1

1

sobota, 29 sierpnia 2015

Kilka słów o symbolach w malarstwie Grażyny Perl




Co widzę wspólnego z malarstwem Grażyny Perl? Odpowiedź jest stosunkowo prosta, symbole.
W obu przypadkach i malarza i pisarza często uwodzi treść. Bywa tak pełna, że pochłania nas całkowicie; doskonałością formy, konstrukcji, akcji, subtelną obecnością piękna. Stajemy się częścią
obrazu czy powieści i nawet nie zauważamy, że historia rozgrywająca się na planie fabularnym, to znaczy widocznym ma jeszcze podpinkę, czyli historię, której nie widać. Symbole nas mogą zdradzić w pewnym sensie. Po pierwsze nie widzimy ich; po drugie, gdy już zobaczymy muszą przejść przez świadomość żeby nas poruszyć; po trzecie świadomość to nie jest miejsce do którego przynależą, musimy więc wrócić tam skąd pochodzą i dokąd nas przywołują. To świat niewidzialny. Odkrycie tego świata mimo, że mamy wyobraźnię, myśli i uczucia, niewidoczne siły, z których korzystamy, to wciąż długa droga poprzedza odkrycie świata niewidzialnego. Prowadzi do niej najczęściej seria małych inicjacji, rozciągniętych na przestrzeni dziesiątków lat. U Grażyny te małe znaki odbijają poruszenie na powierzchni znamionującej głębię, z pewnością bezdenną i bezgraniczną. Najoczywistszym znakiem Grażyny jest spirala. Tak objawia się znak siły życia, siły, z którą ma do czynienia człowiek od początków swojego istnienia. Siła, którą żywi się ludzka dusza i ciało, geniusz i Bogowie. Ta sama siła tworzy nasze sny, myśli, nasz umysł i duszę. Ta sama siła tworzy żywioły i Bogów Grecji, Rzymu, Sumeru, Słowian, Inków i Azteków bogów Hindusów i australijskich Aborygenów. Jak ją ukazać skoro jest niewidoczna i niewyczuwalna zmysłami?
Tęsknota. Ta spokojna, pozbawiona żądzy tęsknota spaja każdą połowę obrazu Grażyny. Gdyż na jej obrazach zawsze jest prawa i lewa strona, zawsze jest dzień i noc gdyż bez tego nie ma życia. Dzieworództwo prowadzi do zniknięcia gatunku.
Jest dźwięk, który gdy przyjrzymy się uważnie dostrzeżemy, że zakrzywia światło.
Są cykle, mimo, że oznaczają dla każdego życia jego zmierzch i zimę, po niej wszak zawsze następujące odrodzenie.
Oprócz podziału na dwie strony, Grażyna dzieli jeszcze połówki na dwie. Otrzymujemy czwórkę, która jak mówi William Blake kryje czterech potężnych. Być może miał na myśli otwarcie drogi dla komunikacji z Niewidzialnym. Oczy i gesty dłoni, to cały utajony język spleciony z miłosnymi dotknięciami Natury. To wszechobecne piękno, które jest otwarciem bramy do jeszcze większego piękna, które wciąż spaja ciemność nocy, w odcieniach czerni, jakiej rozum nie pojmuje.
Są kruki z wiadomością, za którą trzeba zapłacić cenę. Ale Grażyna nie mówi o wysiłku. Jeżeli ktoś nie dostrzega wysiłku twórcy w jego wielkiej pracy przy tworzeniu płatków śniegu to lepiej nie mówić nic. Ale płatki są i co niezwykłe u Grażyny, są kołami szronu.
Są Słońce i Księżyc, równie stęsknione za sobą, co rozdzieleni kochankowie. Niemal zmuszeni przez Prawo do wypełniania swoich obowiązków, a przecież najchętniej skoczyliby w siebie i połączyli ze sobą na zawsze.
Jest muzyka i rytm. Muzyka to ta strona duszy, której zabrakło już słów by wyrazić niewyrażone. Z miłości i tęsknoty za Stwórcą musi śpiewać. Świat pod wodą i nad wodą jest niemal taki sam. Jakbyśmy nie tylko my wyciągali ręce do góry przywołując nadprzyrodzone, ale i nadprzyrodzone wyciągało ręce do nas wołając o pomoc i wsparcie. Jakby ta współpraca sięgała daleko głębiej niż nasze wyobrażenia.
Jest u Grażyny nawet Ikona. Dlaczego miałoby jej nie być skoro mówi o przebudzeniu duszy?  Dusza musi się obudzić do światła, ale musi się też obudzić do ciemności, której światło jest tylko małą cząstką.
 Grażyna nazwała to „w twoim cieniu”. W każdym przecięciu czasu i przestrzeni jest obecna czarna dziura. Tak nazwano to, co jest przezroczyste. Pewnie dlatego wszystko czego nie pojmujemy przyoblekamy w czerń. Jest okno i jest lustro. Oknem jest do pewnego stopnia każdy obraz Grażyny. Lustro ukazuje nasze najpiękniejsze cechy - delikatnie spływająca na czoło, malutka gwiazdka.
 Ta najmniejsza cząstka w człowieku tak mała, że jej istnienia nie można dowieść w żaden sposób.  Jest tak mała, że nawet nie istnieje a jednak „Jest”, tak jak życie pojedynczego człowieka w wielkim wszechświecie. Z drugiego końca wszechświata człowiek jest zbyt mały, by mógł zaistnieć a jednak Jest. Istota „Jest” na każdym obrazie Grażyny.  Nie ma większej potrzeby pokory i oddania niż matki dla dziecka. Wszechświat jest lustrem powołanym do życia przez świadomość, która może siebie zobaczyć. I tak my powołujemy do życia życie patrząc na nie. Gdy mała gwiazdka zalśni otworzymy szeroko oczy, patrząc w głąb dalej i dalej i jeszcze dalej.


5 komentarzy:

  1. Ciekawi mnie co autorka na to ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniejsza co na to malarka. Ona jak większość twórców obrazów symbolicznych przyzwyczajona jest do ich przeróżnych interpretacji. Gorzej moim zdaniem odbierany przez czytelników bloga, w tym mnie i moich przyjaciół jest fakt iż Krzysztof P. Tak bardzo rozmienił się na drobne. Właściwie to te "drobne" nie oddają sytuacji. Drobne to też pieniądze podobnie jak grube. K.P. Zamienił na tym blogu jedną ideę na inną nie mającą jak się zdaje nijak do pierwszej. Ja i podobnie i inni, jak myślę zwróciliśmy na Pieczyńskiego pilną uwagę, kiedy jako uznany i medialny artysta wystąpił z tak śmiałą i otwartą krytyką i demaskowaniem instytucji Kościoła Katolickiego. Złożył też deklarację podjęcia bezpardonowej walki. Ten blog miał być jak sztandar tej batalii. A tymczasem najpierw artykuły o tym jak wygląda Świat. No i niby dobrze bo u Pieczyńskiego wygląda całkiem inaczej niż naucza Kościół, powinno otwierać oczy, ale kto mu w to uwierzył. Nie mówię, iż to o czym mówił jest niewiarygodne, ale jego o tym przekaz czynił to niewiarygodnym, w szczególności dla ludzi bez przygotowania. Kościół opowiada podobnie niewiarygodne historie, tylko czyni to, w kółko, tysiąc pięćset lat, co czyni z opowieści najwyżsej miary kanon. A teraz te obrazki. K. Pieczyńskiego chciałem widzieć trochę jak Tadeusza Kościuszkę. Jego pierwsze kroki i deklaracje były jak przysięga kościuszkowska na rynku. No i co dalej. To tak jakby Kościuszko zwołał armie i na jej czelę ruszył przeciwko wrogowi pod Racławice. Tam mając swoich naprzeciw wroga, wystąpił by przed szereg i zamiast zagrzewać do boju i strategicznie rozkazywać, zaczął by tańczyć jezioro łabędzie.

      Usuń
    2. Nawiązując do mojej powyższej wypowiedzi, to na marginesie, obrazki całkiem nizłe (moim zdaniem). A i malarka wygląda na mądrą dziewczynę stąpającą po właściwej ścieżce życia, Ale co tu z tego.....

      Usuń
    3. No właśnie. Obrazki jak obrazki i nijak się mają do Polski laickiej. Szkoda.

      Usuń
  2. Fajny obrazek.Z nadinterpretacją to już nie tylko obrazek, ale coś więcej, bo to już jest wypracowanie domowe.Wkrótce okaże się po co ono tu jest, więc badżmy cierpliwi.Coś mi mówi,że Autor bloga jest na urlopie od swoich zainteresowań i tyle.

    OdpowiedzUsuń