1

1

piątek, 19 kwietnia 2019


Zapraszam na ósmy cykl medytacji od dzisiaj, między 19 a 28 kwietnia. O godzinie 23:00, każdy w swoim, cichym miejscu przez 15 minut łączy się ze światłem i całą grupą. Sprowadzamy światło do zbiornika, którym jest Polska, aby podnieść wibracje i świadomość własną, grupy i wszystkich Polaków. Dla jednych wizualizacja, dla innych modlitwa lub praca z wyobraźnią. Przynosimy też temat upadku wszystkich dyktatur na świecie i a w konsekwencji erę pokoju. To pierwsza, bardziej życzeniowa część, której poświęcamy około 5 minut. W drugiej części zajmiemy się "świadkiem".
 Rozwój umiejętności przypatrywania się sobie, niejako z boku z pozycji świadka. Obserwujemy myśli i kiedy nas wciągają, gdy tylko to spostrzegamy wracamy do pozycji obserwatora. Wysiłek intelektualny przydaje się w osiąganiu celów w życiu, ale nie przy percepcji świata poza myślą, poza światłem stworzonym. Ponieważ zrozumienie stanów poprzedzających myśl rozpoczyna się gdy gaśnie aktywność ego. W punkcie zerowym, tam gdzie jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Kiedy zrelaksujemy się i zaakceptujemy siebie, pogłębia się zrozumienie. Kiedy to nastąpi nie ma potrzeby by wysilać się aby zrozumieć więcej. W tym momencie tyle wystarczy. Uzdrowić mamy tego, do którego trudno nam się przyznać wewnątrz siebie. On potrzebuje najwięcej miłości. Nie oczekujmy niczego, niech się wydarzy co się wydarzy, bez wysiłku przy całkowitej akceptacji siebie. Jeśli to będzie trudne gdyż myśli się będą rozpędzać, można pomóc sobie obserwacją oddechu i spokojnie wrócić do postawy świadka swojego stanu.
Słowa są tylko symbolami wewnętrznej prawdy. Kluczami, które pomagają, by połączyć się z Żywą Prawdą. Kiedy osiągniemy głębokie zrozumienie możemy obejść się bez słów.
Choć możemy je wciąż kochać za piękno i liczne drogowskazy. Kiedy poznamy ich tajemniczy związek ze światłem to będzie wielki dzień dla człowieka.
W Grupie Samorozwoju jest nas wielu https://static.xx.fbcdn.net/images/emoji.php/v9/ta5/1.5/16/1f642.png:-)
Zapraszamy wszystkich chętnych by wspólnie tworzyć, również w ten sposób, społeczeństwo bardziej świadome swojej wartości i lepszy świat, uwolniony od wszelkich indoktrynacji.
Poniżej historia poprzednich spotkań:




niedziela, 14 kwietnia 2019

Chuć w gaciach a na ustach świętość



Europejczycy zapatrzeni w cierpienie człowieka na krzyżu i spożywanie jego ciała nie zdołali zbudować w sobie przeświadczenia, że szukanie Boga prowadzi do głębokiego spotkania z samym sobą. Inaczej mówiąc, jeśli pozwolisz Twórcy objawić się wewnątrz ciebie, zrobi to. Ale religia nauczyła szukać idoli i czekać nie wiadomo na co. Nie spodziewajmy się, że osiemnaście wieków zjadania człowieka cierpiącego na krzyżu nie zostawi śladów w DNA ludzkości. Zostawiło a jakże. Gdy zachód Europy przejrzał kłamstwa płynące z kk odwrócił się od kapłanów. Stracił przy tym chęć do życia, gdyż zrozumiał, że żywienie się cierpieniem jest błędnym kołem. I tak wyglądała chrześcijańska Europa. Znalazła powód do życia w gwałcie, przemocy i wojnie. Pokojowa Europa pozbawiona chrześcijańskiej pasji mordowania w imię ewangelizacji straciła agresywność i do pewnego stopnia motywację. Po co się rozmnażać, po co nowe pokolenia do starej bajki, która nas pozbawiła radości życia. Tak, to chrześcijaństwo zabiło Europę. 
Oto sen sprzed jakiś sześciu, siedmiu lat. Idę ulicami Krakowa, mijam ludzi, setki i tysiące, ani jednego białego. Wszyscy ciemnoskórzy, ale nie czarni. To było jeszcze przed falą imigrantów i wzmożeniem terroryzmu. Czy islam zaleje Europę?  Tak może się stać, tak zinterpretowałem sen. Ale nie stanie się to przez wielką wojnę chrześcijaństwa z islamem tylko dlatego, że Europejczycy stracą wolę życia. Dlatego tak ożywa faszyzm, bo w tych, którzy chcą wyższości własnej rasy, pokłady nienawiści są największe i paradoksalnie największa wola życia. Orgie w kk również są dowodem końca epoki. Nadchodzi apokalipsa, trzeba używać ile się da, bo po tym nic nas nie czeka.
Spójrzmy na ulice naszych miast. Twarze pozbawione radości, światła, nadziei. Gdy zdarza się spontanicznie zachować, podzielić radosnym nastrojem, z pod ziemi zawsze wyrasta ktoś, kto w brutalny sposób gasi tą  iskrę. Kiedyś pukanie do drzwi budziło radosną antycypację, że może ktoś znajomy wpadnie na kawę. Dzisiaj pukanie do drzwi budzi strach. Co zrobili moi rówieśnicy, iż nie zdołali przekazać swoim dzieciom, że młodszy kłania się starszemu. Czy to było złe?  Drobiazg powiecie. Reperkusje tego są poważne. Mamy pokolenia, im młodsze tym większą obdarzone roszczeniowością. Właściwie moim życiem mam służyć obsługiwaniu młodego pokolenia. Jakąż łatwość i niewyczerpany arsenał krytyki wobec starszych mają młodzi ludzie, który demonstrują to bez cienia żenady.  Co się stało?  Ludzie nie są w stanie pozdrowić się mieszkając w jednej kamienicy. Młodzi czekają żeby im się kłaniać. Co się stało? Będziemy się mijać jak zombi z klapami na oczach? Już to robimy. Wysyp braku talentu i celebry. Te piski na spotkaniach z publicznością. To nie o Pana chodzi, piszczą, bo widzieli, że tak piszczą na zachodzie, gdy się pokaże prawdziwa gwiazda. U nas nie ma gwiazd, są gwiazdeczki i mała grupa utalentowanych ludzi, najczęściej ciężko pracujących. W naszym kraju coraz bardziej dominuje zakaz szczęścia. Watykańska sekta nie może znieść manifestowania szczęścia. Oni sami ze wszystkim muszą się ukrywać. Wszystko, co dla nich jest szczęściem jest przez kościół zakazane. W rewanżu niszczą nawet zarzewie szczęścia u innych, wyrywają nawet kiełki. Dlatego mamy niż demograficzny. Po co oddawać następne pokolenie kościelnej patologii? No, więc jak będzie, wymieramy czy zmieniamy to? I nie dajmy się zwariować poprawności politycznej, za chwilę zastąpi kościół. Chuć zawsze rodzi się w gaciach, gdy na ustach kwitnie świętość. 
Cywilizacja jest w zaawansowanej ciąży. Albo urodzimy nowe wartości i nową cywilizację z bardziej ludzkim dzieleniem dóbr, bez przywilejów dla kasty kapłańskiej, albo dziecko urodzi się martwe. 


środa, 3 kwietnia 2019

Czarna magia jest codziennością sekty katolickiej


Od czterech lat wypowiadam się krytycznie na temat kk i dziesiątki razy tłumaczyłem, że należy mówić prawdę o kościele, i że robię to jako osoba wierząca. Nie wierzę w religie i dodatki do wiary w postaci wyznań i całego teatru towarzyszącego temu. Wierzę w Twórcę, którego nie można definiować w kategoriach osoby, człowieka itd. I często po artykule w komentarzach pojawia się, „ja też jestem ateistą”. Pozostaje mi cierpliwe tłumaczyć, że nie jestem ateistą i nie atakuję Boga (co za absurd, nie da się atakować Boga, można walczyć z koncepcjami na ten temat), gdyż jestem wierzący, tylko obnażam ludzi podszywających się pod Boga. Myślę, że większość moich czytelników już rozumie, że nie zakładam nowej religii, tylko przedstawiam możliwość pogłębiania własnej, indywidualnej drogi poznania siebie i pogłębiania wewnętrznej wiedzy o sobie, co dla mnie wyraża się jako praca duchowa. Wracam do tematu palenia książek.
Gdyby wyznawcy sekty watykańskiej nie byli pod wpływem czarnej magii, nie pozwoliliby wmówić sobie nie swoich grzechów. Nie uderzaliby się w piersi mówiąc „moja wina”, bo prowadzi to do poczucia obrzydzenia do siebie i odreagowania. A odreagowaniem są zbrodnie nienawiści w imię Boga swojej wiary. Skutek działania czarnej magii.
Nikt nie zmusi człowieka do klękania przed klechą chyba, że najpierw zostanie pozbawiony własnej woli. Nikt nie będzie wyznawał przed obcym, śliniącym się facetem, swoich intymnych sekretów, chyba że jest pozbawiony własnej woli. Nikt nie wpuści do domu intruza, żeby dokonał oględzin, wypytywał o to co nie jest jego sprawą i skasował za to gospodarza chyba, że jest pozbawiony własnej woli. Nikt nie wyśle dzieci na krucjatę, chyba że praktykuje czarną magię i składa ofiarę z tych dzieci swojemu głodnemu bóstwu. Nikt nie dokonuje holokaustu na ludziach w imię ewangelizacji, chyba że ewangelizacja jest przykrywką do składania ofiar z ludzi. Czym jest bóstwo kk, skoro jego głód ofiar i chciwość przez osiemnaście wieków nie zostały nasycone?
Czarna magia jest codziennością sekty katolickiej. Nie widzą tego jej wyznawcy, gdyż obraz Chrystusa przesłania im prawdę o kościele. Tak ślepym i głuchym wobec faktów może być tylko ktoś, kto żyje pod wpływem działania czarnej magii, codziennie uprawianej przez kk na wyznawcach i ich dzieciach, od przedszkola począwszy. We współczesnym języku czarna magia to stosowanie technik podprogowych, indoktrynacja, zastraszanie, manipulacja, szantaż, dla uzyskania zamierzonego celu, którym jest wychowanie podległego, posłusznego woli kk społeczeństwa. Katolik, to człowiek całkowicie pozbawiony samodzielności duchowej, całkowicie pozbawiony potrzeb duchowych. Dlatego przez tak długi okres jest niezdolny strząsnąć z siebie kontrolujący go reżim. Dla wyznawców innych religii to oczywiste, że kk to siedlisko szatana, a kk uznaje inne religie za siedlisko szatana. Oficjalnie mówią o ekumenizmie. Naprawdę marzą o zniszczeniu innych wyznań. Tak wygląda rzeczywistość większości religii. Wyjątkiem są te rdzennej ludności, no chyba, że próbują odciąć od nich kupony naziści, żeby wyprodukować supermena.


poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Zakony to obozy pracy z dożywotnim wyrokiem

Kościół w imię ewangelizacji mordował i torturował z zimną krwią. Dzisiaj w imię ewangelizacji gwałci, kradnie, kłamie i znów, jak to było w przeszłości, brata się z faszystami. W przeszłości papieże potępiali każdy zryw wolnościowy Polaków bredząc o ewangelii, tak jak to robią dzisiaj. Łamią strajk nauczycieli i protestują przeciwko karcie LGBT, ponieważ jest im odbierana przyjemność wprowadzania dzieci do ich pedofilskiego rzemiosła. Powołują się przy tym na ewangelie.
Wszystkie cierpienia, które przez osiemnaście wieków kk zadał ludzkości były i są przedmiotem czerpania z nich przyjemności. Gdyby ludzie kościoła nie czerpali przyjemności z mordów, tortur i gwałtów, to by tego nie robili. Świat jest pełen nienawiści i przemocy z powodu religii. Religie kształtują świat od tysięcy lat i dopóki będą miały wyznawców, ludzkość nie pozna swojej dobrej strony, a każda próba humanizacji zostanie stłumiona. Jeżeli religie różnych maści zaczną ze sobą współpracować to będzie koniec wolności, matrix. To, że się nawzajem tępią walcząc o wpływy, chroni nas przed zamienieniem świata w jeden wielki zakon, w którym ludzie nie mają żadnych praw, giną w tysiącach i są przedmiotem handlu, jak w czasach niewolnictwa. Oficjalnie są wysyłani na pogłębioną ewangelizację i mają wolny wybór zgodny ze swoim sumieniem. Takie brednie głoszą od wieków. To jest jedyna niewolnicza organizacja działającą jawnie. Kościół jest obozem, w którym kobiety, dzieci, młodzi ludzie są przedmiotami seksualnych korzyści dla wyżej stojących w hierarchii. Jak to jest możliwe, żeby niewolnictwo nie było karane? Jak to jest możliwe, żeby taka potworna sekta utrzymywała stosunki dyplomatyczne z rządami wszystkich krajów?
Dlatego tak jest, że ta sekta stworzyła taki świat. Stworzyła go dla siebie. Wystarczy powołać się na ewangelie i wszystko staje się możliwe. Każda zbrodnia, każde łajdactwo i kolaboracja z każdą władzą. Jeśli kk sam ustanawia prawa, wówczas kolaboracja po prostu staje się rządzeniem. Kościół w jakimś stopniu sprzeciwiał się komunie, bo ta nie dawała mu władzy i przywilejów, a tylko o to mu chodziło. Odzyskać wszystko z nawiązką. I odzyskał. Czemu? Bo jesteśmy słabi, głupi, zniewoleni, leniwi. Bo ewangelizacja uczyniła z Polaków naród nietwórczy, zawistny, małostkowy. Potencjał odbicia się od dna wciąż istnieje. Potencjał, by piękni ludzie, szlachetni dawali przykład do naśladowania, a nie zakłamana, pedofilska sekta złodziei uczyła Polaków moralności tylko dlatego, że powołuje się na ewangelie.
Tak jak kiedyś kk został zmuszony przez postępową ludzkość do zaprzestania tortur i holokaustu na rdzennych ludach, tak samo dzisiaj został zmuszony do zajęcia się sprawą pedofilii. To nie od ludzi kościoła wypłynęła zmiana, to myśmy ich do tego zmusili. Żadna zmiana w działaniach kk nie miała i nie będzie miała miejsca, gdyż oni wciąż uważają, że ludzie są ich trzodą, ich własnością.

piątek, 22 marca 2019

Cień boga


Religia nauczyła ludzi kłamać, kłamać bez zmrużenia oka. Wytłumaczyła, że tak długo jak wyznawcy powołują się na wartości chrześcijańskie czy innej sekty, mogą robić co chcą, gdyż te ideały są dobre. W ten sposób ludzie zostali uwolnieni od potrzeby życia w prawdzie. Zastąpienie potrzeby życia w wewnętrznej prawdzie, jest narzędziem do manipulowania, gdyż wewnętrzny „prawdziwy”, „cichy głos”, „wewnętrzne dziecko” i „czystość” ustępują dogmatom i regulacjom. Dlatego ludzie religijni są fanatyczni, gdyż uwierzyli w prawdę podaną im przez innych, jako swoją. W społeczeństwach wyznaniowych takich jak np. Polska i Węgry zawsze następuje wysoki stopień korupcji i demoralizacji. Gdy jednak krytyczna masa ludzi uwolni się od potrzeby dochodzenia wewnętrznej, własnej prawdy, powstaje fala nienawiści. Ludzkość zmierza w stronę wojny, po raz kolejny za sprawą zastąpienia wewnętrznej prawdy zewnętrznymi regulacjami. Ten krytyczny moment zbliża się i każdy powinien rozważyć, jakim wartościom służy swoim życiem. 
Jeżeli ktoś został ateistą, ponieważ ksiądz uwiódł mu kobietę bądź się do niego dobierał to nie oznacza osiągnięcia wewnętrznej prawdy, tylko reakcję emocjonalną. Usprawiedliwione i zrozumiałe jest wtedy odejście od kościoła i żądanie ukarania niemoralnego księdza, ale niedojrzałe jest obwinianie za to Boga. Należy zrozumieć, że ani ksiądz, ani katolicyzm, ani chrześcijaństwo, ani żadna religia nie mają związku z Bogiem. Należy kategorycznie oddzielić wewnętrzną prawdę od skorumpowanych firm i religijnych cwaniaków, którzy wykorzystują teologię po to, by mieć prawo powoływania się na Boga i manipulowania ludźmi, by oddzielić ich od dostępu do ich prawdy. To jest oś działania religii. Oddzielony od wewnętrznej prawdy przestajesz być autorytetem dla siebie, tracisz szacunek do siebie. Stajesz się słaby i wtedy kościół robi z tobą co chce. Daje ci jałmużnę, gdyż tracisz obraz tego, że to hierarchowie są żebrakami, wciskającymi się do twojego domu, żeby okradać i inwigilować po kolędzie, żyjącymi z twojej pracy, twojej energii i twojej naiwności. Jednak ta naiwność nie jest beztroska, gdyż zostaje wykorzystana przez urzędników katolickiej korporacji do tresowania ciebie. Stajesz się „wyznawcą” i w tym momencie tracisz siebie całkowicie. Jeszcze o tym nie wiesz, zaślepiony fałszywym blichtrem twoich „nauczycieli”. Złotouści nic innego nie potrafią, oprócz przekonywania, że wszystkie zbrodnie kk to tylko drobny wypadek przy pracy.
A wy znów daliście się nabrać. Najpierw na niewinność JPII a teraz Franciszka. Ten ostatni jest identyczny w sprawie pedofilii jak ten polski. Nie przyjął dymisji francuskiego kardynała Barbarina ukrywającego pedofilię. No przecież ów czynił to, co mu kościół kazał. Ludzie mówią, że ksiądz im pomógł w tym czy owym. Tylko, czy kościół kiedykolwiek zbudował w kimkolwiek potrzebę bycia własnym autorytetem? Czy kiedykolwiek wydał miskę zupy bez indoktrynacji i ewangelizacji. Ewangelizacji, która stała się holokaustem popełnionym na ludzkości w imię chrześcijańskiego boga. 
A wszystko zaczyna się w momencie, gdy tracisz szacunek do siebie i pozwalasz by twój wewnętrzny autorytet, pragnienie prawdy zostały zastąpione zewnętrznym autorytetem. Dajesz się nabierać na świecidełka i dramatyczne pozy, jak dziecko w teatrze kukiełek. Bóg nie jest tym, o czym mówi kościół. Jest niepojęty w kategoriach ludzkiego umysłu. Ale wewnętrzna prawda, czy ktoś jest wierzący czy nie, jest naszą największą wartością, ideałem, którego nie wolno zdradzić. Dla mnie jest to droga do poznania siebie, a więc wszechświata i umysłu, który stoi za stworzeniem. Wszystko, o czym piszę i mówię dotyczy w równej mierze wierzących jak i niewierzących. Wydaje się to oczywiste, ale gdyby tak było, nie spotkałbym tyle zatwardziałości ukrytej pod pseudonaukową ortodoksją ateistów. Każdy człowiek, który odrzuca coś, jako fałszywe, nie poświęcając czasu by to poznać, jest uproszczeniem swojej własnej wersji. 
Ktoś mi powiedział (może moje Wyższe Ja), że wyciągam ludzi z cienia boga. Zastanowiłem się dłuższą chwilę... Tak, uświadamiam tym, do których dotrę i sobie, że religie służą fałszywemu bogu.

czwartek, 14 marca 2019

Dobrzy ludzie, a tacy źli


Partia pis, polski rząd, polski kościół są całkowicie zawieszeni w przeszłości. Nic dziwnego, gdy zajmują się niekończącym się pogrzebem człowieka na krzyżu. Nie ma życia w ludziach, którzy żyją przeszłością i potrzebą zemsty za przeszłość. Tam,  gdzie płyną ich myśli, tam są oni sami, i tym są, czym są ich myśli. Człowiek może żyć tylko w teraźniejszości. W teraźniejszości może znaleźć szczelinę do swojej prawdziwej natury, która żyje w wieczności. Teraźniejszość to Obecność. W teraźniejszości słyszymy radosną pieśń Ducha, inspirację, która pozwala nam śpiewać i tworzyć. Wyrazić to wszystko, co nas łączy z ludźmi, kosmosem i naszą własną Istotą. Bóg nie jest ponurym dewotem. Bóg po to nas stworzył, by się cieszyć swoim stworzeniem, by śpiewać i tańczyć, a my razem z Nim. Kto nas zakorzenia w przeszłości odbiera nas Prawdzie i radości życia. Kto nas prowadzi na pogrzebowe msze i gadanie o tradycji, nie służy ani życiu, ani radości, ani Bogu. Polacy są tak bardzo spragnieni spontaniczności,   tak bardzo chcą się odrodzić i być sobą, być prawdziwi. Pozwolić sobie na przyznanie się do niedoskonałości, zaśmiać się, zapłakać, uśmiechnąć do kogoś, uściskać nieznajomą lub nieznajomego. Uwolnić się od nieustannego lęku, tego sędziego w postaci księdza za firaną sypialni, moralnego bagażu męczeńskiej historii, która zabija każdy odruch spontaniczności i niszczy radość. Po co żyć,  jeśli w tym życiu nie ma miejsca na pokazanie kim naprawdę jestem. Obrazem zapiekłego w złości, szarego człowieka żyjącego bez natchnienia, bez radości, bez spontaniczności? Przecież my jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż zrobił z nas kościół. To bredzenie o szatanie przez sektę złodziei. Wystarczy rzucić hasło „szatan” i biedni, pozbawieni woli ludzie łapią krzyże i różańce i biegną protestować nie wiedząc przeciw czemu, nie rozumiejąc nic, absolutnie nic, na temat tego, czego nienawidzą. Tak samo wyglądały pogromy. Ktoś krzyknął  „Żydzi zabijają dzieci na mace” i pędzili, tylko z siekierami. Ale głupota była ta sama, gdyż jej katolickie źródło było i jest to samo. To nabieranie się na pozory, teatr w złocie i purpurze bez treści, bez natchnienia, bez polotu. Kościół opiera swój autorytet na strachu. Kościół mówi „ jestem autorytetem”.  To kłamstwo, autorytetu się nie narzuca, autorytetem się staje. I to ja decyduję, z mojej własnej nieprzymuszonej woli, czy będziesz dla mnie autorytetem czy nie. Bóg życia, to nie jest Bóg strachu. Komu więc naprawdę służy kościół i jego katolicki narybek? 
Porzućmy te zabobony, że do nieba trafią męczennicy, bo to zawieszenie na męczeństwie jest pożywką rządu i kk. To nie my!!! Nie wciągajcie ludzi do bagna, bo podzielimy Polskę na dwie części i to fizycznie. Jedną dla was dewotów i drugą dla tych, którzy chcą Polski wolnej od waszej dewocji i martyrologii. Kraju, w którym ludzie się cieszą, uśmiechają i mogą rozwijać twórczo a nie ukrywać swoich przekrętów za chrześcijańskimi wartościami, których ani śladu nie widać w codzienności. Przestańcie zbawiać obłudnicy, bo tego nie potrzebujemy od was, playboyów kościelnych. Kto jeszcze nie myślał o tym, żeby ten kraj podzielić, bo w tym kłamstwie nie da się dłużej żyć? 
Spójrzmy na czempionów tego rządu. Uśmiechają się tylko wtedy, gdy komuś dokopią albo wyślizgają się z jakiejś ciemnej sprawy. Czasami zagości na ich twarzach uśmiech pogardliwej wyższości, gdy przemawiają do maluczkich biorąc przykład z dominikanów, czyli tych, którzy instruują Boga jak ma działać. Co za farsa. Jakie to przykre widzieć dobrych ludzi, których kk zamienia... w złych. Taki zmarnowany potencjał. 
Czeka nas praca dla pokoju na świecie. Ta praca to uwolnienie ludzkości od kłamstw religii, wszystkich religii. Jeśli chcemy pokoju, potrzeba odwrócić ludzi wierzących od religii i zwrócić bezpośrednio w stronę Boga. Światło dające życie, naszą zdolność odczuwania i myślenia, to jest uniwersalne. Religie powstają i znikają. Wojny, które się toczą na świecie, to wojny religijne. One się nigdy nie skończą gdyż religie zawsze będą manipulować ludźmi i napuszczać jednych na drugich.
Polska, w której neofaszyzm uchodzi za patriotyzm, a zabobony i nienawiść są odnośnikiem do tradycji, to nie mój kraj. Tutaj nie ma miejsca dla mnie. Ten kraj po raz kolejny mnie wyrzuca i ludzi myślących podobnie. Byłem opluty przez chama za komuny i byłem pobity przez zomo. Byłem opluty i skopany przez chama za rządów pis. A przecież ten człowiek może być dobry, gdzieś w głębi serca. Tylko, że słucha tvp i chodzi do kościoła i dlatego znalazł w sobie prawo do  samosądu. Pis tworzy kraj wzorowy dla chamstwa. Guru pis-u tworzy kraj ludzi podobnych do siebie. Tchórzy schowanych za kiecą kościoła, otoczonych policją, niezdolnych do przyznania się do tego, kim są. Do tego potrzebny jest im kościół. Mogą swoją podłość podprowadzić pod tradycję i krzyż. Tak jak kościół swoje zbrodnie może ukryć pod krzyżem. 
Dorobkiem religii jest świat, w którym jest coraz więcej strachu i egoizmu. Wyświęcanie
podłości to gust kościoła, tak jak u Felliniego zakonnice na wybiegu dla modelek. 
Ale ten świat upadnie. Skupmy się na budowaniu nowego. Nie ci, którzy krzyczą najgłośniej będą triumfować, ale ci, którzy pozostaną prości i uczciwi w sercach. Nie pozwólmy zmanipulować  się nienawiści, zobaczmy, co kryje się  pod pozorami prawdy. Nauczmy się odróżniać prostotę, szczerość, umiejętność dzielenia się, od dramatycznych póz i błyszczących fatałaszków ludzi powołujących się na Boga. Skończmy z tą fałszywą pobożnością i śledzeniem ludzi na zakupach i w ich domach. Człowiek może wiele zrobić dla innych, ale przychodzi czas, że musi odreagować. Wtedy potrzebuje naszego zrozumienia i my mu je dajemy, gdyż jedliśmy chleb z niejednego pieca i nie udajemy świętoszków. 
Jest wielu, wielu pięknych, dzielnych, szlachetnych ludzi w naszym kraju. Tylko, że wszyscy jesteśmy zanurzeni w katolickim sosie,  a jego głównym składnikiem jest kłamstwo. „Nieźle obłowiliśmy się na tej bajeczce o Jezusie”, słowa Leona X zwanego papieżem. 
Kończę ten temat  myślami na drogę, jesteśmy wszak podróżnikami w chwili wieczności.
Niech nasze słabości nie staną się przyczyną naszych porażek. Niech te, które przezwyciężyliśmy dodadzą nam sił, a te, z którymi musimy żyć mądrości. Nie drwij ze słabszych, mniej utalentowanych, gdyż mnóstwo jest silniejszych, mądrzejszych, bardziej utalentowanych od ciebie. To jednak nie jest powód, by zmarnować życie przez zazdrość. Gdy świat cię  nie docenia, zachowaj światło prawdy w swoim sercu. Bądź pewny, że nadejdzie moment byś mógł je ukazać. 


sobota, 2 marca 2019

Nie zgadzam się


Siedzieliśmy w krakowskiej piwnicy z Tomkiem, znajomym z Chicago. Nie widzieliśmy się dwadzieścia pięć lat. Nie zmienił się prawie, mocno uścisnął dłoń przy powitaniu. Przegadaliśmy wiele godzin zanim zmęczeni wróciliśmy do swoich hoteli. Nazajutrz wspomniałem znajomemu o rozmowie z Tomkiem.
 - Ale Tomek nie żyje od ośmiu lat - powiedział zatroskany. 
Nie mogłem pozbierać myśli. Jak to, przecież czułem go fizycznie, to nie była żadna zjawa. 
- A może, pojawiła się przerażająca myśl, może ja też nie żyję. Muszę się stąd jak najszybciej wydostać, żeby to sprawdzić i jeśli to prawda, coś z tym zrobić. 
Na schodach mały pies wczepił się zębami w moją łydkę. Byłem wściekły i kopnąłem go. Wybiegłem na otwartą przestrzeń. Może ugryzł mnie po to,  żebym wiedział, że żyję. 
Swoją drogą taki mały pies musi się czuć paskudnie w wysokiej trawie, nie widząc dalej niż na metr. A przede mną rozciągnęło się pole, na którym rosły czerwone kule. Nie wiem czy to były owoce czy coś innego. Jasnoczerwone kule z delikatnym odcieniem fioletu. Miałem zobaczyć jeszcze jedno pole, ale obraz zasłoniła mi kobieta w długiej, niebieskiej, kloszowanej sukni z lśniącego materiału. Odchodząc z tego miejsca zabrałem ze sobą przeczucie, że te kule-owoce miały związek z czasem. Pole czasu... Przypomniał mi się jasnopurpurowy kwadrat od którego odrywały się ramki, jedna za drugą, tworząc rodzaj ciągu, korytarza, lekko wygiętego. Wtedy usłyszałem, że tak powstaje czas. Czas...
W dzieciństwie kilka razy pogryzły mnie psy. To było bardzo bolesne. Miałem tego tak dosyć, że postanowiłem się bronić i stanąłem przodem do warczącego wilczura. Gdyby na mnie skoczył kopnąłbym go. Dobrze, że tego nie zrobił, bo jakie szanse miałby dziewięciolatek w walce z dużym psem. Właściciel, jak to z miłośnikami psów bywa, nie odczuwał żadnej potrzeby by psa trzymać na smyczy albo chociaż go przywołać. 
No i sto dni w roku poza szkołą, przykuty do łóżka z powodu chorób. 
Dziecko choruje gdy nie ma oparcia w domu ani w szkole. Rodzice, którzy przeżyli wojnę, trwali w tej wojnie jeszcze przez długi czas. Trwali do końca życia. Ich wojna stawała się wojną ich dzieci. Okazanie czułości było dla nich wstydem. Woleliby umrzeć niż pokazać łzy.
Dziecko bez czułości choruje, w taki sposób ucieka od świata pełnego niebezpieczeństw. Swoją drogą nie znam żadnych badań psychologów na temat rodziców, którzy dopuścili się odbijania na dziecku swojej wojennej traumy. To temat zbyt niechciany, wstydliwy, paskudny. Kolejny mit o narodowym cierpieniu ukazałby swoją drugą stronę. 
Pewnego dnia zobaczyłem na podwórku Mirka w czarnej masce na oczach i czarnej pelerynie ze szpadą z patyka w dłoni.
- Ale przecież ty nie jesteś Zorro. Jesteś Old Shatterhand, a ja Winnetou. 
- Jestem Zorro - odpowiedział. 
To była pierwsza zdrada, którą odczułem i zapamiętałem na całe życie. 
Nie mam przyjaciół, ponieważ nie akceptuję zdrady i kłamstwa. Jestem trudny, ponieważ drwię z taniochy, snobizmu i tradycji. Nie tylko kościół kłamie. Kłamią też ludzie w moim najbliższym otoczeniu, kłamią i manipulują. I tak samo bolą mnie kłamstwa kościoła jak ich kłamstwa. 
Życie bez przyjaciół jest samotne. Jedynym sensem życia pozostaje miłość. Ale czy na pewno? Życie ludzkie jest błędem Twórcy. Miłość to chemia, która pozwala nam zapomnieć o sobie, narkotyczny stan. Jakiż paradoks, jestem najszczęśliwszy gdy zapominam o sobie. Myślę o niej i to mnie uwalnia od myślenia o sobie. I co? To tyle.
Przez następne pięćdziesiąt lat walczę o swoją pozycję w świecie. Upieram się, że to ma sens, głęboki, wielki sens. I wychyla się z za rogu starość. Nie jesteś już atrakcyjny i nikt cię nie potrzebuje. Niejako wraca do ciebie to, w jaki sposób patrzyłeś na innych. 
Coraz wyraźniej widzisz, że jesteś zamknięty w celi. Całe życie w celi swojego ciała. Żeby zapomnieć o tym więzieniu chodzisz do kościoła, szukasz ucieczki z celi. Trafiasz do jeszcze głębszych lochów. Chodzisz na miesięcznice, pielgrzymki, pilnujesz pomnika, po to by sobie udowodnić, że twoje życie ma znaczenie i sens. A znaczenie ma to aby odkryć, że Bóg źle wymyślił człowieka. I zrobił to celowo. 
Tylko jedno może zmienić okrutny los człowieka. Kiedy sam stanie się Twórcą swojego życia, otaczającej go rzeczywistości i stworzy siebie samego. Pokona choroby, odwróci czas, stanie się na powrót młody, pokona starość, pokona śmierć, pokona przestrzeń. Stworzy siebie ze swoich niespełnionych marzeń. 
Mamy wszystkie nasze ograniczenia po to, żeby podjąć nadludzki wysiłek i z bezsilności zrobić potężną broń. Mamy dysponować siłą i wiedzą naszej wielowymiarowej całości.  Zaprojektować ciało do potrzeb, które mamy, transformować je, leczyć myślą i pragnieniami. Po to Twórca zamknął nas w więzieniu, żeby przez samotność i rozpacz, długi łańcuch, którego nienawiść i wiara stanowią dwa ogniwa,  przez bezradność i bezsilność, nie mając już nic do stracenia, po setkach reinkarnacji i powtórek z tego samego i wciąż w tym samym miejscu, u schyłku życia sięgnąć po bycie Twórcą siebie samego. 
Tak jak dzisiaj potrafimy stworzyć film czy książkę, wkrótce napiszemy swoje życie i rzeczywistość. Napiszemy własną historię w taki sposób, jak chcemy by wyglądała gdy pisze ją wolny człowiek. Wolny od przymusu życia w więzieniu, szukania sensu życia, wiary. Bo to co jest dla nas takie ważne, może  wcale takie ważne nie jest. Wolność daje nam klucze do wyjścia z więzienia bez przymusu szukania szczęścia. Klucz do stania się Twórcą-bogiem poza wszelką religią.
Czy jest coś czego nie zdradziłem? 
Jedna rzecz, której jestem wierny gdy kocham bezbrzeżnie i bez jakichkolwiek zasłon. Jedna rzecz, której używam by zrównoważyć beznadzieję, niewolę, barbarzyństwo, kłamstwa religii i otoczenia, chciwość, kpiny, pogardę, opluwanie. Jest coś czym równoważę wszystkie codzienne zniewagi i chamstwo, które stało się zbrodnią codzienności. To jest Kosmos, mój prawdziwy dom. Ktoś tam na mnie czeka, ktoś kto mnie nie zdradził. Moja prawdziwa ojczyzna, moja prawdziwa rodzina. 
Tym się różnimy;  to co dla mnie jest realistyczne dla większości  jest nierealistyczne. 
A tu na ziemi, co jest dla mnie ważne?
To co jest niemożliwe, statystycznie niemożliwe. Kiedy na moich oczach, z pomocą gorących pragnień, to co jest statystycznie jedną na tysiąc, albo jedną na sto tysięcy szansą, spełnia się.  Wtedy czuję, że Kosmos jest żywy i jestem jego żywą, twórczą  cząstką. Tak, chcę żyć, po to by wprowadzić do naszego wymiaru inne wymiary. Na ile to będzie możliwe, przyczynić się do budowania mostu między światami. Dołożyć jedną cegłówkę, jeden promyk. Bez względu jak znikomy jest ten wkład, to jednak dotyczy wielkiego dzieła, uwolnienia ludzkiego Ducha z niewoli religii. Artyści robią to od tysięcy lat. Wierzę, że to przywróci nam uśpiony potencjał, piękno i wolność. 
Jak rozpocząć taką pracę?
Trzeba zrozumieć, że nasze DNA jest wielowymiarowe i zacząć od początku.
Co to znaczy?
To znaczy, że alfa i omega, początek i koniec wszystkiego przynajmniej na podstawowym  poziomie, to umiejętność pokochania siebie. Wiadomo, że nie chodzi o narcystyczną miłość, ale o głębokie płynące z serca uczucie, które rodzi się po odkryciu w sobie czegoś tak pięknego, że się temu ulega. Wtedy kocha się bez przymusu, bez dogmatów nakazujących miłość i wybaczanie. Kocha się, gdyż na drodze doświadczeń, błędów, upadków i bolesnego  wstawania, zaczynania po raz kolejny od początku, gdy się utraciło już wszystko i brakowało sił, w końcu udało się zobaczyć na dnie perłę albo diament. I pokochać  siebie, bo okazało się, że to piękno to ja i ty. I wtedy zaczynamy świecić niewidzialnym światłem. Ludzkie oczy go nie widzą, ale widzą je ludzkie serca, bo każdy chce być koło tego światła.
Zacząłem od opisania snu, gdyż sen jest jednym z narzędzi poznawania świata i siebie. Dla wielu rdzennych kultur wszechświat jest śniony do egzystencji.
Dlatego tyle gorzkich słów poprzedziło to wyznanie, żeby powiedzieć jak trudna, samotna i bolesna jest droga do bycia ze sobą w pokoju. Równie trudna jak do bycia z ludźmi. Z  ludźmi nie można być  inaczej niż na drodze wolności. Ze sobą nie można być inaczej niż na drodze akceptacji. Istnieje droga do pokochania siebie. Każdy musi ją znaleźć sam. Kiedy człowiek pokocha siebie, nie musi już kłamać i udawać kogoś kim nie jest, nie musi pokazywać się w lepszym świetle. Teraz może już żyć bez maski, bez udawania mądrzejszego, lepszego, silniejszego czy bardziej pobożnego. W końcu człowiek chce być kochany nie za to kogo udaje, ale za to kim jest naprawdę, wliczając w to brzydotę i piękno, siłę i słabość. 
A na końcu jest światło... w ciemnym łonie narodzin.