1

1

sobota, 17 sierpnia 2019

Każdy naród ma swoją barwę i ton


Inteligencja i kultura zaprzęgnięte w służbie patriotyzmu i wiary są najszybszą formą samopromocji w dzisiejszej Polsce. Prowadzą najkrótszą drogą na stanowisko bohatera narodowego, lub gdy wszystko padnie dają przydomek męczennika. To są terminy z przeszłości, które wleką się za nami. Podobnie, jak unikanie prawdy o sobie, jest chorobą narodową. Polacy jeszcze nie wiedzą, że przetrwanie naszej cywilizacji jest możliwe tylko we współpracy wszystkich ze wszystkimi. Pozycja kk w Polsce jest śmiesznym reliktem. Kk jest jak lew, który całe życie spędził w cyrku. Teraz jest już tak stary, że nie widzi, iż żyje tylko z litości tresera. Czarna mafia nigdy nie zwyciężyła z prawdą w ludzkich sercach. Jeśli nie dokonała tego przez 2 tysiące lat, nie dokona tego i teraz. 
Kościele watykański zapamiętaj, że na polskiej ziemi, nigdy nie podbiłeś ducha tego narodu. Podzieliliście nas to prawda, skłóciliście to prawda. Ale dopóki będzie tutaj żył jeden człowiek, dla którego prawda jest ideałem, będzie on dla was śmiertelnym zagrożeniem. A takich ludzi jest więcej. Gdy przyjdzie moment prawdy, Polacy rzucą zakłamanie i fatałaszki przebierańców, tak jakby wzięli udział w jednym złym przedstawieniu. Wrócą do siebie jak śniący po koszmarnej nocy. Pamiętaj kościele katolicki, że ludzie prawdy zawsze byli twoim treserem. 
Każdy człowiek ma swój ton i kolor. Ludzkie ciało wydaje dźwięk, który jest częścią wielkiej symfonii. Tak samo naród, ludzkość, ziemia, planety i gwiazdy. To jest prawda, do której sekta katolicka nie ma dostępu. Ta prawda jest złożona w każdym z nas. Im bliżej tej prawdy tym dalej od sekty kk, kłamstw i manipulacji. Czujemy prawdę i budzimy się do niej. Nic tego procesu nie zatrzyma. Ta prawda jest potężna i my tacy się staniemy uwolnieni od kłamstw.

środa, 14 sierpnia 2019

Nikola Tesla


Polecam dziennikarzom i tym, których moje wypowiedzi bawią. Geniusz Tesli jest niekwestionowany. W wielu miejscach jego wizja jest mi bliska i coraz lepiej rozumiana. Gdy dotrę tam zrobię to samo. Przekażę ludziom wiedzę, którą utraciliśmy. Środki, którymi to robię to słowa, gdyż jestem poetą. Cel jest ten sam, otworzyć drogę do poznania i mocy. O tak, widziałem odcienie ciemności w wielkim bogactwie. To sen Twórcy, z którego wszystko powstaje.


https://www.linkedin.com/pulse/interview-nikola-tesla-from-1899-reveals-his-extraordinary-?fbclid=IwAR1ZBWXfzW8kyi_0Dt99h0sU-sUlAIpDf5y5i3OprT-SvQ4PpBeaevUy7xE

środa, 7 sierpnia 2019

Nasze serce jest alfą i omegą


Od początku działalności społecznej, którą prowadzę moje słowa są przekłamywane. Muszę nieustannie wyjaśniać i wygląda to jakbym się usprawiedliwiał, że jestem człowiekiem wierzącym. Moja wiara nie potrzebuje imienia. Mówię prawdę o kościele katolickim, nie dlatego, że jestem ateistą, ale dlatego, że kłamstwa i zbrodnie kk należy ujawniać. Opór wyznawców religii watykańskiej świadczy o tym jak skuteczna jest maszyna propagandowa tej sekty. Nigdy nie powiedziałem, że Chrystus nie istniał. Powtarzam, że Chrystus stworzony przez kk nigdy nie istniał. Brak zdolności odróżnienia tych dwóch spraw i postaw również jest dowodem na to jak sformatowani są polscy katolicy. Jezus wiedział, że tworzenie nowej religii jest ostatnią rzeczą, jakiej świat za jego czasów potrzebował. Nie tworzył żadnej nowej religii, nie mogło to powstać w jego umyśle. Tak jak i dzisiaj zakładanie nowego związku wyznaniowego nie ma sensu. Jezus był wyznawcą Ducha Świętego. Dla ludzi niecierpiących terminologii religijnej to znaczy, że podążał za głosem ze źródła natchnienia, za głosem serca. Muzyk podąża za dźwiękami, malarz za wizją obrazu, poeta za słowami, matematyk za wzorami. One wszystkie w natchnieniu docierają do naszej świadomości, z głębin naszej Istoty. Im głębsze natchnienie tym czystsza, piękniejsza i potężniejsza forma przekazu. Jezus, mam nadzieję, że to w końcu dotrze do katolików, znieważał uczucia religijne wszystkich, całego establishmentu, od Rzymu po Jerozolimę. Znieważał wszystkich i wszystko gdyż wszyscy polegali na religiach opartych na dogmatach. On podążał za głosem serca, natchnieniem, Duchem Świętym. Ten głos i nas prowadzi do odzyskania tego, co straciliśmy. Tutaj, w odbudowie świata na lepszy, każdy wynalazca, każdy nauczyciel, artysta mają taki sam udział, czy to ateista czy wierzący. W niewyrażalnym świecie Twórcy nie istnieją nasze pojęcia. Nie istnieją słowa i terminy z powodu, których spieramy się i zabijamy. Nie mam wątpliwości, że zejście Jezusa do dzisiejszego świata byłoby jedną wielką obrazą uczuć religijnych katolików i innych sekt ozdabiających się chrześcijaństwem. 
O wierze nieustannie gadają ludzie, którzy chcieliby coś w życiu zmienić, ale nie zmieniają. Tkwią w tym samym miejscu gadając o Bogu. Ludzie, którzy zmieniają świat nie gadają o wierze, po prostu ją mają, co widać po owocach ich pracy. Widocznie są bliżej źródła wszystkiego niż ci rozmodleni, a na pewno bliżej Boga niż ci wrzeszczący o swoich obrażonych uczuciach religijnych. Z Ireną Sendlerową, gigantem poświęcenia swojego życia drugiemu człowiekowi, nigdy nie rozmawiałem o Bogu. Po prostu przy ludziach prawdziwej wiary nie popełnia się takiego nietaktu. 
Świat nie jest miejscem, w którym wystarczy polegać na własnej sile. Są momenty, w których potrzeba czegoś nie z tej ziemi. Czasami ktoś może być tym światłem dla nas, a czasami już tylko cud może pomóc. Jednak to zawsze musi przejść przez nasze serce. Nasze serce jest alfą i omegą. W nim objawia się natchnienie. W nim jest początek i koniec, istnienie i nieistnienie. Serce jest rysowane światłem białym, niebieskim i czarnym.
Uczmy się więc, korzystając ze wszystkich dostępnych źródeł wiedzy, ale nigdy nie pozwólmy, aby nauczyciel nas uzależnił od siebie, gdyż wtedy pozostanie tylko powtarzanie jego słów i bajki o Bogu. A Bóg to nie bajka, mimo, że tak mało Go rozumiemy, to serce wie. Serce, źródło naszego natchnienia i siły.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Dzień czwarty



Ludmiła Niedbalska, reżyserka filmu „Dzień czwarty” pozwoliła mi na twórczą inicjatywę w rozmiarze, o którym może marzyć wielu aktorów. Było w tym tyle ufności i ciepła, że musiałem dopiero coś przeżyć, by sobie to wszystko poukładać. Potrzebne było wiele lat, by to w pełni pojąć. Reżyserka razem z operatorem, Stefanem Matyjaszkiewiczem  brała udział w powstaniu. Miałem więc dostęp do źródła z pierwszej ręki. Pani Ludmiła hojnie wtajemniczała mnie we wszystko, co mogło pomóc w zrozumieniu tamtych czasów. Poznałem wielu akowców. Szkoda, że wtedy nie potrafiłem prawdziwie docenić ogromu miłości, którą Ludmiła i Stefan wnieśli do filmu i z której wszyscy, aktorzy i ekipa korzystaliśmy. Było to zjawiskowe tak jak młodość, która postawiła na mojej drodze tak wspaniałych ludzi i nauczycieli rzemiosła i miłości. Dziękuję losowi, że tacy ludzie mieli na mnie wpływ, mogłem się od nich uczyć i mogłem z nimi pracować. Pewne sprawy układały się tak naturalnie, że pani Ludmiła stwierdziła, że Baczyński miał do nich podobny stosunek. Ten film do dzisiaj noszę w sercu i pewnie dlatego mam tak niezwykle osobistą i wciąż bardzo emocjonalną reakcję na sprawy związane z Powstaniem Warszawskim. Wybrałem dla Was dwie sceny Krzysztofa z Basią Drabczyńską, jego miłością od pierwszego wejrzenia..
https://www.youtube.com/watch?v=2g-2UNb037I
https://ksiazki.wp.pl/przyszli-na-swiat-po-to-by-sie-spotkac-o-powstanczej-milosci-krzysztofa-kamila-baczynskiego-i-jego-zony-basi-6396456463710337a?fbclid=IwAR0bVCVmpTa66h-KFBSB7ywIgJfon3E3JbTaZTE9qXYf1xKdlHByfGWKo7M

wtorek, 23 lipca 2019

Widziałem swoją prawdziwą twarz, poznałem swoje prawdziwe imię


Dziękuję Zbigniewowi Janowi Popko i  grupie jego sympatyków za życzliwość skierowaną pod moim adresem. Doceniam i czuję bezinteresowne, duchowe wsparcie płynące od Was.
Kilka lat temu bliska osoba powiedziała do mnie, „Tyś nie nasz”. Może sformatowana przez kk, choć to było przed początkiem mojej działalności na rzecz świeckiego państwa. Było to wtedy bardzo przykre i często te słowa do mnie wracają. Do tego stopnia, że pogodziłem się z nimi i zrozumiałem, że bez względu na to jak bardzo pragnę ludzkiej miłości, mój prawdziwy dom nie jest na Ziemi. To łatwo powiedzieć, ale wcale nie łatwo z tym żyć. Ktoś z waszej grupy napisał „Tyś nasz Krzysiu”. No wiecie, coś takiego...Wzruszyłem się. Wykłady Jana Popko oglądam i cenię ich duchowe bogactwo. Doświadczenie uczy mnie żeby rozwijać swoją wrażliwość również poza środowiskiem, które ma na nas największy wpływ, czy to dotyczy religii, wykonywanego zawodu czy hobby. To pomaga patrzeć szerszej i rozumieć więcej. 
Żyję w nadziei, że człowiek zawsze może zacząć nowe życie, bez względu na istniejące ograniczenia. A znalezienie sił i odwagi w sytuacji, gdy sił i odwagi brakuje jest prawdziwym wyzwaniem i bezceremonialnym obrazem tego, jaka jest nasza wiara i kim się staliśmy. Całe życie radziłem sobie sam, dlatego nie oczekuję żadnych rad. Jednocześnie wiem, że największym darem i radością jest dzielenie się sobą i wspólne przeżywanie radości i smutków. Obyśmy potrafili zbudować świat, w którym nikt nie czuje się opuszczony. A jeśli ktoś tak się czuje, to by znalazł determinację i powrócił z wygnania, co będzie jego triumfem i nas wszystkich gdyż pokaże, że miał dokąd wrócić i po co. 
Chcę żyć lepiej niż potrafię. Taka jest moja droga do Światła i tajemnicy złożonej we mnie.


wtorek, 2 lipca 2019

Sezamie otwórz się


Wydaje się, że Twórca ulokował się w ludzkiej podświadomości. Pierwszą rolą człowieka miało być świadome prowadzenie potencjału  ducha w trójwymiarowej fizyczności, po to by Twórca mógł doświadczyć swojej inteligencji w obiektywnej biologicznej formie. Poprzez utrzymanie balansu i harmonijny rozwój w duchowo fizycznej kreacji, Twórca pewnego dnia mógłby zamieszkać w fizycznym świecie, w rodzinie człowieka. Ciało człowieka to obraz  drzewa z systemem nerwowym. Wąż sprawił wczesne dojrzewanie indywidualności. Zgubiła się duchowa współpraca i decyzje podejmowane wspólnie z podświadomością. Pole morfogenetyczne czy pole siły Twórcy wciąż otacza Ziemię. Aby przywrócić utraconą harmonię pojawiły się nowe wibracje i zamieszkały w podświadomości zbiorowej ludzkości. Stąd powoli i cierpliwie budowany jest pomost między podświadomością zawierająca tajemnice tworzenia i świadomością. Dla niektórych to właśnie obecność Chrystusa. Od pojawienia się podnosi nasze wibracje by otworzyć przejście między światami, które są w człowieku. Te wibracje nieustannie działają na podświadomość, w której niejako zamieszkał ten aspekt Twórcy. Wciąż jesteśmy jednak pod wpływem  grawitacji, która również obciąża świadomość.  Strach także oddala od źródła. Stąd dominacja umysłu i osobowości, ego. Zakochani w fizyczności spróbujmy odpocząć od jej dominacji.  
Rozpoczynamy 10 cykl dziesięciodniowych medytacji. Odpocznijmy od dominacji umysłu i myśli. Spróbujmy przerwać strumień myśli. Najłatwiej obserwując oddech i powracając do tego, gdy znów włączą się myśli. Jeśli zaśniemy to trudno. Zaczynamy dzisiaj, 2 lipca o godzinie 23: 00, każdy u siebie w ciszy i kontynuujemy do 11 lipca. Pierwsze kilka minut dedykujemy ściąganiu światła niewidzialnego, niestworzonego dla wszystkich medytujących i dla podnoszenia wibracji ludzi w całym kraju. Resztę piętnastominutowej medytacji przeznaczamy na relaks i odejście od myśli. Niczego nie oczekujemy, niech ten pomost między połówkami mózgu się buduje. Serdeczności dla wszystkich uczestniczących w tych naszych medytacjach jak i dla tych, którzy dopiero zaczynają działać w Grupie Samorozwoju. 


piątek, 14 czerwca 2019

Wyznanie Adama



Jestem coraz bardziej przekonany o tym, że intelektualiści nie znajdą rozwiązania istniejących dylematów. Czytam sporo wypowiedzi ludzi, którzy żyją w aurze swoich intelektualnych osiągnięć. Niektórzy z nich nawet w trakcie udzielania wywiadów rozkosznie zamykają oczy a na ich ustach błąka się tajemniczy uśmiech, który ma być refleksją wielkich umysłów i świetnego samopoczucia. Pewność siebie zwycięzcy, prawda? Dobrze są widziane złote myśli sypane jak z rękawa, gdy trzeba powołać się na coś, co już odkryli inni. Swoje tytuły kolekcjonują niczym dawni magnaci włości. Sympatycznie się ich czyta i nabiera
szacunku do ich intelektu. Tak widzę polskich przewodników. Przy rzeźbiarzu będą znawcami rzeźby, przy pisarzu  pisania, przy śpiewaku śpiewania. Są tak zachwyceni własnym intelektem, że tworzą nowomowę niezrozumiałą dla nikogo prócz garstki snobów. Rzadko przyłapują się na tym, że są ekspertami od spraw, które stanowią treść życia ludzi, którzy nie teoretyzują tylko tworzą.  Mrużą oczy, bo przecież ich intelektualny walor komuś dostarcza rozkoszy, a jeśli nikomu to sami mogą mieć orgazm. I ci ludzie mają wskazywać Polakom kierunek. Uwielbiają powoływać się na tradycje, chrześcijaństwo, Greków, polityków, socjologów, mężów stanu… Wszyscy razem wzięci nie potrafią najprostszych i najpiękniejszych rzeczy, nie wspominając o magii, bez której bierzemy dragi, pijemy na umór, rżniemy co popadnie lub niszczymy innych dla władzy. Są przecież intelektualistami obdarzonymi krytycznym umysłem. Prawie nigdy nie widzą, że długo trawią rzeczy i sprawy, które już zostały przetrawione. Tytuły przy nazwiskach robią swoje. To oni wskazują kierunki i analizują trendy. Nikifora by nie odkryli gdyby zwykli ludzie nie zwrócili na niego uwagi. Dlatego nie zrobią już nic dla rozsypującego się porządku. Czerpią garściami z tego, co już było i są coraz dalej od tego by zrozumieć to, co nadchodzi. Oczywiste, że nie ma pośród nich wizjonerów. Koncepcja obrabiania przyszłości, która ma wpływ na przeszłość gdyż czas jest okrągły, nie mieści się w ich zwojach mózgowych. 
Europa i stary porządek, chrześcijaństwo razem z Grecją muszą odejść. Muszą odejść gdyż dzisiejszy człowiek jest tak samotny, że mu ten stary porządek nie  wystarczy. Dzisiejszej samotności nie ukoi intelekt. Setki milionów ludzi, a wkrótce miliardy przeniosą się w świat wirtualny, gdyż będą coraz bardziej samotni a ten świat nie przyniesie ukojenia ich samotności. Wszystkie intelektualne baletnice świata nie widzą tego. Oślepli od blasku własnej wspaniałości. Świat w końcu wejdzie w kontakt z innymi wymiarami. Ale tak długo jak przejście w inne wymiary będzie kosztowało tryliony i skomplikowaną maszynerię,   będziemy samotni. Ktoś, jako pierwszy pokaże jak pragnieniem otworzyć kwantowe wrota. Przyszłą żoną Adama będzie Ewa, która stoi ciągle za drzwiami  wymiarów. W sensie przestrzennym jest tuż obok, tylko w innej wibracji światła. Możecie czekać by próchno intelektualne bądź religijne wskazywało wam drogę. Ja za drzwiami umawiam się z Ewą na randkę. Nie myślcie, moi czytelnicy, że sobie to ot tak wymyśliłem. Nie czytam po to by brylować złotymi myślami. Przepraszam, że tłumaczę, ale jestem często źle rozumiany. To znaczy, że ludzka inteligencja połączy się z inteligencją poza ziemską. Uczę się słuchać i patrzeć, a na Ewę czekam już 30 lat i szukam drogi do niej. Czasami na ułamek sekundy mignie mi w pokoju. Na swój sposób ją kocham i coraz bardziej za nią tęsknię.