła)

      Usuń
    10. Ten Hymn, do którego się odwołałeś pisząc:

      Ja uznaję, że Jezus przyniósł na ziemię 'inną Miłość'. Dość zgrabnie opisaną w "Hymn do Miłości".

      Jakoś jest w opozycji do Twojego kolejnego twierdzenia:

      A Miłość jest ekstazą, przy której orgazm jest niczym:-))))

      Tego nie da się wyczytać z tego HYMNU. Pokaż mi gdzie, jeśli ty potrafisz;) Bo ja nie!

      Usuń
    11. @Jarek M.:
      " Pokaż mi gdzie, jeśli ty potrafisz;) Bo ja nie! "

      " wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
      a miłości bym nie miał,
      byłbym niczym. "

      Nie leń się kochany ...
      Powiedzmy, że jedziesz na regaty. Gdy wygrasz poczujesz się świetnie, prawie jakbyś miał orgazm. A pomyśl ile radości by Ci sprawiło przeniesienie góry. Byłbyś najlepszy na świecie. To byłoby super uczucie (załóżmy, że lepsze niż orgazm) a z tego wierszyka wynika, że i to tak NIC w porównaniu z Miłością :-))))

      P.S.
      Orgazm był użyty przeze mnie tylko jako sposób odczuwania czegoś. Lub sposób zrozumienia.
      Ale widzę, że Cię to nurtuje. Rozumiem Cię. Też byłem taki, że orgazm wydawał mi się najprzyjemniejszym odczuciem i najważniejszymi chwilami w życiu ...
      :-)))

      Usuń
    12. @Jarek M.:
      " Ależ Hymn o miłości Św. Pawła jest pełen podmiotów i relacji:"

      Przyjmę na chwilę Twój punkt widzenia i pokaże Ci jak ja widzę swiat.

      " nie unosi się gniewem, (i tu, bo, na kogo się nie gniewać jak nie na osoby),"

      Masz np.żonę. jeśli się na nią kiedyś pogniewałeś to nie masz dla niej miłości w sensie "Hymnu...". To samo z dzieckiem/dziećmi Jeśli masz, proboszczem, biskupem, kolegami, znajomymi i samym sobą.

      Ogólnie brak Ci miłości do wszystkich bo prawie na wszystkich kiedyś się pogniewałeś. To samo ze mną i wszystkimi ludźmi ...
      I teraz już widać dlaczego na świecie jest tyle cierpienia.

      Bo BRAK JEST MIŁOŚCI!

      Usuń
    13. @Jarek M.:
      " ja żyję już życiem wiecznym. Pytanie czy będzie ono kiedyś PIEKIELNE ;) nie do zniesienia, czy szczęśliwe. "

      Widzisz ... gdybyś naprawdę żył życiem wiecznym już byś to wiedział.

      " szczęście upatruje ... w miłości do innych ponad miłość do siebie! TRUDNE "
      "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego"

      W/g mnie KK i Ty tu właśnie popełniacie błąd. Zestawiłem Twoje słowa ze słowami Jezusa by to było wyraźnie widoczne. Jesli uznamy slowa z biblii za wzorzec to chcesz być 'świętrzy od papieża' - powodzenia ...
      Nawet nie wiesz CO zobaczysz gdy posłuchasz Jezusa i spróbujesz siebie kochać tak jak np.żonę czy matkę.
      Spróbuj ....

      "... ograniczoność natury ludzkiej, która ze świata, że tak to napiszę, dwuwymiarowego sama nie jest w stanie przejść do wyższej wymiarowości."

      W/g mnie po to właśnie Jezus pojawił się na ziemi.
      Żeby pokazać drogę ...

      "Ja jestem drogą ... "

      " Bo nadal to tylko kwestia wiary czy Buddyjskiej czy Chrześcijańskiej, czy jakiejkolwiek "

      Nie jest to kwestia wiary ...
      To kwestia ... działania.

      Nie musiałeś wierzyć, że zdołasz się nauczyć tabliczki mnożenia, żeby jej sie uczyć.
      Jeśli zaczniesz działać by wydostać się z dwuwymiarowości ... Bóg Ci pomoże :-))))
      Hi hi hi ...
      To jest to co wierzący nazywają "otwórz się na Boga a on sam przyjdzie do Ciebie"

      "Ja mam rozumienie świadomości, jako przypadłości osoby, "

      Zapomniałeś o tzw.iskrze Bożej. Masz ją w sobie a dowodem na to jest 'szukanie'. Napisałbym 'szukanie Boga' ale każdy człowiek nazywa to inaczej. Ona Cię będzie zmuszać do szukania aż do chwili gdy znajdziesz. Niektórzy ją potężnie zagłuszają i mówią, że jej nie ma.
      Lub inaczej.
      Jesteś tym kim stworzył Cię Bóg. Ale Ty wytworzyłeś ego i myślisz, że jesteś egiem. Jeśli choć trochę oczyścisz się z ego, to spod spodu wyjdziesz Ty :-))))

      Usuń
    14. @Jarosław - w aspekcie rozumienia miłości - to hymn niejakiego Pawła jest spłyceniem -licznych w starożytności - traktatów o przyjaźni, w którym słowo przyjaźń φιλία Paweł zastąpił słowem ἀγάπη, dodatkowo spłycając kontekst znaczeniowy samego słowa. Proszę poczytać co pisał na temat przyjaźni Cycero i inni starożytni (przypowieści Perskie!) i jak chrześcijaństwo spłyciło tę relację - Cycero łatwo udowadnia, że określenie: "kochać przyjaciela jak siebie samego" nie oddaje sensu miłości przyjacielskiej/oblubieńczej - kk nie stopniuje miłości! Wojtyła w swojej antropologii wraca do nurtu przedchrześcijańskiego (stopniuje miłość)- ale nie odzwierciedla tego w encyklikach - Wojtyła to dobry przykład niszczenia człowieka przez kk. Chrześcijaństwo niszcząc wzorce przyjaźni - niszczyło i niszczy Miłość - mówi: zaprzyj się samego siebie po to aby niszczyć to co dobre w człowieku -
      Paweł nie napisał źle,(w tym fragmencie który przytaczasz), ale jak na swoje czasy napisał za mało i za płytko.
      Cały czas Paweł zwalczał nauczanie Chrystusowe,
      jak mu się nie udało od zewnątrz, to wniknął do grupy pierwszych Chrześcijan i tak przekręcał nauczanie Chrystusa, że Kościół można nazwać Pawłowym, a nie Chrystusowym. Proszę zrób sobie Jarku analizę co nauczał Chrystus, a co Paweł.
      Paweł nie tylko reinterpretował, ale przeinaczał... zgadzam się z Tobą: miłość jest personalistyczna.

      Usuń
    15. @Michał E.:
      " miłość jest personalistyczna. "

      A czym dla Ciebie jest miłość ?

      (Jeśli możesz to nie cytuj jakiejś definicji tylko odczytaj ja z głębi siebie)

      Usuń
    16. @Jan K. @Jarosław M.
      Definicja Miłości cd.
      Tak, masz rację Janie - podejrzewam, że tego boi się Jarosław - on chce rozumieć miłość- bo boi się tak naprawdę pokochać. Nie ma się czego wstydzić ja też odczuwałem, a może nadal jeszcze odczuwam lęk przed miłością.
      Dlatego unikam podawania definicji - dla mnie ważniejsze jest czuć. Byłoby tragedią dala człowieka poznać "pełną" definicję Miłości i nie móc jej poczuć.
      Wskazałem tylko na jeden aspekt miłości i na to, że opis Pawła z Tarsu jest nie tylko nie pełny, ale również bardzo spłycony. Z drugiej strony "na szczęście" nie da się miłości w pełni zdefiniować. W pewnym sensie rozgrzesza to Pawła (w aspekcie tego 13-go fragmentu do Koryntian), ale nie rozgrzesza kk.
      Bo zawsze na pierwszym miejscu jest czyn. Dlatego nauczmy poprzez przykład, a nie intelektualne rozważania.
      Pomyśl co z tego, że jakiś papież przeczytał Hymn o Miłości swoim wiernym, skoro ci wiedzą,że nie tak dawno kazał wydłubać oczy swojemu rywalowi (to była nawet dość powszechna praktyka).
      Dam jeszcze taki fajny przykład ktoś przeczytał, że Miłość nie zazdrości, ale nie potrafi tego poczuć, uważa, że to jakaś abstrakcja. Ktoś inny kochając nie potrafi wzbudzić sobie zazdrości, bo już to życiowo "przerobił" ale nie czytał, że to jest jedna z cech miłości.

      Usuń
    17. @Michał E.:
      Miłość ...

      Ja specjalnie naciskam Jarka w tym miejscu bo TU jest wielki przekręt KK a więc i jego jako przedstawiciela i 'głosiciela'. Inaczej mówiąc słabość.
      Oczywiście, KK świetnie broni tego miejsca a Jarek ?
      Może zobaczymy...

      Gdyby udało mi się pokazać mu prawdę w tym miejscu to jego mur kato-filozofa mógłby mieć sporą rysę.
      (niestety tylko moją prawdę :-))))

      Ad. Definicji.
      Ja poszedłem odwrotnie.
      Każdy ma swoją Miłość.
      (A dokładniej definicje).
      Ja przyjąłem "Hymn ..." jako najlepszą definicja jaką znałem. Potem stwierdziłem, że tego we mnie nie ma. No to zostawiłem to w spokoju i zająłem się RD. Potem poczułem właśnie taką Miłość.
      Hi hi ...
      Ktoś mógłby powiedzieć, że to autohipnoza :-))))
      Ale tak nie jest ...

      Tak, że nie widzę problemu z definicją i szukaniem Miłości.
      Ech ...
      Niestety, by była prawdziwa musi mieć te wszystkie cechy (w/g mnie).
      RD jednak ją mocno przybliża :-))))

      To samo z dyskusją. Najlepiej dawać przykład Miłość. Ale gadanie też zwiększa/przybliża zrozumienie danego tematu :-))))

      Usuń
    18. @ Jan K.
      tylko szczere "gadanie" zbliża.
      Wyobraź sobie Hitlera nauczającego o Miłości - dla mnie efekt byłby taki, że im lepszą definicję bo podał tym gorzej, bo wprawiałby słuchaczy w dysonans.

      Usuń
    19. Inaczej mówiąc. Tylko ci o miłości mogą nauczać i wskazywać do niej drogę, jeżeli to w ogóle możliwe, co sami do niej dotarli. W przeciwnym razie nazwane atrybuty miłości stają się się tylko przedmiotem oszustwa.

      Usuń
  27. Jarku zrozumiałem, przemyślę to odpiszę wieczorem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy byłem studentem miałem generalny problem. Miałem niodparte wrażenie że jestem mądrzejszy od niektórych swoich wykładowców. Byłem równocześnie na tyle głupi, że się z tym nie kryłem. Dziś przybyło mi doświadczenia, ale dalej autorytety dla mnie nie mają znaczenia. Nie mam z tym problemu. Profesor oxfordzki, czy nie, to warto przeanalizować co mówi, jeśli się potrafi, a nie być przytłoczony w ocenie jego pozycją i uznaniem. Richard Dawkins, Jest doktorem honoris causa uniwersytetów: Westminster, Durham, Hull i Walencji oraz laureatem l Nagrody Literackiej "Los Angeles Times" (1987) oraz Srebrnego Medalu Londyńskiego Towarzystwa Zoologicznego (1989). Czasopismo "Prospect" umieściło go na trzecim miejscu na liście najwybitniejszych współczesnych intelektualistów znanych szerokiej publiczności (wyprzedzili go Noam Chomsky i Umberto Eco). Opty polecił mi jego książkę "Bóg urojony". Przeczytałem i powiem tak: zgadzam się z nim w 95 %. Jednak w tych pozostałych 5% tak bardzo się w nim nie zgadzam, że diametralnie nie zgadzam się z nim w ogóle. Sam RD pisze o prawach przyrody. Problem w tym iż ta  przyroda kończy mu sie niebardzo dalej niż sięga nasza wiedza, lub co najwyżej gdzie sięgnąć kiedyś może. Dla mnie przyroda to wszystko wraz ze mną o czym wiem i dalej o czym nie wiem i wiedzieć nie mogę. Bez kresu w nieskończoność. Taka jaką może wyobrazić sobie moja wyobraźnia i taka jaką wyobraźnia nie kształtuje. Prawa zaś które możemy zaobserwować, ba nawet więcej które sobie jesteśmy sobie wyobrazić, są zaledwie cząstką lub nawet tylko pochodną praw generalnych, których nie możemy objąć tak by je zrozumieć bo nie są na naszą miarę. Ocierając się o nie w naszym wymiarze, ci którzy mają na to otwarte pojmowanie, celowo nie pisze umysły, odbierają jako harmonie i miłość. Miłość Jarku to nie to co ty ja czuje i nazywamy swoją miłością. To prawo generalne nie potrzebujące obiektu. Nie znasz tego bo wzbraniasz sie przed medytacja i pojąć nie jesteś w stanie. W stanie medytacji możesz doświadczyć czystej miłości bez myśli bez obiektu. Jednak Jan który medytuje napisał ci coś bardzo podobnego. Co bym dawał za przykład będzie nie oddające bo jest to prawo pierwotne i większe od wszystkich. Miłość której my doświadczamy świadomie myślowo to tylko dotkniecie tego strumienia przez nas przepływajacego o konkretny obiekt. To jak światło słońca którego w przestrzeni kosmicznej nie widać, ale które da ci o sobie informacje kiedy napotka obiekt, np księżyc. Jarku księżyc nie świeci, podobnie to nie ty generujesz miłość. Ona jest. Medytacja pozwala się na nią otworzyć. Stajesz się przeźroczysty likwidując ego i miłość dociera do wszystkiego bez różnicy. Kochasz na równi wrogów i przyjaciół o czym mówił Chrystus. Lecz nie on pierwszy doświadczał tego stany.  Ego działa jak przysłona. Przepuszcza promień miłości tylko na tych którzy wzmocnią to ego. Myśli bezwiednie służalcze wobec ego prokuruja sytacje gdzie to się dla ego opłaca. Często bywa tak iż stumień przepuszczony przestał wzmacniać ego. Porzucił nas kochany partner, zawiodła nas przyjaźń. Wtedy miłość zamienia sie w nienawiść. Gdyby nie ego miłość trwała by niezmiennie. Kiedy jest ego to można mówić o potrzebie wyboru obiektu. Można analizować czy miłość jest taka czy inna. Jeżeli nie ma ego mie ma żadnej służebności. Niczemu nie służysz bo jest to naturalne. Jest to naturalne bo jesteś tym. Jesteś w naturalnym nurcie, a może jesteś tym nurtem. I tu też nie zgodzę sie z RD.  Choć podobnie jak on nie uważam że dają coś proszenie nurtu by coś dla ciebie zrobił. Prośby i modlitwy nic nie dają. Nurtu też nic nie obchodzi i nie wie w ludzkim pojęciu co my robimy. Jednakże można dostroić się do nurtu i czerpać z tego korzyści, w szerokim zakresie tego pojęcia. Jedni od urodzenia różnią sie od innych poziomem dostrojenia. Etyczny sposób pojmowania otoczającego świata jest tego dowodem. Etyka wskazuje na harmonie. Jest dowodem przepuszczalności dla światła miłości. Możemy jednak doskonalić sie świadomie i dostrajać do nurtu. To daje medytacja.

      Usuń
    2. Zdarza się to także w modlitwie kiedy w swojej żarliwości przez przypadek opuszcza sferę myśli. Nie zgadzam sie z RD. Uważam że można świadomie dostrajać się do nurtu energii świata i mieć z tego korzyści. Inna sprawą jest to że ci co tą energie, ten nurt, to prawo nazywają Bogiem zazwyczaj są mało umiejętni w dostrojeniach. Chociaż są wyjątki

      Usuń
    3. Miłość to energia, PURE LIGHT, Natura Buddy? To chcesz powiedzieć?

      Ja jednak się nie mogę zgodzić z tym, że miłość jest tożsama z samą tylko energią, bo była by jak wspomniany przez ciebie nurt - bezstanowa. A i ty pisząc:

      Kochasz na równi wrogów i przyjaciół

      Zauważasz, że miłość wymaga kontekstu, w którym ujawnia się pewna (owszem) energia. Wymaga podmiotów, bez nich staje się bezstanowa i traci piękno, zresztą w ogóle jej wtedy nie ma! Miłość to kontekst ujawniający się w pragnieniu i działaniu, a nie w błogostanie poza myślami!

      Wtedy to, co się doświadcza bardziej przypomina stan uniesienia, może i NIRWANE, może i Czyste Światło, ale nie miłość, bo miłość może być utaplana w bólu, brudzie i trudzie i może całkiem, być poza euforią, może być cierpieniem i nie tracić nic ze swojego piękna, a nawet czasem zyskując cudowna szlachetność.

      Bezstanowe uniesienie to nie miłość i nie można powiedzieć, że w takim stanie kochasz i wrogów i przyjaciół, bo to przecież trwanie gdzieś poza myślą.

      W takim stanie nie powinieneś dostrzegać ani wrogów ani przyjaciół, bo chyba taka jest idea medytacji, którą troszkę już mi kiedyś przybliżałeś?

      A bez wrogów i przyjaciół, jako podmiotów, nie możesz mieć pewności czy to miłość, czy uniesienie!

      Miłość do wrogów jak się objawia, że masz przyjemny stan uniesienia, czy, że w razie, co to wroga nie zniszczysz, ale wybaczysz i dasz mu kolejna szansę, nawet jak ryzykujesz swoim zniszczeniem?

      Miłość to zawsze podmiotowy kontekst, dlatego nie mogę się z Tobą zgodzić.

      I to nie tylko mój rozum tak mówi, ale i czuj ;) hahha gdzieś tam w środku, który też czasem się we mnie tli! O ZGROZO :( hahahaha

      Usuń

    4. Kochasz na równi wrogów i przyjaciół

      Zauważasz, że miłość wymaga kontekstu pisze uparcie Jarek.
      Nie wymaga. Napisałem o tym i głównie o tym kupę słów wyżej. Rozumiem że tego nie doświadczasz. Ale dlatego ci to opisuje. Gdybyś doświadczał, to ty byś tłumaczył komu innemu, a ja tobie bym nie musiał. Popatrz na zbieżny sens wpisu Jana. Ja sie z nim nie umówiłem. On wie po prostu to co ja. I tak jak ja wie jak to wiedzieć.

      Usuń

    5. Kochasz na równi wrogów i przyjaciół

      Zauważasz, że miłość wymaga kontekstu pisze uparcie Jarek.
      Nie wymaga. Napisałem o tym i głównie o tym kupę słów wyżej. Rozumiem że tego nie doświadczasz. Ale dlatego ci to opisuje. Gdybyś doświadczał, to ty byś tłumaczył komu innemu, a ja tobie bym nie musiał. Popatrz na zbieżny sens wpisu Jana. Ja sie z nim nie umówiłem. On wie po prostu to co ja. I tak jak ja wie jak to wiedzieć.

      Usuń
    6. @Jarek M.:

      Może te zdania coś Ci przybliżą.

      Bóg jest Miłością.
      Bóg Cię kocha.
      Bóg stworzył Cię z Miłości.

      Jeśli uważasz, że któreś jest fałszywe to napisz które.

      Usuń
    7. Zgadzam się, ale zauważ, że ja w tym ujęciu to podmiot jego miłości, czyli jest kontekst.

      Zastanawiam się, czy można byłoby Boga nazwać miłością, jeśli nic poza nim by nie było?!

      Po ludzku byłby nazwany narcyzem, jeśli by twierdził, że jest miłością, a był tylko sam!

      Usuń
    8. W tym ujęciu Miłość jest raz osobą (Bogiem) a raz 'uczuciem'.
      Gdy jest (gdy ją tak ujmiemy) uczuciem to pojawią się podmiot.

      Gdy jest kimś to podmiot Miłości znika.
      Buddyści mówią podmiot i przedmiot stają się jednym.

      Trudno powiedzieć kim Bóg jest.
      Jest wieczny i jego dzieci są wieczne. Na ludzką logikę wynika, że zawsze nie był sam.
      Lub z głupia ujmując. ..
      Stworzył się i stworzył nas w tym samym momencie.
      Lub inaczej ...
      nigdy nie był nikim innym i my też byliśmy zawsze.

      Usuń
    9. :) Coś tak właśnie, coś w ten deseń!

      Oj, a jak jeszcze byś przyjął, że to nie tylko osoba, nie tylko uczucie, ale i działanie na rzecz podmiotu, to byłoby bardzo, bardzo dużo! :)))))

      Ja mam taką swoją teorię. Wieczność może być (napiszę skrótem i symbolicznie by nikogo tu nie rozdrażniać;)) PIEKŁEM i NIEBEM. Różnica w między nimi to różnica wynikająca z obiegu energii miedzy podmiotami.

      PIEKŁO się staje, gdy ktoś chciwie, samolubnie pożera energię innych, chłonie wrażenia, powiększa stan posiadania itd.!

      Ostatecznie, gdy posiądzie wszystko i wszystko doświadczy, zostanie sam z nudą i chęcią śmierci, która nie nastąpi, bo jest wieczność! To jest właśnie PIEKŁO!

      NIEBO to obieg energii w miłości, żyje nie dla siebie, ale dla obiektu miłości, tak wyrzucana energia z siebie, zawsze będzie dynamiczna, zawsze będzie miała potrzebę trwania! Co najważniejsze tylko tak da się z cierpieć, a nawet twórczo trwać w wieczności - ze względu na relację miłości, która dynamizuje życie i sprawia, że chce się żyć! Żyć dla Kogoś!

      A tak już tylko dygresyjnie, to tak prawie jak piszesz rozumiem Trójcę Św. Bóg jest miłością, bo jest jednym podmiotem, jako miłość, stwórca, nieśmiertelny i wieczny mocarz i rozum, ale w trzech postaciach.

      Rzeczywiście na ludzką logikę, jak piszesz, wynika, że był zawsze i nie był sam!

      TAKI BÓG PASUJE DO OPISU WIECZNEJ MIŁOŚCI!

      Usuń
  28. Polska laicka, jakże słuszna idea Krzysztofa Pieczyńskiego, oddaje pole rozważaniom, często pseudofilozoficznym.
    A Polska laicka - to fundament, podstawa, opoka... normalności! Kto tego nie pojmuje, w kontekście wydarzeń bieżących - ten kiep!
    Można zatem , wykazywać się wiedzą/?/ na temat dogmatów kościelnych, które - jak to dogmaty - nie wymagają udowodnienia i wiedzy naukowej. Wymagają, jedynie, ślepej wiary w to, co grzeszni i / jak udowadniają fakty/ podli faceci w sukienkach!
    Jezus? Jezus to, Jezus tamto...To akceptowanie narzuconej narracji. Jezus - to najpopularniejsze imię żydowskie w tamtych czasach. Jezusów było tylu, co Janów - dziś. Żyd w wieku 33 lat, żyd - kawaler, to odchyłka od normy i tamtejszych obyczajów. Amerykanie, kręcąc filmy i chcąc użyć - w nich - uogólnienia, używają nazwiska " Kowalski ". Jezus - też mógł być takim uogólnieniem.
    Historia, zawsze - pozwala oprzeć się na faktach, które są opisane i tożsame z tamtymi czasami. Mit o Jezusie, jeśliby miał być oparty o wydarzenia historyczne, powinien być potwierdzony bieżącymi zapisami...choćby takimi, jakie dotyczą czasów faraonów egipskich. Wcześniejszymi, w stosunku do czasów jezusowych, o 1000 lat. Z tamtych czasów mamy mnóstwo dowodów, zapisów bieżących - żadnego dowodu pisanego aktualnie, tożsamego z czasem ich zaistnienia. Dotyczącego Jezusa.
    Wszystkie zapisy, w postaci ewangelii/ dlaczego kościół wiele z nich ukrywa? /, powstały wiele lat - po! Co, siłą rzeczy musi budzić wątpliwości, co do: prawdy zapisanej w papirusach...
    Jako młody człowiek, mieszkający w Gdyni, mieście marynarzy, miewałem dostęp do narkotyków, a były to czasy hippisów, buntu i protestów. Pamiętam tekst jaki czytałem , a jaki był tłumaczeniem wersji amerykańskiej.
    Ten 30 stronnicowy elaborat, opisywał:
    Doznania kuli bilardowej, a autor, pod wpływem LSD, miłą taką fantazję, że ... to - co napisał - miało sens / filozoficzny/ i autor nie powtarzał się...
    Władza, która opiera swoje aktualne rządy, o dogmaty kościoła, sama postawa kościoła - budzi przerażenie, jeśli chodzi o przyszłość!
    Polska Laicka - to najpilniejszy cel! Potem można gadać, filozofować, zakładać i analizować! Dziś - to temat zastępczy, dla ludzi, którym dupsk nie chce się ruszyć, a chcą by" aktywni".
    Stanisław

    OdpowiedzUsuń
  29. Polska laicka, jakże słuszna idea Krzysztofa Pieczyńskiego, oddaje pole rozważaniom, często pseudofilozoficznym.
    A Polska laicka - to fundament, podstawa, opoka... normalności! Kto tego nie pojmuje, w kontekście wydarzeń bieżących - ten kiep!
    Można zatem , wykazywać się wiedzą/?/ na temat dogmatów kościelnych, które - jak to dogmaty - nie wymagają udowodnienia i wiedzy naukowej. Wymagają, jedynie, ślepej wiary w to, co grzeszni i / jak udowadniają fakty/ podli faceci w sukienkach!
    Jezus? Jezus to, Jezus tamto...To akceptowanie narzuconej narracji. Jezus - to najpopularniejsze imię żydowskie w tamtych czasach. Jezusów było tylu, co Janów - dziś. Żyd w wieku 33 lat, żyd - kawaler, to odchyłka od normy i tamtejszych obyczajów. Amerykanie, kręcąc filmy i chcąc użyć - w nich - uogólnienia, używają nazwiska " Kowalski ". Jezus - też mógł być takim uogólnieniem.
    Historia, zawsze - pozwala oprzeć się na faktach, które są opisane i tożsame z tamtymi czasami. Mit o Jezusie, jeśliby miał być oparty o wydarzenia historyczne, powinien być potwierdzony bieżącymi zapisami...choćby takimi, jakie dotyczą czasów faraonów egipskich. Wcześniejszymi, w stosunku do czasów jezusowych, o 1000 lat. Z tamtych czasów mamy mnóstwo dowodów, zapisów bieżących - żadnego dowodu pisanego aktualnie, tożsamego z czasem ich zaistnienia. Dotyczącego Jezusa.
    Wszystkie zapisy, w postaci ewangelii/ dlaczego kościół wiele z nich ukrywa? /, powstały wiele lat - po! Co, siłą rzeczy musi budzić wątpliwości, co do: prawdy zapisanej w papirusach...
    Jako młody człowiek, mieszkający w Gdyni, mieście marynarzy, miewałem dostęp do narkotyków, a były to czasy hippisów, buntu i protestów. Pamiętam tekst jaki czytałem , a jaki był tłumaczeniem wersji amerykańskiej.
    Ten 30 stronnicowy elaborat, opisywał:
    Doznania kuli bilardowej, a autor, pod wpływem LSD, miłą taką fantazję, że ... to - co napisał - miało sens / filozoficzny/ i autor nie powtarzał się...
    Władza, która opiera swoje aktualne rządy, o dogmaty kościoła, sama postawa kościoła - budzi przerażenie, jeśli chodzi o przyszłość!
    Polska Laicka - to najpilniejszy cel! Potem można gadać, filozofować, zakładać i analizować! Dziś - to temat zastępczy, dla ludzi, którym dupsk nie chce się ruszyć, a chcą by" aktywni".
    Stanisław

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Stanisław :
      " Polska laicka - to fundament, podstawa, opoka... normalności! Kto tego nie pojmuje, w kontekście wydarzeń bieżących - ten kiep!"

      Widzisz, księża mówią tak ...
      "Kto nie wierzy w Boga ten kiep".

      Zmieniłeś dogmat 'wiary' na dogmat 'Polska Laicka'. Nie wystarczy 'idiota' nazwać kogoś, kto inaczej myśli. A ponieważ ja myślę podobnie do Ciebie to nazywasz 'idiotą' nawet podobnie myślących.
      Dlaczego ?
      Bo masz ochotę.
      Uzasadniasz to bo nie łapiemy za kosy i nie lecimy do najbliższej plebani 'riezać czarnego'.
      Ale popatrz - Ty też nie lecisz ...
      Pan Pieczyński też nie. Owszem on przynajmniej organizuje spotkania.
      Byłeś na jakimś ?
      Ja tak. Zrezygnowałem z Londynu bo to trochę daleko.
      Czekam na rejestrację stowarzyszenia by się zapisać.
      Zapiszesz się ?
      Gadam na innych forach. Pisze tam o blogu Pieczyńskiego.
      Zawołałes - nie chodźmy do kościoła - Nie byłem, choć Jasna Górę widzę z okna i lubiłem tam spacerować. Na SDM nie byłem ... A Ty ?

      Popieram Polskę Laicka bo wiem, że kk jest zepsute.

      A Ty nazywasz mnie 'idiota' bo se gadam na forum.
      Chcesz nam zamykać gęby.
      Pamiętasz takich co zamykali gęby na siłę ? Co mieli jedyną słuszną rację ?
      O TO Ci chodzi ?

      Usuń
    2. @Stanisław :

      Dogmaty, Jezus, księża ...

      Warto poznać wroga by go zwalczać. Chyba, że masz dość siły by ich zlikwidować bez poznawania.

      A co myślisz o religii wewnętrznej głoszonej przez Pana Pieczyńskiego. W Londynie też o tym wspominał ?

      Usuń
  30. Zacznę od Stanisława. Blog Pieczyńskiego ma wiele tematów - odsłon. Zagospodaruj jedną. Mogę zrozumieć że palisz się do aktywności do czynnej i spektakularnej walki z KK. Chcesz o tym pisać organizacyjnie. Oczekujesz konkretnych akcji. No to bierz pióro i proponuj strategie. Ech tam strategie; zaproponuj choć jeden wymierny wykonalny i mądry w dzisiejszej sytuacji krok. Jak będzie spełniał te kryteria w co szczerze wątpie to pewno ktoś do ciebie przyłączy. Ja na dziś nic takiego nie widzę. Inni filozofowie  z naszego kręgu, też, bo byś o tym usłyszał. Pieczyński też nic spektakularnego w oczekiwanym przez ciebie wymiarze nie wymyślił, więc proponuje byś teraz ty stał się wodzem czynu. Ale puki nic MĄDREGO nie zaproponujesz to daj nam żyć.

    OdpowiedzUsuń
  31. Z drugiej strony ciężko mieć do ciebie pretensje. Jesteś jak większość ludzi. Opisałeś dość precyzyjnie miłość przepuszczoną przez filtr zaciemnień ego. Jeżeli jesteś porządnym etycznym facetem, a tak o tobie myślę, to wynika to z twojego stanu początkowego. Niestety nie umiesz tego pogłębić. A masz szanse. Choćby przez to że ktoś ci powiedział, że istnieje taka możliwość. Większość ludzi na świecie nie ma nawet takiej szansy.

    OdpowiedzUsuń
  32. Bezstanowe uniesienie to nie miłość i nie można powiedzieć, że w takim stanie kochasz i wrogów i przyjaciół, bo to przecież trwanie gdzieś poza myślą.

    W takim stanie nie powinieneś dostrzegać ani wrogów ani przyjaciół, bo chyba taka jest idea medytacji, którą troszkę już mi kiedyś przybliżałeś? (Jarek)
    Myślałem że napisałem jasno, ale widać to nie takie proste.
    Kiedy doświadczasz szczytu medytacji, o niej tu piszesz nie ma wrogów ani przyjaciół.Nie ma niczego ze świata relacji. Czasami bywa że dociersz do czystej miłości. Te spotkanie rozpuszcza nieco, mówię o sobie, ego. Czyści z niego tą szybkę. I kiedy wracasz do świata relacji to miłość równiej przez ciebie przenika, do wszystkich i wszystkiego. Przyjaciółni stają się ludzie przedtem obojętni. Wrogowie przestają być postrzegani jako nie wrogowie. Patrząc na byłych wrogów robisz rewizję własnych zaciemnień, które spowodować mogły, że ktoś stał się twoim wrogiem. Jeżeli zaciemnienia są nie po twojej stronie a po jego, to rozpoznajesz je. To wystarczy by pozbyć się wrogości

    OdpowiedzUsuń
  33. Piszesz:

    Kiedy doświadczasz szczytu medytacji, o niej tu piszesz nie ma wrogów ani przyjaciół. Nie ma niczego ze świata relacji.

    I ja tak to rozumiem!!!!

    Rozumiem również, że rozpuszczanie nieco "EGO", czyszczenie owej szybki, w stanie szczytu medytacyjnego NIE POWINNO BYĆ ZAUWAŻONE, bo jednak jest rodzajem relacji (ma pytać jak rozumiesz słowo relacja? To chyba przesada!), bo relacja zachodzi miedzy obiektami, czystą miłością - jak piszesz i Twoim EGO! Więc jeśli dochodzi do rozpuszczania "EGO" to mamy podmioty - rozpuszczającego i rozpuszczanego! A jak podmioty to również osoby, wtedy faktycznie Czysta Miłość, jest Bogiem!

    Ale w Buddyzmie nie ma Boga?!!!! A jak nie ma Boga, niema podmiotów, to nie ma też MIŁOŚCI, bo miłość to podmiotowa relacja, a medytacja relacje neguje!

    Zastanawiałeś się, że może w swojej medytacji doświadczasz Boga osobowego? Wtedy "równanie" zaczynałoby się zgadzać. U Jana podobnie pewnie, a nawet może i pewniej, bo on nie stroni od słowa BÓG!

    :) Pisałem Ci już kiedyś, że tak całkiem to medytacja nie jest mi obca i coś nieco czuję, o czym mówisz. Po prostu uważam, że nie do końca właściwie to opisujesz. Słowa mają raczej ustalone znaczenia i tak powinno pozostać. Miłość by była miłością musi być podmiotowa. Musi mieć obiekty kochania! Nie mówię, że nie doświadczasz tego, co doświadczasz, ale albo nie jest to miłość, albo źle ją opisujesz. Np. negujesz jej podmiotowość, bo ona wskazywałaby na osoby, na osobowe Bóstwo, czego Buddyzm nauczył Ciebie negować.

    Może precyzyjniej trzeba było by nazwać stan, który doświadcza się u szczytu medytacji harmonią ze wszechrzeczą, ale nie miłością, bo ta potrzebuje podmiotów, które w twoich wypowiedziach i wypowiedziach Jana są, tylko jakoś ich nie zauważacie...

    Buddysta nie jest bardziej podobny STOIKOM, którzy cnotę rozumieli, jako płynięcie z nurtem stających się rzeczy, nigdy pod prąd, gdzie nie ma dobra, nie ma zła, a wszystko się po prostu staje i trzeba to przyjąć tak jak jest i nie wydziwiać;)?

    Tylko, że STOICYZM, był bardzo niemiłosierny i mocno zorientowany na sobie, co się raczej w zwykłym życiu, jak pokazuje historia nie sprawdziło! :)

    Jutro jeszcze coś pewnie napisze, a potem znów kilkanaście dni ŻAGLI :) haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ale w Buddyzmie nie ma Boga?!!!!"-Jarek

      A w chrześcijaństwie jest Bóg???
      W katolicyzmie jest Bóg?
      Gdzie On tam jest, bo ja go nie widzę, co gorsza reszta udaje ,że go widzi. Oni wierzą ,że On jest ale go tam nie ma. W katolicyzmie dużo się mówi o bogach, bo katolicyzm to rzeczywiście wielobóstwo. Czy katolicy są na prawdę tak ślepi? ,czy za klasykiem, rżną głupa?
      " Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką , i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko.(...)
      Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. 28 Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: "Jesteśmy bowiem z Jego rodu". 29 Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że Bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka." Dz.Ap.17,24-29
      Czy katolicy potrafią czytać? - tak.
      Czy katolicy potrafią myśleć? - nie.
      Czy katolicy wiedzą o czym tu mowa? - nie.
      Czy katolicy w coś wierzą? - tak.
      Czy katolicy wiedza w co wierzą? - nie.
      Gdyby katolicy cokolwiek wiedzieli w tym temacie to przestaliby wierzyć. Bo wiedza odbiera wiarę.
      "Nie szukajcie prawa w waszych
      księgach, gdyż prawem jest życie,
      podczas gdy księga jest martwa.”
      Esseńska Ewangelia Pokoju

      Dlaczego współczesna księga Łukasza, zawiera zawrotne 10000 słów więcej niż ta sama Ewangelia w Biblii Synajskiej? Zdaniem chrześcijańskich analityków
      dawne wersje nie potwierdzają współczesnych opisów
      wniebowstąpienia Jezusa, a to zafałszowanie jasno
      wskazuje na zamierzone oszustwo. (W dalszym ciągu mowa o
      księdze Łukasza.)
      Odpowiedz sobie dlaczego w Biblii Synajskiej w księdze
      Marka 1.1, na początku tego tekstu nie pojawiają się słowa opisujące Jezusa Chrystusa jako „syna Bożego”, tak jak we współczesnych wydaniach?
      Odpowiedz sobie również dlaczego w żadnej Dawnej Ewangelii Marka nie odnotowano nadprzyrodzonego pojawienia się zmartwychwstałego Jezusa, ale teraz we współczesnej Biblii występuje opis zawierający ponad 500 słów (Marka 16:9-20)?
      W Biblii Synajskiej nie tylko brakuje tych opisów, ale nie ma ich również w Biblii Aleksandryjskiej, Biblii Watykańskiej,Biblii Bezae i w dawnym łacińskim manuskrypcie Marka...
      A przecież zmartwychwstanie jest fundamentalnym argumentem chrześcijańskiej wiary!

      http://kazik1.republika.pl/Inne/ForgedOrigins.htm

      Usuń
    2. cd.
      No cóż, 2000 lat ciągłego wpajania czegoś, co niekoniecznie jest prawdziwe (pamiętne słowa Goebbelsa?) zostawiło trwałe ślady w świadomości wychowanych w chrześcijańskiej tradycji ludzi... Katolicyzm to nawet nie jest religia , to jest Tradycja powtarzania bezwiednie bredni.
      Dr Tischendorf w swoich krytycznych
      zapiskach na temat Biblii Synajskiej liczących 15000
      stron napisał, że „Wydaje się, że osobę Jezusa Chrystusa
      uczyniono narratorem wielu religii”. Wyjaśnia to w jaki sposób relacje z hinduskiej starożytnej epopei Mahabharata pojawiły się dosłownie w dzisiejszych Ewangeliach (np.: Mat.1:25, 2:11, 8:1-4, 9:1-8, 9:18-26) i dlaczego słowa Phenomena, greckiego męża stanu Aratusa z Sicyon (271-213p.n.e.) znajdują się w Nowym Testamencie. To nie są urojenia jakiegoś chorego umysłu, bo dr Tischendorf był profesorem teologi i swoje całe życie poświecił badaniom Nowego Testamentu!
      "
      O kosmiczny Rodzicielu/Rodzicielko wszelkiego blasku i
      wibracji!
      Zmiękcz grunt/ziemię naszej istoty i wyrzeźbij w nas przestrzeń,w której twoja Obecność może zamieszkać.
      Napełnij nas swoją kreatywnością, tak byśmy mogli mieć
      moc, by rodzić owoce twojej misji.
      Niech każde nasze działanie rodzi owoce zgodnie z naszą
      wolą.
      Obdarz nas mądrością, by tworzyć i dzielić się
      Tym, czego każda istota potrzebuje, by wzrastać i rozkwitać.
      Rozplącz splątane nici przeznaczenia, które są naszymi
      pętami, jako i my uwalniamy innych z poplątania w pomył-
      kach z przeszłości.
      Nie pozwól, byśmy dali się zwieść tym, którzy by nas odwodzili od naszego prawdziwego celu, ale oświetl możliwości chwili teraźniejszej.
      Bowiem ty jesteś gruntem/ziemią i żyzną/owocną wizją,
      Mocą narodzin i spełnieniem, jako że wszystko jest łączone i staje się jednym ponownie."
      Czy poznajcie ten tekst? Nie? To jest „Ojcze Nasz” w miarodajnym wiernym przekładzie prosto z Aramejskiego. (A nie z aramejskiego na grekę, dalej łacinę, staroangielski i dopiero nowożytny angielski, itd.
      Zawsze lepiej jest wiedzieć niż wierzyć.

      Usuń
  34. Jarku Jarku!
    Jak widać metody dowodzenia swego przez KK przylegają do sposobu myślenia wiernych. KK wielokrotnie stosował metodę iż np dowody na istnienie Boga, niektóre, konstruował nie faktów i logiki tych faktów, lecz z manipulując słowami te fakty opisującymi. I wtedy wychodziło im co chcieli, lecz wnioski w odniesieniu do rzeczywistości były błędne. Ty w swoich wywodach miejscami przyjmujesz taką metodę. Ze słów budujesz pozornie prawdziwy wniosek, a dalej na nim opierasz cały swój wywód. Operuj  w swoich przemyśleniach faktami a nie ich słownym opisem. Wracajac do sprawy. Zdaje mi sie iż błędnie intrpretujesz co oznacza, co sie dzieje z człowiekiem który rozmywa ego. On nie przestaje dla siebie istnieć. On tylko odnajduje siebie na innym poziomie. Są jak ci pisałem pewne analogie pomiędzy wielkimi religiami. I dla twojego zrozumienia do takiej się teraz odwołam. Nie rób jednak z tego odwołania generalnych wniosków, gdyż to tylko pomoc naukowa i oprócz analogii są też zasadnicze różnice. KK naucza o duszy nieśmiertelnej, buddyzm o świadomości, dla ułatwienia powiedzmy że też nieśmiertelnej. Jest analogia ale są zasadnicze różnice. Dusza twoja po śmierci obiecuję dalej być tobą pełnowymiarowo. Zabiera ze sobą całe twoje ziemskie ego. Całego Jarka z jego pełnym ziemskim przekonaniem o sobie jaki on jest i jakie ma sądy .   Czysta Świadomość to coś całkiem innego. To stan prawie nie do opisania. Można powiedzieć o nim że to czyste poczucie istnienia. Istnienia całkowicie oderwanego od wszystkiego nie tylko co w relatywnym świecie TU cie otacza, ale oderwanego od tego co zazwyczaj uważasz za siebie. Ciało to najmniejszy pikuś. Odrywsz się od wszelkich sądów na jakikolwiek temat, w tym sądów o sobie którymi się określasz. Poczucie istnienia przepełnione jest stu procentowym szczęsciem = miłością = harmonią. Na nic innego nie pozostaje miejsca. Po takich kąpielach ( nie rób użytku z moich metafor, bo tylko próbuje coś przybliżyć) wracajac do realnego świata jesteś coraz bardziej oderwany od tego co dotą uważałeś za siebie. Identyfikujesz sie bardziej ze swoja poznaną  czystą formą istnienia. Wiesz , bo na poziomie relatywnym wiesz, a tam tylko czułeś, że ja to ta świadomość   a ciało i osądy są twoje ale to nie ty. Znowu marne porównanie. To jak z samochodem ( piszę tak bo ubóstwiam prowadzić) Jak lubisz to i lubisz swój samochód to jadąc jesteście prawie jednym. Jednak każdy nawet najbardziej zakochany w jeździe wyczuwa granice oddzielenia. Więc kiedy wracasz z poziomu idealnego na poziom relatywny twoje ego się nieco od ciebie odrywa. Pracujesz też na innej częstotliwości. Ponieważ na poziomie idealnym nie istnieją myśli a tylko odczucia to po powrocie okazuje sie że twoje działania staja się bardziej na odczuciu intuicji się opierające. Ponieważ to ego wciąż poszukuje przeszłości i projektuje przeszłość ( w przeciwnym razie czuje sie nieszczęśliwe) a świadomość jest tylko jednopunktowa TERAZ, to po powrocie żyjesz też bardziej teraz, co jest jedną czystą zaletą.
    Oderwany nico od od ego, stajesz się przekaźnikiem czystej przepełniajacej świat energii miłości, harmonii i szczęścia.  Roztaczasz ją wokół. I jeśli wokół ciebie są jakieś obiekty, to ta energia postrzeżona może być tak jak o niej pisze św Paweł. Jeżeli by nie było, co w świecie relatywnym jest abstrakcją, to i tak będziesz promieniował tą energią i zdawał sobie z tego sprawę, bo to kwintesencja szczęścia. W tym układzie to nie kocha się jakiegoś Boga. Kocha się wszystko tu i dalej bez granic. Jeśli chcesz koniecznie to Tu I Bez Granic moze być  Bogiem. I wtedy kochasz Boga a Bóg kocha ciebie. Ale to tylko jak bardzo tego chcesz. Za chwile te wszystkie manipulacje na słowach i myślach stają się niepotrzebne. Nieniej w tym kontekście mówienie o pozytywnym cierpieniu i służebności miłości, dla mnie dla medytującego Jana Kowalskiego, i dla wszystkich, którzy skutecznie medytują, odbierane jest jako paranoja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłopot jest w akceptacji takiej czystej świadomości. Piszesz:

      Czysta Świadomość to coś całkiem innego. To stan prawie nie do opisania.
      ...świadomość jest tylko jednopunktowa TERAZ,

      ... Można powiedzieć o nim że to czyste poczucie istnienia. Istnienia całkowicie oderwanego od wszystkiego nie tylko co w relatywnym świecie TU cie otacza, ale oderwanego od tego co zazwyczaj uważasz za siebie.

      Jeśli chcesz koniecznie to Tu I Bez Granic moze być Bogiem. I wtedy kochasz Boga a Bóg kocha ciebie.

      To nie jest to, czy ja chcę czy nie chcę, bo świadomość, nawet Buddyjsko kolektywna, czujowa, poza myślą ;) że tak to napiszę, jak każda świadomość, nawet może świadomość roju, to jednak świadomość i jako taka oznacza byt osobowy. Dlatego człowiek stworzył pojęcie BOGA - z potrzeby opisu najwyższej świadomości = osobowości!

      A determinantem osobowości jest jakaś forma rozumu - nawet uproszczonego jak u zwierząt, ale już nie u roślin, a na pewno nie u materii nieożywionej.

      Bo chyba nie twierdzisz, że np. skała w medytacji może uzyskać stan czystej świadomości, czy jak piszesz czystego poczucia istnienia i kochać wszystko tu i teraz.

      Potrzeba jest osoby dla nawet Super świadomości!

      Ale z paroma rzeczami się zgadzam, a ty błędnie sądzisz, że w KK jest inaczej! Zresztą starałem się nie odwoływać do KK tylko do uniwersalnego myślenia.

      Życie tu i teraz, jest domeną każdego życia. Przeszłość pełni funkcję informacyjną, podobnie jak przyszłość, z tą różnicą, że przeszłość miewa silniejszy wpływ na tu i teraz. Ale i przyszłość ma na to wpływ. Jednak zawsze jest tylko tu i teraz! Ja nie oczekuje życia wiecznego, ja żyję już życiem wiecznym. Pytanie czy będzie ono kiedyś PIEKIELNE ;) nie do zniesienia, czy szczęśliwe.

      Cel ten sam, co buddyjski - osiągnięcie pełni szczęścia tu i teraz!

      Ja jednak to szczęście upatruje nie w rozmyciu mojej świadomości w świadomości kolektywnej, ale w miłości do innych ponad miłość do siebie! TRUDNE, ale dlatego, teraz jeszcze nie jestem w pełni szczęśliwy! Ale podobnie i ty, bo gdyby medytacja była sposobem na szczęśliwość tu i teraz, to byś tylko trwał w medytacji, a tak nie jest!

      Czyli cel mamy ten sam, uzyskać szczęśliwą świadomość tu i teraz - metody mamy jedynie inne!

      Ja uznaję Boga osobowego i ograniczoność natury ludzkiej, która ze świata, że tak to napiszę, dwuwymiarowego sama nie jest w stanie przejść do wyższej wymiarowości. Ty wręcz przeciwnie - człowiek sam może poprzez medytację zyskać większe wymiary!

      Logicznie jest to trudne do zaakceptowania, bo najpierw trzeba było by być na wyższym wymiarze by wiedzieć, w którą stronę dokonywać zmian!

      A w buddyzmie był Budda, który dokonał rzeczy trudnej do zaakceptowania, ze świata ograniczonego w wymiarach z naturą ograniczoną takim światem, czyli będąc względem wszechrzeczy kulawym, przeskoczył o własnych siłach do świata wyższego, pozbywając się swoich ułomności. Dokonał tego samemu! Trudne to do uwierzenia!

      Bo nadal to tylko kwestia wiary czy Buddyjskiej czy Chrześcijańskiej, czy jakiejkolwiek!

      Ja mam rozumienie świadomości, jako przypadłości osoby, wiem też, że do tej pory naukowcy nie zaobserwowali by coś samo powstało z absolutnego nic, nawet próżnia nie jest dla nich absolutną pustką, a polem o najniższej energii. Coś musiało być przyczyną naszego istnienia! Sansara jest spekulacją w tym sensie, że jeśli jest prawdą to prawdą nieosiągalna z naszego wymiaru dla nas, bo trzeba by było przetrwać cykl i to cykl kosmiczny – przetrwać przynajmniej jeden Wielki Wybuch i objawić wtedy tę prawdę innym, trudno to zrobić, jeśli świadomość nie jest osobą!

      To również skrótowiec i wolne myśli, a nie dowodzenie jak mi imputujesz, że ja próbuję!
      Nie próbuję niczego dowodzić! Ale inaczej wierzę i opisuję świat, inaczej w oparciu o szacowanie prawdopodobieństwa na podstawie znanych mi wzorców. Znanych dzięki rozumowi = moje osobowej świadomości :) hihi

      Usuń

    2. Kłopot jest w akceptacji takiej czystej świadomości piszesz Jarku
      Nie akceptować tego to nic specjalnie dziwnego. Wszystcy; oprzepraszam prawie wszyscy katolicy jej nie akceptują. Kościół sie o to przez setki lat postarał. I tu leży problem. Pisałeś niedawno o potędze ludzkiego bytu. Ja czytam to z największym zdziwieniem. Ludzki byt toż to czysta paranoja. Wielkość urojona. Pisaliśmy o tym nie raz. Pisali inni gdzie indziej. Jak tego nie widzisz, to myśle że ci tu o tym błyskawicznie napisze Opty, bo nie będę wklejał jego wypowiedzi z którymi zgadzam się w tym zakresie co do przecinka. Oni wszystcy ci co nie akceptują czystej świadomości stworzyli przez wieki taką paranoje. Wszystkiemu winne jest ego. To one wywołuje od sprzeczek niewinnych do wojen pogromów i największych perfidii . Ega nie da sie zmazać metodami KK. I to nie jakaś tam opinia. To prawda nad prawdami, którą z mojego poziomu tak widzę. Ty nie widzisz tego poziomy i nie tylko że do niego nie zdążasz ale wprost wątpisz w jego prawdziwość. Więc i prawdy mogą zdawać ci sie wątpliwe. Mówisz o analogii pewnego spojrzenia na świat przez KK. Analogia jest bo nauki KK( nie Chrystusa) po popłuczyny po prawdzie. Zapachów gdieś możesz sie doszukać ale to tylko bezwartościowe w sensie skuteczności popłuczyny. Nauki kościoła opisuja dość wiernie skutki pozbycia sie ego i namawiaja  do ich wdrożenia. Tak to nie działa. To tak jak byś komuś czytał szczegółowe ulotki z pudełka od leków a samych leków nie podawał. Zazwyczaj to nie pomaga w chorobie. Widzę podobny obraz w sangach ( społecznościach ) buddyjskich. Wielka część ludzi, którzy zdecydowali sie na buddyzm nie umie, lub jeszcze nie umie wprawnie medytować. Słuchają oni jednak dużo nauk. Nauki nauczycieli budyjskich, wybacz ale są nieporównywalnie mądrzejsze i opisujące faktyczność naszej egzystencji, od najlepszych kazań KK. Gdyby Papież Fr. powiedział takie kazanie jak mówi przeciętny nauczyciel buddyjski, to za każde zdanie chciano by mu dać nagrodę nobla. I co najlepsze nie wiele by musiał zmieniać by brzmiało po chrześcijańsku. Niemniej od samego słuchania nic w nich sie nie zmienia. Tylko oni maja tą przewagę nad katolikami że widzą tych co medytuja sprawnie. Nie daja rady wchodzić w ich głowy ale widzą na przestrzeni lat jak postępuja w życiu. Widzą ich nieustraszoność. Ja mam za swój wzór mojego rdzennego lamę , Lamę Ole. Często w trudnych sytuacjach, które mnie przerastają porównuje jego zachowania. I to napawa mnie zapałem do jeszcze większego rozwoju duchowego. Na tym polega przyjmowanie schronienia w nuczycielu. Widzę też rozwój kilku osób którzy są na moim poziomie. Po owocach ich poznasz. Metoda jest skuteczna. A tymczasem paterze z pod znaku KK. Może znalazło by sie kilku na miliony którzy mają przebłyski. I z pewnościa nie od nauk KK ale sami z siebie. Przeważnie to miernota, zwykli egotyczni ludzie. Żeby z grzeczności dla ciebie nie mówić o całym dnie. Statystyka jest porażająca i mówi jasno. Nauli KK nie funkcjonują całkowicie. Co najwyżej można się w nich tylko uwikłać w egotyczne życie. PO OWOCACH.!!!

      Usuń
    3. W tej chwili przeczytałem fajne i na temat zdanie J.Krisnamuryiego w.rozdziale" czy myslenie może rozwiązać nasze problemy " pisze czy umysł który stworzył problemy, może poradzić sobie z tym co sam sprokurował

      Usuń
    4. "Nauki nauczycieli budyjskich, wybacz ale są nieporównywalnie mądrzejsze i opisujące faktyczność naszej egzystencji, od najlepszych kazań KK. Gdyby Papież Fr. powiedział takie kazanie jak mówi przeciętny nauczyciel buddyjski, to za każde zdanie chciano by mu dać nagrodę nobla. I co najlepsze nie wiele by musiał zmieniać by brzmiało po chrześcijańsku. Niemniej od samego słuchania nic w nich sie nie zmienia."
      -napisał Piotr "spod samiuśkich Tater".
      A może masz namiary na takie nauki i wystąpienia tych mnichów , chętnie bym posłuchał , bo mądrego to i dobrze posłuchać ,jak mawiał Pawlak w "samych swoich".hehehe

      Usuń
    5. "... przeczytałem fajne i na temat zdanie J.Krisnamuryiego w.rozdziale" czy myslenie może rozwiązać nasze problemy " pisze czy umysł który stworzył problemy, może poradzić sobie z tym co sam sprokurował" - Piotr(skała)
      Oczywiście ,że taki umysł tego nie zrobi ale "naprawiony" ?, czemu nie?
      Pamiętasz moje wspomnienie o mamie koleżanki co to miała raka skóry i cukrzycę typu II( początkowa faza chorób)? Jak się jej umysł naprawił to i choroby zniknęły.

      Usuń
    6. Adres niestety płatny, ale niewiele.      www.chomikuj.pl  musisz chyba dokonać rejestracji i zapłacić jakiś grosze sms em lub inaczej za transfer do ściągnięcia potencjalnego pliku . W wewnętrznej wyszukiwarce portalu wpisujesz    Karol Ślęczek     W  rubryce rodzaj pliku wybierz. plik muzyczny    to będzie po prostu dźwiękowy. Kliknij lupe
      Wyszukiwarka pokaże ci szereg plików dzwiekowych z Karolem Ślęczkiem. Proponuje wybierz najpierw  O emocjach. Kliknij niebieską strzałkę  w dół pobierz. Otworzy ci się wtedy okno do opłaty, chyba że wcześniej wykupiłeś już transfer. 
      To są wykłady wewnętrzne buddyzmu Diamentowej Drogi. Nauczyciel ,podróżujący KŚ . Nagrane za jego wiedzą, ale nie wiem czy rozpowszechniane za jego wiedzą. To luźne nagranie z sali wykładu na luzie. Na takie spotkanie teoretycznie może przyjść każdy, ale myślę że na tym byli buddyści w przewadze. Niemniej  wielu z niewielkim stażem co widać po poziomie pytań. KŚ jak pisałem to nuczyciel podróżujący. To nie jest Lama. Oni maja tylko wiedzę i zrozumienie sprawy i umiejętność przekazu. Karol to filozof z wykształcenia. Czasami rubasznie złośliwy, ale każdy wie że to świetny facet. Wszystcy się z nim bardzo lubimy i jego złośliwych powiedzonek nie odbieraj źle, bo one nie dotykają tych co z nich robi sobie żarty.    MIŁEGO SŁUCHANIA.  Jak byś coś jeszcze potrzebował dla ściągniecia abo co to na prywatnego. Jak przesłuchsz to sie podziel.

      Usuń
    7. Oczywiście ,że taki umysł tego nie zrobi ale "naprawiony" ?, czemu nie? (Opty)
      A nie bierzesz pod uwagę takiej ewentualności że człowiek prawidłowo żywiony przedłoży intuicję nad myślenie. Ale za to ta intuicja to ona będzie.....

      Usuń
    8. @Piotr
      Oj będzie się działo ,będzie.
      Ja nie lubię opowiadać takich rzeczy bo wyjdzie ,że się lansuję, cy cóś, ale miewam takie prekognicyjne "zwidy w umyśle". Wielekroć coś prawidłowo przewidziałem , czasami o tym mówię a czasami dopiero po fakcie. Ale się sprawdza ,w krótszym lub dłuższym czasie. Jest też tak że to , czego się domyślam jest takie ,że nie opowiadam tego bo ludzie takich wieści nie zniosą i oberwie mi się za domniemaną zarozumiałość. I kuźwa nie wiem skąd się to bierze(tzn.się domyślam) ,ale wiem że jest i czasami działa.

      Usuń
  35. Bóg jest westchnieniem ludzi zmęczonych na tyle, by nie myśleć. Zmęczenie wykazywali pierwsi chrześcijanie-degrengoladą świata starożytnego ,,końca czasów'', nieludzkim systemem niewolniczym, rozpadem wartości społecznych tj.; rodzina i sprawiedliwość. Bóg wykreowany przez Saula z Tarsu okazał się doskonałym przylepcem na wszelkie ich dolegliwości. Nade wszystko zwalniał z myślenia podsuwając gotowe rozwiązania nurtujących ich problemów.
    Błogi stan zaniechania pracy mózgu trwał parę pokoleń wyczekujących na paruzję.
    Wystarczyło trzy wieki, by fani nowego osobliwego boga, sakralizowanego na Soborze Nicejskim, upadli niżej niż zdegenerowani budowniczowie starożytności. W IV wieku byli bardziej barbarzyńscy od Hunów i Wandali.
    Po co nam powtórka z historii? Tamta sprzed wieków niczego nie nauczyła?

    Istnienie boga indukowanego wiarą w takie projekcje pozamaterialne determinuje postawy wierzącego. Konsekwencją takiej postawy był m. in. edykt Teodozjusza z 380 roku czyniący nowe wyznanie religią obowiązującą, wyjmując tym samym wyznawców innego niż Chrystus bóstwa spod prawa. Następstwem były; dewastacja Imperium Rzymskiego, religijne wojny sprawiedliwe, stosy, polowania na czarownice...i całkowita dehumanizacja życia totalitaryzmem chrześcijańskim zamieniającym egzystencję w niewolę a człowieka w proch marny.
    Dlaczego mamy ponownie doświadczać ordalii skrępowani gorsetem zdezaktualizowanych dogmatów?

    Koszty utrzymania ,,Boga'' (trójosobowego z Panteonem świętych) nie są znane nawet ,,wszechwiedzącemu''. Ofiary liczy się do dziś. Zainfekowana szamańskim obskurantyzmem cywilizacja zawraca mentalnie do jaskiń. Intelekt, jako kryterium weryfikacyjne rzeczywistości zdegradowany do rangi zwyrodnienia. Wyzucie ludzi z godności przymusem wiary w projekcje pastuszków z Synaju, rzeki brzęczących srebrników, za które sprzedaje się przeterminowane opium...I to uczynienie z mordu ,,miłego bogu'' warunku zbawienia.
    Komu opłaca się obmacywać mgłę? Szukać boga zaspokajającego naszą narcystyczną ułomność życia wiecznego? Być niewolnikiem sacrum?

    Bóg nie rozwiązuje żadnego problemu. Bóg sam jest problemem, chociażby mnożeniem bytów w nieskończoność. Zakłamywanie świata taką projekcją wiedzie na manowce zabudowane schizofrenią, aberracjami i bezgraniczną amoralnością. Wiara w irracjonalne byty dehumanizuje; deprecjonuje umysł preferując instynkty.
    Więc śmiejmy się z bogów, by uniknąć płaczu z ich powodów.
    ,,Bez bogów można żyć normalnie. Bez rozumu nie'' (Drobner)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo Sowizdrzale,sam bym tego lepiej nie napisał, dodam jedynie co już zapewne wiesz czytając to forum ,że nie ma skutku bez przyczyny. Tak za starożytnym zw.też ojcem historii Herodotem rzeknę ,"Z tego co się zjada powstają wszystkie choroby ludzkie", degeneracja jako pierwsza , dehumanizacja(odczłowieczenie),alienacja i patologizacja człowieczeństwa. Resztę wyczytać można studiując dzieje pisane ludzkości, czyli historię wojen w szczególności.
      "Do póki ludzie nie przestaną się leczyć będzie źle" napisał Doktor Jan Kwaśniewski

      "Zabobon znikczemnił rozum, a przenaturzyt serce człowieka. Oto najważniejszymi sprawami narodów głupstwa.
      Biegają do skał, źródeł, drzew zapytywać się o radę. Pląsają, walają się po ziemi, krzyczą, szepczą i jęczą około kamieni i około drewnianych posągów, wzywając od nich chleba szczęścia. Piastują, całują i bogacą bałwany jakoby ręką bogów kowane lub z nieba spadłe. Cieniom rozkazują. Targują się i przekupują bogów. Złoczyństwa duszy zmywają krwią albo wodą. Czytają i uczą się ksiąg pisanych w niebie. Gwałcą bogów przez wymuszane przysięgi."
      "Gdzie świat duchów, tam panami oszuści."
      "Zabobon przewraca porządek natury i wydziera ludziom prawa, on urodzenie i stany, wolność i niewolę, szczęście i nędze podaje przeznaczenia wyrokiem.
      Tu wszczęła się i uświęcona została ta bezecna moralność, która do moich wieków skaziła ludzi. Nie było moralności
      natury, tylko moralność zabobonu.Ta zamiast miarkowania jeszcze poduszcza żądze, ona zabobon z osobistością kojarząc spłodziła fanatyzm. Cała moralność tych wieków nie na odwiecznych związkach przyrodzenia, ale gruntowała albo na obrządkach, albo na użytku samodzierżców i księży, czyli na ich stosunku do ludu. Moralność zasadzona na obrządkach nie zostawia człowiekowi sumienia, ułatwia możnym zbrodnie,wstrzymuje tylko słabych winy."
      "Naród ludzki nie ma żadnego własnego rozumu. I aby go z doświadczeniem i z wiekami nie powziął, strzeże go gwałt
      i zabobon.
      Oto więzami zgarbiony, głowa zwieszona, umysł tępy, oczy osłupiałe, rozdziawiona gęba, nic nie słyszy, ani nic go nie rusza, tylko głos samodzierżców opinii.
      Ta ledwo z pogardą po nim się pooczyć zwoliwszy wmawia:
      „Ten rodzaj człowieczy do niewoli stworzony; on tylko, kiedy w nędzy ślęczy, jest dobry; skoro w dobrym bycie, staje się niebezpieczny i zły. Niewolnictwo jest w naturze jego. Stan chłopa jest przeznaczeniem nieba. Kochajcie waszych panów i waszych bogów. Dla ich użytku i chwały umierać albo ich nieprzyjaciół wytępiać jest największym waszej moralności obowiązkiem".
      "Kto włada przyszłością, ten włada wolą i mocą
      ludzi. Słuchajcież,sprzymierzeńcy bogów! Odtąd religia ludziom tylko nadzieję, a wam zapewni rzeczywistość. Odtąd my zawsze przychylniejsi ukażemy się uciskającym niżeli uciśnionym. Będziemy sprzyjać gwałtownikom z powodów bogacenia ołtarzy, a zgwałconych uczyć jak cierpieć.
      „My włożymy na niewolników skuteczniejsze więzy od waszych.Będą miłować miejsca swojej niewoli, będą dla miejsca miłować samą niewolę. Stanie się, że na koniec będą lękać się wolności."
      "„Aby się nigdy porozumieć ani złączyć nie mogli ludzie, rzucą religie między nich ustawiczną niezgodę i nienawiść."
      "Wyobrażenie dzierży wydarło rodzajowi ludzkiemu ziemię, wyobrażenie bogów odebrało mu rozum. Skoro tylko
      uderzyły w głowę pierwszych rodziców te dwa wrażenia: rzeczy zewnętrzne są bogami, wszędzie pełno jest duchów
      niewidocznych - zaraz pomieszały się zmysły ludzi i zawrócił się powszechny rozum. Natura uczyniła człowieka
      nieświadomym. wrażenie bogów czyni go głupim."
      To tyle wyimków z "Rodu ludzkiego" S. Staszica

      "WRAŻENIE BOGÓW CZYNI GO GŁUPIM." Czyli , WIARA CZYNI CZŁOWIEKA GŁUPIM.

      Usuń
  36. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wieslaw-galazka-o-wizycie-franciszka-w-polsce-sytuacja-robi-sie-coraz-bardziej-ponura/rgpbc2

    "Nie chciałbym obrażać rodaków, ale wydaje mi się, że nasza religijność jest dość powierzchowna; nie jest oparta na głębokiej refleksji, lecz raczej na pewnej tradycji, sloganach i zachowaniach wspólnotowych. Czasami można np. zobaczyć, że gdy msza się przedłuża, to niektórzy panowie wychodzą na zewnątrz i robią sobie przerwę na papierosa. Polska religijność ma charakter festynowy, tak jak polska polityka, choć polityka ostatnio robi się coraz bardziej kibolska."(...)
    Ponury obraz świata polskiej polityki i jej demoralizacja wynikają także z niskiej świadomości obywatelskiej. Wielu obywateli nie zna w ogóle Konstytucji, dlatego nie martwi ich spór o Trybunał Konstytucyjny czy działania PiS wobec sądownictwa. Oczywiście, ta polityka jest także wynikiem praktyk stosowanych przez poprzedników obecnego rządu i braku ogólnego szacunku dla obywateli. Wymowne jest także to, że gdy w Polsce narasta agresja, to Kościół podchodzi do tego w bezrefleksyjny sposób.(...)
    Nie sądzę, by świadomość obywatelską można było zbudować na uroczystościach religijnych, czy na religii w ogóle, ponieważ konieczna jest wolność myślenia. Uważam, że nie można mówić o świadomości obywatelskiej, będąc obciążonym pewnymi dogmatami."

    To świetnie koreluje z tym o czym piszemy teraz. Czarno widzę. Ale to w sumie dobrze , ten wrzód musi czym prędzej pęknąć. Bo "po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...".

    OdpowiedzUsuń
  37. Co najgorsze nasz ziemski świat ma wrodzoną tendencje do wrzodów. Co najwyżej bywa czasami okresowa niewytłumaczalna remisja. Chciałbym się załapać.

    OdpowiedzUsuń
  38. https://www.youtube.com/watch?v=ZTocBsiIyhE

    Cykl spotkań z profesorem Maciejem Adamskim z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
    Wszystko jest energią, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy, przenikanie świata materialnego i duchowego - to niektóre zagadnienia poruszane w dzisiejszej audycji.
    Czy uda się wytłumaczyć zjawiska, które otaczają nas w codziennym życiu?
    Pierwsze spotkanie "Wszystko jest energią"

    OdpowiedzUsuń
  39. "W zależności od tego jak bardzo lekkiej rozrywki dostarcza się społeczeństwu, to tak bardzo jest źle."

    https://obserwatorpolityczny.pl/?p=42659

    "W społeczeństwie są ludzie, którzy nie tylko czytają książki, ale przede wszystkim je rozumieją i potrafią na ich podstawie formułować abstrakcyjne i uogólniające wnioski. To nie podoba się władzy, ściślej, to nie podoba się żadnej władzy, ponieważ mając wiedzę, można wykazać, że władza nie tylko się myli, ale przede wszystkim działa trwale nieskutecznie."

    OdpowiedzUsuń
  40. @Sowizdrzał :
    " Bóg nie rozwiązuje żadnego problemu. Bóg sam jest problemem ..."

    @Optymalion :
    "Wiara czyni człowieka glupim"

    "Byli ludzie. Pewnego razu uzyskali świadomość na pustyni. A tam tylko piach. Nie wiedzieli skąd on. To ulepili z piachu "boga". Nie znali niczego innego to wykorzystali siebie na foremkę. " (Henear)

    W tym kontekście obaj macie racje. Wszystko się zgadza.
    Jest tylko jedno 'ale'.
    Ja mówię o tym czymś co stworzyło piasek ...

    OdpowiedzUsuń
  41. @ Janek
    Jak Ci odpowiem to potem zapytasz ,co stworzyło tego co stworzył piasek i tak w nieskończoność. Wyobraźnia to wspaniała możliwość umysłu ale nie zawsze wszystko to , co da się przy jej pomocy pomyśleć musi być prawdziwe ,musi istnieć. Świat jest generalnie nieodgadniony a te ułamki naszego poznania to i tak wiele ale za mało jak do zaspokojenia naszej ciekawości.
    A Ty wiesz co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Optymalion :
      "A Ty wiesz co ?"

      Nie.

      Chciałem Ci jednak pokazać o czym rozmawiamy. W ten sposób lepiej się rozumiemy.

      A Ty myślisz, że słychać trzask gałęzi w lesie gdy nie ma nikogo kto by mógł go usłyszeć ?

      Usuń
    2. "A Ty myślisz, że słychać trzask gałęzi w lesie gdy nie ma nikogo kto by mógł go usłyszeć ?"Janek

      A Ty myślisz ,że nie słychać trzasku gałęzi w lesie gdy nie ma nikogo kto by mógł go usłyszeć?
      Efekt dźwiękowy(trzasku gałęzi) jeśli zaistniał to nie jest potrzebny nikt do jego stwierdzenia, takie rzeczy dzieją się na co dzień. To ,że Ty(lub kto inny) go nie usłyszałeś bo akurat w tym momencie tam Cię nie było nie świadczy jeszcze o tym ,że ten trzask nie nastąpił skoro zakładasz ,że nastąpił.
      Jeśli(przykładowo) mnie lub Ciebie na oceanie nie ma to nie znaczy ,że nie ma fal.
      Zjawiska mogą zachodzić bez względu na to czy jest tego obserwator czy go nie ma.
      "Trzask gałęzi" to typowe nazewnictwo człowieka na efekt fizycznego zjawiska wydawania dźwięku przez siły przyrody,czymkolwiek to było spowodowane.

      Usuń
  42. A problem pomiaru i obserwatora w mechanice kwantowej.

    Mechanika kwantowa bezsprzecznie zmieniła świat.

    OdpowiedzUsuń
  43. Teoria kwantowa. Zachowanie się materii (raz fala, innym razem kwant) zanegowało przyczynowość w Kosmosie. Nie ma więc absolutnego czasu, przestrzeni, praw raz na zawsze danych.
    Teoria kwantowa zburzyła harmonię dowodząc przypadkowości i nieuporządkowania we Wszechświecie subatomowym. (W makro obowiązuje determinizm). Dla opisywania zjawisk kwantowych przyjęto miarę prawdopodobieństwa.
    Jest teorią nadmiernie przeintelektualizowaną (np. Kot Schrodingera) aż do popadnięcia w solipsyzm. Z racji niemożliwości oceny przebiegu i efektów zdarzeń subatomowych wyciągnięto wniosek ,,kształtowania rzeczywistości myślą''. To czysta ezoteryka i mistycyzm. Rzeczywistość istniała zanim wykształciła się świadomość. Rzeczywistość nie znika, gdy wyłączymy świadomość. A zjawiska subatomowe i tak zachodzą bez ,,presji'' zmysłowej.
    Teorie tworzy się dla konkretnych procesów i zjawisk. Kwantowa dla mikrokosmosu, względności dla przyrody a społeczne dla procesów zachodzących w zbiorowiskach ludzkich. I tylko dla tych procesów są one właściwe. Gdy ekstrapolujemy powyższe teorie na inne niż im przynależne domeny, popadamy w sofistykę. I tak;
    -nadinterpretacja czyli manipulowanie teorią kwantową prowadzi do narcystycznego solipsyzmu,
    -teoria względności indukuje relatywizm moralny,
    -teorie społeczne uzasadniają każdą ideologię totalitarną.
    Popadamy w niedorzeczność przykładając np. miarę metra do wyznaczania masy.
    Nie wymagajmy zatem od świata subatomowego determinizmu gdyż nie jest nim nacechowany. Nie doszukujmy się w makrokosmosie indeterminizmu.

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie ma prawd absolutnych, co potwierdza teoria kwantowa. Nie też uniwersalnych obowiązujących modeli rzeczywistości.
    W logice możemy mówić o prawdziwości twierdzeń przy danym zbiorze reguł wnioskowania. Spójnych systemów logicznego wnioskowania można stworzyć mnóstwo. Twierdzenia, które są prawdziwe w jednym systemie są fałszywe w innym. Nie ma zatem absolutu-triumfuje relatywizm.
    Tworzenie modeli przez naukę czy wiarę rozpoczyna się od pewników. Dla nauki są to aksjomaty, dla wiary dogmaty. Różnice widać przy próbie weryfikowania jednych i drugich w eksperymentach. Jeśli przyjmiemy błędne pewniki, teorie będą sprzeczne z eksperymentami a modele się rozpadną.
    Aksjomaty są weryfikowalne, dogmaty-jako prawdy absolutne dane raz na zawsze-nie poddają się weryfikacji. Pierwsze są pewnikami aposteriorycznymi, drugie apriorycznymi. Z pomocą aksjomatów możemy opisać rzeczywistość wyliczalną i rozstrzygającą. Dogmaty są pewnikami atrybutów niewyliczalnych i nierozstrzygających tj. bóg czy prawda. Pojęcia te charakteryzuje płynność, której nie można ująć w żaden skończony zbiór reguł. Prawda i bóg mogą być wyliczalne i rozstrzygalne tylko na gruncie psychologicznym i socjologicznym. Zależą zatem od kultury i prądów społecznych różnych dla środowisk zawierających pewien ustalony zbiór reguł. Kryteria prawdy są płynne a bóg ,,bytem'', którego nie udowodniono.
    Z pomocą aksjomatów rzeczywistość jest opisywana precyzyjniej. Modele oparte na dogmatach rozsypują się z racji niefalsyfikowalności. Realności pozbawiają je; niepodważalność, nieomylność, niezmienność.
    Tworzenie modelu opieramy o najmniejszą ilość pewników. Tak, by były najprostsze wolne od ,,nadmiaru budulca'' i jasno opisywały rzeczywistość. Mówi o tym argumentacja Ockhama zwana ,,brzytwą''.
    A oto podstawowy rozpadający się model oparty na dogmatach;
    Bóg. Jest transcendencją, wyższym wymiarem rzeczywistości. Z zasady przyczynowości obowiązującej w tym zbiorze reguł ,,ktoś'' lub ,,coś'' musiało go stworzyć. Miał początek itd. Więc ponad nim istnieje ,,wyższe'' piętro zarządzania; kreator ,,niższych instancji'-uniwersum.
    Jeśli istnieje ,,nadbóg'' super szef zarządzający moim bogiem (niższą instancją) i, jeśli to nie ostateczne piętro, to gdzie koniec podobnych bytów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że nie będe w błędzie kiedy do aksjomatów zaliczę następujące moje twierdzenie - Bóg osobowy był jest i będzie niezbędny większości ludzi. Nie problem w tej potrzebie. Nie problem w tym także że ci ludzie mylą zazwyczaj w tej kwestii dogmat z akjomatem. Problem w tym że ta potrzeba jest tak powszechna i koi największą obawę ludzkości że jest najlepszym gruntem do manipulacji i bezecnego czerpania z tego zysków. Uważam że nie powinno atakować sie wyznawców. Nawet tych agresywnych. Oni nie potrafia odejść od swojej wiary. Trzeba podchodzić do tego ze zrozumieniem.

      Usuń
    2. W logice możemy mówić o prawdziwości twierdzeń przy danym zbiorze reguł wnioskowania. Spójnych systemów logicznego wnioskowania można stworzyć mnóstwo. Twierdzenia, które są prawdziwe w jednym systemie są fałszywe w innym. Nie ma zatem absolutu-triumfuje relatywizm.

      Ciekawy jestem twojega zdania drogi Sowizdrzale w temacie czy logika sama nie powinna doprowadzać nas w pewnych kwestiach do obszarów gdzie przy wejściu widnieje napis TU LOGIKA NIE OBOWIĄZUJE

      Usuń
    3. "Problem w tym że ta potrzeba jest tak powszechna i koi największą obawę ludzkości...(...)"- Piotr

      Mógłbyś wyjaśnić jaką obawę?

      Usuń
    4.  1.Strach przed niebytem. Przepadkiem wszystkiego co większość ludzi postrzega jako własną osobę.
      2. Bezsens życia. Brak generalnego celu usprawiedliwiającego nasz byt na tej ziemi.

      Usuń
    5. ad 1- ja mam ciekawsze zajęcia - "niebyt"? a co takiego?przecież to będzie "byt" tyle ,że w innej postaci, nieważne jakiej. Kłaniają się trzy główne prawa fizyki, zachowania masy , energii i stałości składu. Ale to pewnie dla tej większości nie satysfakcjonujące bo oni woleliby "grzeszyć" dalej, nawet po śmierci. A tak nie będzie. hehehe
      ad 2 -każdy nadaje swojemu życiu swój własny sens i cel( byle nie szkodzić innym), a że czasami niesatysfakcjonujący ale to już inna para kaloszy.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. - Bóg osobowy był jest i będzie niezbędny większości ludzi. ( ja sam poprzednio)
      Widać z jakichś powodów jesteś w tej mniejszości. I na te powody każdy z nas trochę inny pogląd, co jednak nie zmienia faktu zasadniczego.

      Usuń
    8. "- Bóg osobowy był jest i będzie niezbędny większości ludzi.", napisał Piotr

      Do czego?, do skłócania ludzi? Ostatecznie mamy setki jeśli nie tysiące różnych bogów w zależności od szerokości geograficznej. Do czego to doprowadziło? do antagonizmów ,wojen i wszelkiej patologii będących ich pochodną.
      Jeżeli chodzi o mnie to jestem bogiem sam dla siebie, jeśli można tak to ująć. Przecież , nie pamiętam już w którym wersecie w biblii napisane jest ,że, "bogami jesteście", więc o co chodzi?

      Usuń
    9. O to, by tak jak Ty zrobiło miliony innych Polaków.

      Usuń
  45. @Janek
    Oj ,ciężko będzie bo "gdy na talerzu groch z kapustą to we łbach pusto",mówi staropolskie porzekadło. Coś w tym jest, od 18 lat wiem ,że jest słuszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam ...
      Trzeba się jakoś pocieszyć. Na coś czekać, myśleć pozytywnie. Bo inaczej to ...

      Usuń
  46. Fajny artykuł ad. Przestępstw KK.

    http://www.eioba.pl/a/56wd/koscielna-korupcja

    Napisany przez prawnika.

    OdpowiedzUsuń
  47. Piszę też na innym forum.
    Artykuł jest napisany przez zwolennika KK. Ale jeden z KOMENTATORÓW mieszkających w Szwecji napisał ciekawą wiadomość :

    ---
    Wlasnie wczoraj prasa w Szwecji podala nastepujaca wiadomosc.
    "Svenska kyrka förlorade drygd 5100 medlemmar förra månaden. Aldrig har så många valt
    att lämna kyrkan en julimånad, och medlemraset denna sommar är historiskt stort.
    Svenska kyrkan krymper sakta men säkert. Aldrig har så många valt att lämna samfundet som denna sommar"
    Tlumaczenie: "Szwedzki kosiciol utracil 5100 czlonkow w poprzednim miesiacu. Nigdy przedtem tak wielu nie opuscilo kosciol w lipcu,
    i utrata czlonkow jest historycznie wielka.
    Szwedzki kosciol kurczy sie powoli ale pewnie. Nigdy przedtem
    zgromadzenie nie utracilo tak wielu czlonkow jak tego lata"
    .....
    ---

    Oryginał na
    http://www.eioba.pl/a/56xv/kilka-mysli-w-kontekscie-atakow-terrorystycznych-i-nie-tylko#post334883
    ---

    Ciekawe czy KK tracąc członków poluzuje w Polsce by tu ich nie tracić ?
    Czy przeciwnie. Dociśnie śrubę ?

    OdpowiedzUsuń
  48. Religia to zbiorowe szaleństwo ,Jan Meslier (1664-1729) był proboszczem we francuskiej Szampanii.
    Przez całe życie prowadził swoisty eksperyment religijny - choć nie wierzył w Boga, pozostawał w strukturach Kościoła, obserwował i notował.
    Jan Meslier poznawał Kościół i religię od środka.
    Wiara w Boga jest jedynie mechanicznym przyzwyczajeniem pochodzącym z dzieciństwa. Ludzie wierzą w Boga na słowo tych, którzy nie wiedzą o Bogu więcej od nich.
    Każdy otrzymuje od swoich rodziców i nauczycieli Boga, którego oni także otrzymali kiedyś od swoich rodziców i nauczycieli. Lecz każdy przyrządza go, zmienia i przedstawia na swój sposób, stosownie do swego usposobienia.
    Mózg człowieka - zwłaszcza w dzieciństwie - jest miękki jak wosk i skłonny do ulegania każdemu naciskowi. Kiedy dziecko niezdolne jest jeszcze do samodzielnego myślenia, wychowawcy wpajają mu prawie wszystkie przyszłe sądy. Jednym z najbardziej zasadniczych źródeł naszych błędów jest przekonanie, że prawdziwe lub fałszywe poglądy, które w dzieciństwie wbito nam do głowy, są darem natury i że z nimi przyszliśmy na świat.
    Nauczyciele rodzaju ludzkiego postępują bardzo przezornie, wpajając ludziom zasady religijne, zanim potrafią oni odróżnić prawdę od fałszu, a rękę lewą od prawej.
    Równie trudno byłoby oswoić umysł człowieka w wieku czterdziestu lat ze sprzecznymi pojęciami bóstwa, jak odzwyczaić od nich kogoś, kto nimi nasiąkał od wczesnego dzieciństwa.
    W gruncie rzeczy lud nie ma żadnego pojęcia o swojej religii. To, co nazywa religią, jest tylko ślepym przywiązaniem do nieznanych mu przekonań i tajemniczych praktyk.
    Religia jest więc, według Mesliera, zbiorowym szaleństwem, niezauważonym przez to, że zaszczepianym w maleńkości.

    Warto sobie przeczytać "Testament" J.Mesliera ,jest w pdf-ie

    OdpowiedzUsuń
  49. Zetknęłem się przypadkiem na You Tube z prelekcjami faceta o nazwisku Nacht Roman. Zaciekawił mnie bo jego pogląd dotyczący świata w wielu miejscach podobnyjest do mojego. Razi mnie tylko to iż w wielu kwestiach o których ja powiedziałbym, że je tak czuje, że dopuszczam że takie są, on mówi w trybie jak by o nich wiedział. A wiedzieć to można po sprawdzonym doświadczeuniu rozgrywanym na poziomie myśli logicznej. Wiedzieć więc tego co głosi on nie może. Jest jednak może tak iż szeroka publiczność, większość ludzi, potrzebuje by choćby dopuścuć do siebie jako możliwy pewien wariant, prelekcji z poziomu wiem. Zastanówcie się czy wszystcy nie przeceniamy wiem, chcąc stosować go wszędzie, nie doceniając czuję, stosując go gdzie trzeba

    OdpowiedzUsuń
  50. Byc moze wie intuicyjnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli intuicja powoduje, że głosi się coś, tak jak by to była empiria, zatajając że empirią nie jest  ?  Moim zdaniem wysoce niekorzystne dla wiarygodności obu stref. W najmniej groźnym wypadku osobnika obdarzonego  intuicją bierze się za szaleńca. W groźniejszym powstają gigantyczne, czasami, konstrukcje nieprawdy, odbierane przez wielu jako rzeczywisty pewnik. Nadwyrężając to pojęcie.

      Usuń
  51. Intuicja to wiedza przedewszystkim wewnetrzna wg mojego pojecia...i oparta na doswiadczeniach w wewnetrznym swiecie ( czysto duchowym) czesto podswiadoma.Intuicja wg. Martinus " Ksiazka Zycia" to jedna z najwyzszych energi wylaniajaca sie u ludzi w ktorych energia uczuc i energia intelligencji jest w harmoni.Intuicja to najszybsza analiza i logika.Zmysl wewnetrznego widzenia gotowych idei i obrazow.Genialni artysci, pisarze staja sie genialni dzieki rozwinietej Energi Intuicji. Czy pan Roman jest geniuszem? Tego nie sugeruje ale odczuwam ze jest sporo prawdy w tym o czym mowi.Wysluchalam wszystkich jego prelekcji jakie byly na you tube i to na tyle.Oprocz "wiem" uzywa on rowniez : wierze i czuje, ze tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martinus Thomsen Książka Życia. Olu czytałaś to w postaci papierowej czy elektronicznej ???
      Kopie po internecie za tym, by poczytać i nie znalazłem.

      Usuń
  52. https://www.youtube.com/watch?v=pJQLtLbMM6Q

    "Oj dana dana , nie ma szatana a świat realny jest poznawalny..."
    Jest to dla mnie kolejny przykład inteligentnego ,co by nie powiedzieć ,skojarzenia co do istoty rzeczy ,wszechrzeczy. Nie powiem ,świetnie podane wymieszanie dobra i zła .Co kto lubi z tego wyciągnie. Widzę w tym wiele dobrego ale i wiele poplątania, wynikającego czy to z naiwności ,czy to z ignorancji czy nieuświadomionej manipulacji. Oczywiście ten Pan ma prawo do takich przemyśleń ,co nie koliduje z moim prawem do niezgadzania się w całości czy jakieś części tych wynurzeń. Jeśli już coś wiemy to mamy być tego pewni, ale jeśli czegoś nie wiemy a jedynie przekazano nam w tradycji to mamy prawo w to w pełni wątpić, zgodnie z ;
    " „Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że
    przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie
    w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza.
    Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to
    powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec
    albo kapłan lub że jest to napisane w jakimś świętym
    piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie.
    Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uwa-
    żacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co
    uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co
    przynosi powodzenie wam i innym.”
    Zbiór III, 65 Kalâma - Sutta (Mowa do Kalamów)
    DJK powołał się na ten cytat w swojej twórczości nie bez kozery,nam bardzo łatwo przychodzi przyjmować wszystko na wiarę bo zgnuśniałe umysły( nie bez przyczyny) tak nas wodzą (nie wszystkich) ,że zapominamy o przekazie tej sentencji.
    M. Heidegger słusznie zauważył,że "ludzie jeszcze nie myślą" , nie wiedział jedynie tego, dlaczego tak się dzieje.

    Piotrze , przesłuchałem tego trochę (nie wszystko),ale Ty jak mniemam doskonale wiesz ,że to jest melanż wiary i wiedzy , które do siebie pasują jak przysłowiowy wół do karety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, jestem pewny,  że jest -to. Wiem, jestem pewny że - tamtego- nie ma. Ten sposób pojmowania świata sprawdza się na pewnym poziomie. Dalej zostaje wiem że więcej wiedzieć nie mogę. Zaczyna się poziom gdzie funkcjonuje czuje że jest - owo. I wiem że to owo czuje a nie o nim wiem. Badam jednak, to czute -owo na poziomie wiem. Nie zapominając jednak że go zaledwie czuje. Pamiętając dalej o tym, jako eksperyment, podstawiam go do realnych sytuacji tak jak by stanowiło element wiedzy.  Jeżeli - owo-  podstawione potrafi wyjaśniać sytuacje, które wcześniej nie dały się wyjaśnić i jeśli wyjaśnia kilka lub więcej konfiguracji sytuacji, to wtedy czuje może zamienić się w "czuje i zdaje mi się to prawdopodobne". Takim poziomem czucia można już kierować się w świecie odbieranym przez nas jako realny i używać go do realnych sytuacji.Bywa że ten sposób funkcjonowania jest ponad zwykłym sposobem myślenia, gdzie używamy jako czynników myślowej kombinacji tylko faktów empirycznie sprawdzonych. Ten inuicyjny sposób myślenia niewątpliwie otwiera nam szersze horyzonty. Nasz kolega z blogu Roman Matuszewski w swoich książkach napisał, a ja jego pogląd podzielam, iż taki sposób myślenia, był przyczyną wszystkich wielkich kroków ludzkości. Na końcu jednak muszę powtórzyć iż podawanie   przeczuć na wprost, jako bezwzględnej wiedzy prowadzi do katastrofy.

      Usuń
  53. Do Piotra: Martinusa czyta-lam(am) w wersji papierowej( niestety nie jest przelozony na jezyk polski)Nauczylam sie j. dunskiego by go przestudiowac, teraz jest juz i angielskie wydanie.Na internecie tez jest ale chyba tylko w jezyku dunskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Znalazłem wiele myśli Martinusa na stronie jemu poświęconej. Warto poczytać

      http://kosmologia.info

      Usuń
    3. Jak napisałem warte przeczytania.  I się z tego nie wycofuje. Bliskie czasami nauk buddyjskich, choć w wielu przypadkach bardziej powierzchowne. Dotyczy to kwestii dużych i małych. Nie daje odpowiedzi  na pytania  zasadnicze, z którymi buddyzm daje sobie doskonale rady.
      Nagina rzeczywistość by udawadniać swoje teorie. Pisze naprzykład, przy okazji nakłaniania do wegeterianizmu,  iż udowodnione jest że człowiek pierwotny był roślinożercą, i ma do dziś, takie uzębienie. Pisze, że nasze poprzedniczki ewolucyjne małpy są wyłącznie roślinożercami. W obu przypadkach to nieprawda. My mamy uzębienie wszystkożercy, podobnie jak małpy naczelne, które na codzień zjadają owady małe kręgowce a nawet inne małpy. Odniosłem wrażenie iż to koktail nauk buddyjskich, miejscami bez pełnego ich zrozumienia, z naukami Kościoła Kat. z idącymi za nimi błędami .

      Usuń
    4. @Piotr
      http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=18

      "6 Abraham poszedł więc spiesznie do namiotu Sary i rzekł: «Prędko zaczyń ciasto z trzech miar najczystszej mąki i zrób podpłomyki». 7 Potem Abraham podążył do trzody i wybrawszy tłuste i piękne cielę, dał je słudze, aby ten szybko je przyrządził. 8 Po czym, wziąwszy twaróg, mleko i przyrządzone cielę, postawił przed nimi, a gdy oni jedli, stał przed nimi pod drzewem."

      http://kosmologia.info/o-spozywaniu-miesa/

      Dla mnie jest to kolejny nawiedzony , który usiłuje odwrócić to, co jest napisane w biblii podobnie zresztą jak katolicy nie uznający Dz.A. 17,24-25 a przecież powinno ich to obowiązywać, czyż nie?
      Jestem w stanie pokazać ponad 120 "przepisów "z biblii dotyczących spożywania pokarmów mięsnych, potraw tłustych przez starożytnych izraelitów (tzw.dieta kapłańska-Lewitów). Może jeszcze kogoś zainteresuje, dlaczego we współczesnym państwie Izraelskim jest najmniejszy odsetek zachorowań na raka(nie uleczeń bo praktycznie jest tego niewiele)?
      Dlaczego?, ja już wiem, a Ty?

      Piotrze , "w zdrowym ciele zdrowy duch", a to czym częstuje nas Martinus to duchowość na niskim poziomie egzystencjalnym ,oczywiście idealnie wpisującym się w naukę Buddy.To swego rodzaju synkretyzm znany już od wieków. Zgrabnie,inteligentnie i przekonująco napisane.

      Człowiek jako stający na najwyższym szczeblu rozwoju(z czasem spaczonego), jest w świecie zwierzęcym największym drapieżnikiem ,któremu na pożywienie Natura-Bóg stworzyła najbardziej korzystne źródła zasilania-żywienia takie, jak w cytacie z biblii powyżej m.in.

      "Z potraw ,które się zjada ,powstają wszystkie choroby ludzkie." Jak wiadomo ci trzej Aniołowie po wizycie u Abrahama chyba na nic potem nie zachorzeli, co? - biblia by chyba nie powstała.
      Przypominam;
      " Miejcie zaufanie do tego, co
      uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym.”
      Zbiór III, 65 Kalâma - Sutta (Mowa do Kalamów)

      Usuń
    5. Człowiek ma uzębienie charakterystyczne dla człowieka i nie porównywalne do innych zwierząt.

      Usuń
    6. Moja Babinka to stomatolog. Miałem przed chwilą  w domu, wyład o ludzkim uzębieniu. Powierzniach siecznycznych guzkach zębów itd. Roślinki jak najbardziej, ale mięso też bez problemu. Koło domu chodzą mi owce. I psy. Popatrzyłem im w zęby. Później w lusterku na swoje. Wyciągnęłem wniosek jesteśmy wszystkożerni. Urwałem więc z pęta kawałek swojskiej kiełbasy i zagryzłem cebulą. No i kielusek gorzałki na spanko. Dobranoc Opty

      Usuń
    7. "Wyciągnęłem wniosek jesteśmy wszystkożerni."-Piotr
      Oczywiście ,że jesteśmy żerni wszystko to, co natura nam do żywienia przysposobiła, trzeba jedynie wiedzieć co, ot co. Dobranoc Góralu

      Usuń
  54. https://www.youtube.com/watch?v=X95EgGz99pk
    Jak religia i psychologia zabija miłość | Robert Rient | TEDxToruń
    -opowieść byłego Świadka Jehowy, b.ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  55. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  56. Obejrzałem, trochę. I nie mogę zasnąć. Ale to pewno od cebuli nie od oglądania. Dla mnie facet powierzchowny głupek. Zasnął bym po nim bez problemu. Ale cebula robi swoje.

    OdpowiedzUsuń
  57. Z przyjaźni do Ciebie Opty, z rania wysłuchałem gościa do końca. Nic się nie zmieniło. Wysoce egotyczny pacjent. Pełen własnych problemów. Egzaltowany na homoseksalny sposób.  Bidulka, no ale co zrobić, takie życie. Piszę pacjent, bo to jemu ktoś mądry powinien doradzić.  Otworzyć oczy jeśli się da. A nie żeby on radził innym.
    Typowy syndom psychologa, który jest tak pełen osobistych zaciemnień, który jest tak zakręcony jak baranie rogi, że myśli iż studia psychologiczne pomogą jego rozterkom. Widzę prawie na każdym etapie jego prelekcji błędy myślowe  i powierzchowność sądów, wynikajace z braku dogłębnego zrozumienia. Mógłbym je wymieniać ale szkoda mi czasu. Jedyne co powiedział godnego posłuchania to o efekcie Rosenthala.  No ale to zasługa Rozenthala a nie jego.  Gostek jak gostek. Takich modnych mondralciów nie brakuje. No ale!!! Czemu ty, taki sprawdzony tu mędrzec ( piszę bez przekąsu ) serwuje taki szajs. Czy tylko że nosi on ten sam transparent co twój z napisem RELIGIA JEST DO DUPY

    OdpowiedzUsuń
  58. @Piotr
    Bo mam takich przedstawicieli w rodzinie ,paniatna?
    Qrka wodna, mam siostrę tak zakręconą od 40 lat, jak on kiedyś ,że wczoraj na pocztę wysłałem jej link do tego i czekam na odzew, chociaż wiem jaki może być. Nieżyjąca już od 1981r. babcia jej to skutecznie zaszczepiła .Ja okazałem się odporny na tego typu "wiedzę".Jako 10-12 latek zacząłem zdobywać wiedzę z książek z naszej miejskiej biblioteki(samokształcenie bez ingerencji nikogo, sam wybierałem co mi odpowiadało), a potem już było za późno aby mi ktokolwiek mógł coś w myśleniu narzucić. Dla mnie psychologia jest pochodną .... no pewnie już wiesz czego? przeczytaj list na poczcie.
    Mędrzec to ze mnie taki jak z ..... trąba. ŚWIADOMY SWYCH BRAKÓW.
    Szkoda ,że tak mało o sobie wiemy. hehehe ale, co się odwlecze to nie uciecze i kiedyś się spotkamy a to wiele wyjaśni.

    OdpowiedzUsuń
  59. Nienawiść do Kościoła Chrystusowego przypomina mi słowa Apokalipsy św Jana:
    13 Ci mają jeden zamysł,
    a potęgę i władzę swą dają oni Bestii.
    14 Ci będą walczyć z Barankiem,
    a Baranek ich zwycięży,
    bo Panem jest panów
    i Królem królów -
    a także ci, co z Nim są:
    powołani, wybrani i wierni».

    Zaiste, walczą, skoro twierdzą, że śmierć KK blisko.
    Chrystus wszak rzekł:

    Mt.
    18 Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą7. 19 I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».

    Tzn. że Kościół NIGDY NIE ZOSTANIE POKONANY PRZEZ SIŁY SZATANA!!! JEST WIECZNY!

    I nie chodzi o czarne sutanny czy purpurowe szaty!
    Kościół to LUDZIE WIERNI BOGU W OSOBIE CHRYSTUSA PANA.

    OdpowiedzUsuń
  60. Opatulek Opatulony to nowe wcielenie trola Mazaka. Żegnamy

    OdpowiedzUsuń
  61. Opatulek Opatulony to nowe wcielenie trola Mazaka. Żegnamy

    OdpowiedzUsuń